Dla lekarza, którego zawód jest częścią tożsamości, emerytura nie jest końcem pracy, lecz próbą charakteru. Czy potrafimy zejść ze sceny jak Yoda, czy zostaniemy zapamiętani jak Darth Vader?
Wszyscy pracownicy ochrony zdrowia powinni przyjrzeć się swojemu otoczeniu i miejscu pracy pod kątem obrony przed agresją. Czy zapewnia ono ochronę przed ewentualnym atakiem? Czy umożliwia bezpieczną ucieczkę i daje narzędzia samoobrony?
Ilekroć mowa o przyczynach demograficznego krachu, pojawiają się te same odpowiedzi. Katalog – choć stały – jest dość szeroki. „Bo ich nie stać”. „Bo nie mają z kim”. „Bo się boją”.
W sprawie prób skrócenia lub likwidacji stażu podyplomowego sprawdza się stare powiedzenie: jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Związkowcy, pracodawcy i resort zdrowia nadal nie porozumieli się co do ustawy o pensjach minimalnych w ochronie zdrowia. Wygląda na to, że 1 lipca czeka nas coroczna waloryzacja wynagrodzeń etatowych.
Chaos informacyjny, uniki i lekceważenie spraw istotnych dla lekarzy – tak niestety ostatnio wyglądają kontakty z Ministerstwem Zdrowia. Mam wrażenie, że spotkania przedstawicieli resortu z samorządem lekarskim są organizowane nie z potrzeby konsultacji i dialogu, a raczej dla statystyk – żeby nikt nie mówił, że kontakty zostały zamrożone.
W 1988 r. uczyliśmy się prowadzić aptekę polową na samochodzie pamiętającym lata 50. Dziś w zupełnie innej Polsce pytanie o bezpieczeństwo lekowe brzmi niepokojąco podobnie: kto, gdzie i czym ma zabezpieczyć pacjentów, gdy naprawdę zacznie się kryzys?
Prawo doskonale wie, że zmęczony kierowca ciężarówki stanowi zagrożenie. Zadziwiające, że tej samej wiedzy nie stosuje wobec zmęczonego lekarza trzymającego w ręku ludzkie życie.
Tak. Niemal cztery lata temu zgubiłem okulary. W ferworze zadań Komisji Wyborczej XV Krajowego Zjazdu Lekarzy zniknęły z zasięgu mojej ręki i – co gorsza – wzroku. Nie mam złudzeń, że mimo przewrotnego ogłoszenia prasowego z prośbą o zwrot stare i porysowane szkła straciłem wówczas na zawsze.
Polski system ochrony zdrowia nie bardzo wie, co zrobić z lekarzami po sześćdziesiątce. Z jednej strony są „zbyt starzy”, by w nich inwestować, z drugiej – idealni jako „zapchajdziury” w kadrowych brakach. Przez to ginie to, co najcenniejsze: doświadczenie, dystans i mistrzostwo.
Mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Najpierw ta zła – fala ataków na lekarzy nie opada, a w ostatnich tygodniach wręcz się nasiliła. Dobra wiadomość? Policja i prokuratura wreszcie robią to, o co apeluje samorząd: reagują szybko i skutecznie ścigają sprawców.