Dr Jacek Miarka: Wytrwać w działaniu

Nie wyobrażam sobie istnienia samorządu lekarskiego bez organów odpowiedzialności zawodowej – rzeczników i sądu – działających całkowicie niezależnie. Z Jackiem Miarką, przewodniczącym Naczelnego Sądu Lekarskiego, rozmawia Lucyna Krysiak.

Jacek Miarka. Foto: Marta Jakubiak/Gazeta Lekarska

VIII kadencja samorządu lekarskiego przebiegała w niezwykłych okolicznościach. Jaki to był czas dla NSL?

Działam w sądzie lekarskim od 30 lat i z doświadczenia mogę powiedzieć, że ta kadencja jest zdecydowanie inna niż poprzednie. Sąd lekarski nie działa w oderwaniu od rzeczywistości, a ta dynamicznie się zmieniała – lockdown, praca w ekstremalnych warunkach, spotkania online – to wszystko niekorzystnie wpłynęło na nasze funkcjonowanie.

Chcę jednak zaznaczyć, że mimo tych ograniczeń zachowaliśmy ciągłość orzekania, nawet w okresie ustawowego zamknięcia biur działała kancelaria NSL i był utrzymany kontakt z członkami naszego zespołu. Uważam, że jeśli się czegoś podejmujemy, powinniśmy wytrwać w działaniu i Naczelnemu Sądowi Lekarskiemu to się udało. Przystosowaliśmy się do zmieniających się okoliczności i z perspektywy czasu oceniam ten okres pozytywnie.

Co można określić jako sukces, a co było porażką w pracy NSL?

Na pewno trafionym pomysłem była przeprowadzka do nowej, bardziej przestronnej siedziby, dzięki czemu jesteśmy w stanie zapewnić dyskrecję uczestnikom spraw trafiających na wokandę NSL. Jednak w mojej ocenie największym sukcesem jest stworzenie zespołu kilkunastu sędziów, którzy prowadzą wszystkie rozprawy w Naczelnym Sądzie Lekarskim. Są to lekarze doświadczeni, z dużym stażem zawodowym, wiedzą, a jednocześnie ze znajomością meandrów prawa. Co należy podkreślić, są to osoby całkowicie niezależne w swoich opiniach. Pracujemy w składach pięcioosobowych i nie zawsze zgadzamy się ze sobą, ale orzeczenia opierają się na argumentach merytorycznych.

W tej kadencji udało nam się znacząco skrócić czas od wpłynięcia akt do NSL do rozprawy oraz utrzymać całkowitą niezależność od jakichkolwiek wpływów z zewnątrz. Tej niezależności – jak wynika z rozmów kuluarowych – zazdroszczą nam nawet sędziowie sądów powszechnych. Porażką jest dla mnie każda sprawa, która przy całkowicie udokumentowanej, pewnej winie lekarza, ulega przedawnieniu. Dzieje się tak nie z powodów merytorycznych, ale z działania adwokatów wykorzystujących luki prawne. Poznaliśmy już te „sztuczne” zabiegi zmierzające do wydłużenia postępowania i radzimy sobie z nimi coraz lepiej. Składamy na adwokatów działających w ten sposób skargi do izby adwokackiej i będziemy w tym konsekwentni.

Jak w przyszłości unikać takich manipulacji?

Konieczne są zmiany w prawie i należy je zacząć od naszego regulaminu. Zaproponuję je wspólnie z Naczelnym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej na najbliższym Krajowym Zjeździe Lekarzy. Chodzi o możliwość zwiększenia liczby zespołów orzekających, ponieważ w tej chwili pracujemy na granicy wydolności. Jednak to nie wystarczy, potrzebna jest przede wszystkim modyfikacja zapisów z ustawie o izbach lekarskich.

Wspólnie z NROZ utworzyliśmy zespół pod kierunkiem prawnika prof. Teresy Gardockiej, który przygotował nowelizację tej ustawy w punktach dotyczących orzecznictwa zawodowego i działania sądów lekarskich. Nowelizacja ta jest skorelowana z innymi aktami prawnymi, a więc napisana pod względem prawnym bardzo profesjonalnie. Aby te zmiany wprowadzić w życie, potrzebna jest jednak wola polityczna, a takiej w tej chwili nie ma.

Co pan wyniósł z kontaktów z lekarzami, którzy stanęli przed tą instancją?

Po latach pracy w zawodzie wydawałoby się, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Jednak to się zdarza. Nie wyobrażam sobie istnienia samorządu lekarskiego bez organów odpowiedzialności zawodowej – rzeczników i sądu – działających całkowicie niezależnie. Tymczasem właśnie za tę niezależność sądów, opartych przecież zawsze o Kodeks Etyki Lekarskiej, byliśmy najbardziej krytykowani, poddawani presji z różnych stron, również kolegów działaczy samorządowych. To bardzo frustrujące i obciążające psychicznie.

A przecież nie ma sądów, z których wyroków byłyby zadowolone wszystkie strony postępowania. I żaden sąd nie spowoduje, że społeczeństwo stanie się mniej roszczeniowe, a lekarze bardziej empatyczni. Może jestem naiwny, ale wierzę w samorząd, jego mądrość zbiorową, w sens tego, co robię, w potrzebę respektowania zasad etycznych w naszym wolnym zawodzie. Na pytanie, czy będę kandydował na przewodniczącego NSL w przyszłej kadencji, odpowiem, że jeszcze nie wiem – decyzję podejmę w ciągu miesiąca. Na razie jestem skupiony na zakończeniu obecnej kadencji, aby mojemu następcy nie pozostawić niezałatwionych spraw.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.