23 marca 2026

Granice władzy lekarza psychiatry

Przymusowa hospitalizacja psychiatryczna to jedno z najdalej idących ograniczeń wolności osobistej dopuszczonych przez polskie prawo. To ogromna odpowiedzialność i pole minowe, na którym błędy mogą kosztować pacjenta znacznie więcej niż zdrowie.

Fot. freepik.com

Wolność osobista to szczególne dobro każdego człowieka. Swoiste legalne pozbawienie wolności przewidziane zostało w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego (u.o.z.p.) z 1994 r. w jej art. 23. Chodzi o przepis oddający w ręce lekarza decyzję o wolności. Zezwala on lekarzowi na niedobrowolne przyjęcie do szpitala psychiatrycznego osoby chorej psychicznie.

Oczywiście nie jest to jedyny przepis u.o.z.p. umożliwiający przymusową hospitalizację, czyli podjętą bez zgody pacjenta, która to zgoda jest jednak zasadą. Oprócz art. 23 także art. 29 u.o.z.p. zezwala na umieszczenie w szpitalu bez zgody (a nawet wbrew sprzeciwowi) zainteresowanego. Tu jednak chodzi o umieszczenie przez sąd. W warunkach art. 23 decyduje lekarz psychiatra. Nierzadko (na co wskazują akta sądowe) zupełnie nieświadomy swych „obowiązków sędziowskich”, często bardzo młody i niedoświadczony, nierzadko dyżurujący rezydent.

Jak sędzia

Dla zadecydowania o przymusowej hospitalizacji (czyli pozbawieniu wolności) przez lekarza psychiatrę ustawa wymaga równoczesnego zaistnienia dwóch przesłanek. Pierwsza, tzw. medyczna, w praktyce niewywołująca specjalnych kontrowersji, to choroba psychiczna. Tu lekarz jest „u siebie”, tzn. dysponuje stosowną wiedzą pozwalającą na prawidłową ocenę.

Druga przesłanka, tzw. behawioralna (czyli „dotychczasowe zachowanie” stwarzające „bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia innych osób lub życia samego pacjenta”), okazuje się być nieoczywista, wymaga wielkiej staranności i uwagi ze strony lekarza. Jak wskazuje praktyka sądowa, związana przede wszystkim z kontrolą decyzji o przymusowym umieszczeniu w szpitalu, ale też z procesami odszkodowawczymi będącymi jej następstwem, lekarz często nie ma świadomości doniosłości swej decyzji, zapominając że jest ona w istocie równa decyzji sędziego pozbawiającego wolności.

Tymczasem ze względu na konstytucyjną ochronę wolności stanowiącą zasadę wyjątkowe przesłanki z ustawy o ochronie zdrowia psychicznego muszą być interpretowane ścieśniająco (co wielokrotnie powtarzały orzekające sądy powszechne, Sąd Najwyższy np. w postanowieniu z 25 listopada 2016 r., V CSK 295/16). Chodzi o wykładnię zarówno: „zagrożenia dla życia i zdrowia”, jak i jego „bezpośredniości”. Ścieśniająco, a więc w żadnym razie nie rozszerzająco. Zagrożenie ma dotyczyć życia i zdrowia i w szczególności być bezpośrednie, nie zaś jedynie hipotetyczne.

To nie detektyw

Na lekarza psychiatrę czyhają rozmaite pułapki. Zdarzają się przecież próby ulokowania osoby chorej psychicznie w szpitalu bez jej zgody dla wygody innych osób (najczęściej najbliższego otoczenia). Często słyszy się o wykorzystywaniu lokowania w szpitalu w ramach konfliktów rodzinnych lub sąsiedzkich albo jako sposób rozwiązywania „problemów świątecznych”. Nierzadko więc intencje osób najbliższych odbiegają od tych przyświecających prawodawcy. Nieświadomy tego lekarz jest z nimi konfrontowany.

Lekarze bronią się, twierdząc, że do ich obowiązków nie należy weryfikacja okoliczności, w tym prawdziwości twierdzeń osób najbliższych pacjenta. Nie mają instrumentów śledczych, nie są przecież detektywami. Nie jest to słuszne. Śledztwa nie można oczekiwać, starannego wyjaśnienia – już tak.

Ponieważ chodzi o dobro niezwykle cenne: osobistą wolność pacjenta, staranność lekarza decydującego o hospitalizacji bez zgody winna być szczególnie wysoka. Zdecydowanie nie może ograniczać się do wysłuchania członka rodziny domagającego się przymusowego przyjęcia krewnego do szpitala i zawierzenia mu. Przede wszystkim lekarz powinien oceniać zachowanie osoby chorej psychicznie w chwili podjęcia decyzji o przyjęciu jej do szpitala psychiatrycznego. Tak powszechnie interpretowany jest termin „dotychczasowe zachowanie” (np. postanowienie SN z 21 stycznia 2025 r., II CSKP 1048/24).

Obowiązkiem lekarza jest wysłuchanie samego pacjenta. Pośrednio wskazuje na to ustawowa powinność poinformowania zatrzymywanego w szpitalu pacjenta o przyczynach przymusowej hospitalizacji. Już to pozwala nabrać ewentualnych wątpliwości w przypadkach lokowań świątecznych i tzw. wytchnieniowych i je wykluczyć.

Do (słabo lub nierzadko w ogóle nieuświadomionych) obowiązków lekarza w tym zakresie należy również pozyskanie informacji od policjantów, lekarzy pogotowia i ratowników medycznych. Nie wystarczy poprzestanie na stwierdzeniu przywiezienia osoby w asyście policji. Konieczne jest uzyskanie informacji (od policjantów, lekarza pogotowia ratunkowego) dotyczących zachowania tej osoby przed jej przywiezieniem do szpitala. Chodzi zwłaszcza o te odnoszące się do ewentualnej agresji.

W postanowieniu z 13 lipca 2022 r. (II CSKP 1383/22) Sąd Najwyższy przesądził, że „(…) ustalenia faktyczne muszą więc obejmować szczegółowy opis zdarzeń i czynów dokonywanych przez osobę, której przyjęcia do szpitala dotyczy postępowanie, inaczej bowiem tylko na podstawie ogólnych stwierdzeń o agresywności i stanie pobudzenia psychoruchowego, przejawiającego się w wyzwiskach i próbach kopnięcia, bez trudności opanowanych przez policjantów i personel medyczny, nie można wyrobić sobie rzetelnej wiedzy o stopniu istniejącego zagrożenia i jego kierunku, a więc wnioskować o tym, czy wystąpiło zagrożenie uzasadniające przymusową hospitalizację”.

W Polsce obowiązuje domniemanie bezprawności naruszenia dobra osobistego (w tym wolności). To naruszyciel zatem musi wykazać, że działał legalnie. Mając to na uwadze, lekarz powinien gromadzić możliwie szczegółowe argumenty. Praktyka wykazuje w tym zakresie wiele nieprawidłowości.

Niewiele zmienia tu fakt, że decyzja lekarza przyjmującego (dyżurującego) musi być w ciągu 48 godzin zatwierdzona przez ordynatora/lekarza kierującego oddziałem. Dobrze, że taki obowiązek jest. Nie trzeba jednak specjalnej przenikliwości, aby domyślić się, iż w praktyce decyzje lekarzy dyżurujących są zatwierdzane, kontrola zaś sprowadza się przede wszystkim do sprawdzenia prawidłowości wypełnienia stosownych formularzy. Ten prawny obowiązek zamierzony jako ustawowy bezpiecznik chroniący dobro pacjenta w praktyce nie gwarantuje jego interesów i nie odgrywa zamierzonej dla niego roli.

Słabe ogniwo

Artykuł 25 ustawy przewiduje obowiązkową następczą (czyli podjętą już po umieszczeniu w szpitalu) kontrolę decyzji lekarza przez sąd. Kierownik szpitala ma 72 godziny na zawiadomienie sądu opiekuńczego. Jest to minimalna (ale też najważniejsza z przewidzianych w ustawie) gwarancja praw pacjenta. Wynikiem kontroli może być potwierdzenie bądź zakwestionowanie legalności umieszczenia w szpitalu bez zgody, co skutkuje m.in. obowiązkiem natychmiastowego zwolnienia pacjenta.

Sędziowie na ogół nie posiadają wystarczającej specjalistycznej wiedzy z zakresu psychiatrii. W procesie kontrolnym istotna rola przypada zatem biegłym. To oni opiniują i kształtują w ten sposób wyobrażenia sędziego. Oczywiście, formalnie to nie do nich należy rozstrzygnięcie sprawy. W praktyce jednak wyrok najczęściej pokrywa się z ich sugestiami.

Bolączką procesów kontrolnych jest nieprawidłowy dobór biegłego. Błędem przekreślającym sens kontroli jest powołanie biegłego będącego pracownikiem szpitala (obojętne, czy kontraktowym, czy zatrudnionym w oparciu o umowę o pracę), w którym doszło do hospitalizacji na podstawie art. 23 ustawy. Nie chodzi nawet o to, co może wydać się szczególnie niewłaściwe, czyli że biegły pozostaje w relacjach towarzyskich lub osobistych z kontrolowanym lekarzem (pracują przecież w jednym szpitalu, wcale nierzadko na tym samym oddziale).

Już sama zależność pracownicza biegłego od kontrolowanego szpitala podaje w wątpliwość jego bezstronność i obiektywizm. Ewentualne stwierdzenie niezasadności hospitalizacji w trybie art. 23 ustawy otwiera przecież drogę do odszkodowania obciążającego budżet szpitala.

Fałszywe oskarżenie

Prawodawca jest świadomy niebezpieczeństw. Dlatego oprócz wewnętrznej kontroli przyjęcia oraz następczej kontroli sądowej przewidział także sankcje karne dla osób fałszywie zgłaszających potrzebę hospitalizacji w trybie art. 23 ustawy. Ustawodawca nie tylko skonstruował tę bardzo specjalną prawną gwarancję praw pacjenta, ale też wbudował ją wprost do ustawy. Chodzi o art. 53 przewidujący karę dla osób m.in. fałszywie zgłaszających lekarzowi potrzebę przymusowej hospitalizacji innej osoby.

Zgodnie z jego treścią: „Kto podaje lekarzowi lub organowi właściwemu do wykonywania niniejszej ustawy informacje o występujących u innej osoby objawach zaburzeń psychicznych, wiedząc, że te informacje są nieprawdziwe, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Praktyka skrzeczy

Przegląd obowiązujących w Polsce rozwiązań prawnych nie prowadzi do optymistycznych wniosków. Prawa pacjenta chorego psychicznie ciągle są słabo gwarantowane. Cóż z tego, że na papierze wygląda to nienajgorzej. Nawet najlepsze przepisy nie wystarczą, jeśli praktyka skrzeczy, a świadomość jest niska.

Trudno oprzeć się pesymistycznej refleksji, że pilnie potrzeba tu wielu działań zarówno prawodawczych (szczególnie w zakresie procedur; tu można sporo poprawić), jak i szkoleniowych. Wolność to jednak dobro wyjątkowo cenne. W pełni zasługuje na więcej uwagi i najlepsze gwarancje, tym bardziej tam, gdzie sam zainteresowany jest najczęściej bezbronny.

Prof. Tomasz Justyński, kierownik Katedry Prawa Cywilnego UMK w Toruniu

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 3/2026