4 lutego 2026

Klaudiusz Komor: Prawdziwe intencje

Z pustego i Salomon nie naleje – mówi stare porzekadło. Pasuje ono do obecnej sytuacji w budżecie NFZ. Dziura rośnie w zastraszającym tempie, a kolejne „pomysły” na jej załatanie, przedstawiane obecnie najczęściej jako przecieki ze spotkań różnych ministerialnych zespołów, budzą coraz większe zdumienie.

Fot. arch. NIL

W medycynie obowiązuje zasada, że aby dobrze leczyć, trzeba najpierw zdiagnozować chorobę i ustalić jej przyczynę, a kiedy samemu nie można tego zrobić, zapytać innych, którzy mają w tej kwestii doświadczenie. Podobnie należałoby zrobić w tym przypadku – początek wzrostu dziury w budżecie NFZ to 2023 rok, kiedy weszła w życie ustawa zwana „skokiem na kasę”, przygotowana przez poprzednią ekipę rządową.

Zgodnie z jej założeniami przesuwano pewne świadczenia, dotychczas odrębnie finansowane z budżetu państwa, do budżetu NFZ. W ten sposób budżet NFZ musiał nagle znaleźć środki m.in. na ratownictwo medyczne, świadczenia wysokospecjalistyczne, bezpłatne leki dla seniorów i kobiet w ciąży, a także leki i wyroby medyczne dla programów polityki zdrowotnej.

Eksperci szacowali wówczas, że będzie na to potrzeba w pierwszym roku prawie 13 mld zł, a w kolejnych latach coraz więcej. Również samorząd lekarski bił na alarm, ale oczywiście nikt poza ówczesną opozycją na to nie zważał. Mamy zatem podstawową przyczynę niedoborów finansowych w NFZ.

Nie wiedzieć jednak czemu po zmianie władzy nadal nikt nie odwrócił skutków tej niefortunnej ustawy, chociaż wydaje się, że powinien to być pierwszy krok tych, którzy ją tak bardzo krytykowali. Co prawda, minister zdrowia na spotkaniu z NRL zgodziła się, że jest to konieczne, aby odwrócić trend stałego zadłużania się polskiej ochrony zdrowia, jednak do dziś nic nowego w tej materii się nie wydarzyło.

Zamiast rozwiązań systemowych NFZ co jakiś czas wprowadza nowe zmiany w finansowaniu, na których stara się zaoszczędzić. Jednym z najbardziej dotkliwych zarówno dla samych placówek ochrony zdrowia, dla ich kierowników, dla lekarzy, ale i paradoksalnie dla samych pacjentów są nowe zasady rozliczania porad specjalistycznych w zależności od procentowego udziału wizyt pierwszorazowych w całym wolumenie wizyt. Mowa o zarządzeniu nr 85/2025/DSOZ z 27 października 2025 r., które wprowadza zmiany w zasadach zawierania i realizacji umów dotyczących ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

Rozporządzenie mówi, że jeżeli w danym kwartale udział świadczeń pierwszorazowych (czyli de facto nowych pacjentów), będzie niższy niż ogólnopolska mediana, a jednocześnie wzrost tego udziału w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku będzie mniejszy niż 3 punkty procentowe, NFZ zastosuje współczynnik korygujący 0,75, czyli placówki w trzech kolejnych miesiącach otrzymają o jedną czwartą mniej środków, niż powinny zgodnie z kontraktem.

Można powiedzieć, że to pomysł iście diaboliczny – z jednej strony NFZ oszczędza pieniądze, bo dużej części placówek płaci o 25 proc. mniej, niż powinien, z drugiej kolejki do specjalistów na papierze nagle spadają – bo placówki, chcąc wypełnić warunek odpowiedniego udziału procentowego pacjentów pierwszorazowych, przyjmują przede wszystkim nowych pacjentów.

Jednak to wszystko są efekty złudne – paradoksalnie, dostępność do specjalisty dla pacjenta maleje! Bo chcąc przyjąć odpowiednią liczbę pacjentów pierwszorazowych, placówki muszą wydłużyć terminy wizyt kontrolnych, bo tylko w ten sposób można pomieścić wszystkich pacjentów i znaleźć miejsce dla ciągle rosnącej liczby tych pierwszorazowych. Czyli teraz według nowych zasad do specjalisty najłatwiej dostać się nie temu, kto naprawdę potrzebuje, bo ma np. zaostrzenie choroby, tylko temu, kto jeszcze u specjalisty nie był!

Jeżeli prawdziwą intencją tych zmian – jak próbuje przekonywać NFZ – miało być skrócenie kolejek, to należało zastosować metodę „marchewki”, a nie „kija”, czyli dodatkowo zapłacić za pierwszorazowe wizyty wykonane ponad medianę, a nie karać tych, którzy tej mediany nie osiągną. Chyba że nie chodziło o kolejki, tylko o oszczędności w NFZ?

Klaudiusz Komor, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026