Leczenie glejaków: długo bezradni, dziś z nadzieją na przełom
Nowy lek może zmienić sposób leczenia glejaków we wczesnym stadium choroby. Eksperci mówią o przełomie, który pozwala nie tylko wydłużyć przeżycie, ale też zachować lepszą jakość życia pacjentów.

Glejaki są najczęstszymi pierwotnymi nowotworami mózgu i rdzenia kręgowego. Dotyczy to zarówno Europy, jak i Polski, co potwierdzają dane Krajowego Rejestru Nowotworów. W 2022 r. (najnowsze dostępne dane) spośród 2375 przypadków zachorowań na nowotwory złośliwe mózgu w naszym kraju glejaki rozpoznano u 1783 pacjentów. Stanowi to około 75 proc. pierwotnych guzów mózgu, choć odsetek ten mógłby być jeszcze wyższy.
Zwracają na to uwagę autorzy raportu „Nowotwory złośliwe mózgu. Analiza epidemiologiczna”. Podkreślają, że niższy udział glejaków w statystykach wynika m.in. z niedostatecznej jakości danych przekazywanych do rejestru w części województw. Przykładem jest województwo śląskie, drugie pod względem liczby mieszkańców, gdzie w analizowanym okresie niemal 51 proc. guzów mózgu zaklasyfikowano jako nieokreślone.
W innych regionach – m.in. w województwach podkarpackim, podlaskim, warmińsko-mazurskim i zachodniopomorskim – skala tego problemu była mniejsza, lecz nadal sięgała około 30 proc.
Autorzy raportu przyznają, że nowotwory mózgu i ośrodkowego układu nerwowego należą do szczególnie trudnych do analizy ze względu na ogromną różnorodność morfologiczną. Według klasyfikacji WHO z 2021 r. wyróżnia się ponad 100 typów histopatologicznych tych nowotworów – zarówno złośliwych, jak i niezłośliwych. Obejmują one m.in. astrocytoma, ependymoma, oponiaki, nerwiaki osłonkowe oraz guzy przysadki. Większość nowotworów złośliwych mózgu wywodzi się jednak z komórek glejowych. Z danych z 2016 r. wynika, że niemal 80-90 proc. złośliwych guzów wewnątrzczaszkowych ma pochodzenie glejowe.
Optymizm ekspertów
Do przestrzeni publicznej najczęściej trafiają dramatyczne historie pacjentów, którzy zachorowali na glejaka i zmarli po stosunkowo krótkim czasie. Dotyczy to zwłaszcza agresywnych postaci choroby, rozpoznawanych w zaawansowanych stadiach, wśród których najtrudniejsze do leczenia są glejaki wielopostaciowe. Prof. Marjolein Geurts z Instytutu Raka w Rotterdamie nie ma jednak wątpliwości: po długim okresie terapeutycznych niepowodzeń strategia leczenia glejaków może w najbliższych latach ulec zasadniczej zmianie. Skąd ten optymizm?
Przełom dotyczy przede wszystkim glejaków rozpoznawanych we wczesnych stadiach rozwoju – w pierwszym i drugim stopniu złośliwości. Właśnie w tej grupie chorych pojawiła się nowa terapia ukierunkowana molekularnie o dużym potencjale klinicznym, zatwierdzona do stosowania w Unii Europejskiej w połowie 2025 r. Wcześniej lek został zarejestrowany m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, Izraelu, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Szwajcarii, Brazylii, Wielkiej Brytanii oraz Japonii.
Chodzi o worasydenib – lek przeznaczony do leczenia rozlanego glejaka II stopnia z mutacją genów IDH1 lub IDH2 (dehydrogenazy izocytrynianowej). To pierwszy od 25 lat preparat nowej generacji zdolny do przenikania bariery krew–mózg. Jego działanie polega na hamowaniu powstawania 2-HG – substancji sprzyjającej wzrostowi guza. Nic dziwnego, że worasydenib był jednym z głównych tematów kongresu Europejskiego Towarzystwa Neuroonkologii, który odbył się w październiku 2026 r. w Pradze.
Mutacja IDH1/2 jest tzw. mutacją kierującą, odgrywającą kluczową rolę w rozwoju glejaków, a tym samym w ich diagnostyce i rokowaniu. Pojawia się ona we wczesnym etapie onkogenezy i sprzyja narastaniu kolejnych mutacji prowadzących do zezłośliwienia komórek nowotworowych. Jej odpowiednio wczesne zahamowanie może więc istotnie zmienić rokowanie pacjentów.
Lepsza jakość życia
Nowy lek stosowany jest w terapii celowanej dwóch typów glejaków: gwiaździaka oraz skąpodrzewiaka z mutacją IDH1 lub IDH2. Jak podkreślała podczas praskiego kongresu prof. Roberta Ruda z Uniwersytetu Medycznego w Turynie, inhibitor mutacji IDH może zapobiec przejściu komórek guza z mniej złośliwego stadium w postać bardziej agresywną, charakteryzującą się intensywniejszą proliferacją. W efekcie możliwe jest istotne opóźnienie progresji choroby i jej transformacji w śmiertelną postać glejaka.
Badanie INDIGO wykazało, że pacjenci leczeni worasydenibem ponaddwukrotnie częściej przeżywali kolejne dwa lata w porównaniu z osobami otrzymującymi placebo. U chorych leczonych nowym lekiem obserwowano także zmniejszenie objętości guza mózgu, podczas gdy u pacjentów z grupy kontrolnej guz się powiększał. – Stało się tak mimo wcześniejszej tendencji do wzrostu guza przed rozpoczęciem terapii – podkreślała prof. Ruda.
Terapia worasydenibem pozwala również na zmniejszenie częstości napadów padaczkowych aż o 64 proc. – Intensywność napadów padaczkowych może być nawet klinicznym markerem skuteczności leczenia – zaznaczyła włoska neuroonkolog.
Zaletą leku jest także możliwość opóźnienia konieczności wdrożenia chemioterapii i radioterapii. Choć metody te mogą na pewien czas zahamować rozwój choroby, wiążą się z ryzykiem działań niepożądanych i pogorszeniem funkcjonowania pacjentów, w tym ograniczeniem możliwości kontynuowania pracy zawodowej. Tymczasem glejaki często dotykają osoby młode, w wieku 30–55 lat.
Zgodnie z aktualnymi wskazaniami worasydenib może być stosowany u dorosłych oraz młodzieży od 12. roku życia, o masie ciała co najmniej 40 kg, u których przeprowadzono operację mózgu i nie jest konieczna natychmiastowa chemioterapia lub radioterapia, a guz jest w II stopniu zaawansowania.
Polacy poczekają
Nowa terapia dotyczy obecnie stosunkowo wąskiej grupy pacjentów, jednak istnieje nadzieja na rozszerzenie wskazań. – Rozpoczęły się już kolejne badania kliniczne, w których worasydenib stosowany jest u szerszej grupy chorych, nie tylko tych z wczesnym, mniej zaawansowanym guzem rozlanym drugiego stopnia, ale również o większym – trzecim – stopniu złośliwości. Próbuje się też dodawać ten nowy lek do innych metod leczenia, które stosujemy jako standardowe, takich jak radiochemioterapia. Wydaje się zatem, że jest to lek, który ma duży potencjał i będzie mogła korzystać z niego większa grupa chorych – powiedział PAP prof. Sergiusz Nawrocki, kierownik Katedry Onkologii i Kliniki Radioterapii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
W Polsce, mimo dopuszczenia worasydenibu do obrotu w Unii Europejskiej, lek nie jest jeszcze dostępny dla pacjentów z powodu braku refundacji. Równolegle prowadzone są badania nad innymi terapiami celowanymi ukierunkowanymi na mutację IDH. Jak informowała prof. Marjolein Geurts, trwają również próby łączenia terapii celowanej z immunoterapią, która sprawdziła się w leczeniu wielu innych nowotworów złośliwych, m.in. raka płuca.
– Niektóre badania mają wykazać możliwość szerszego wykorzystania worasydenibu także w drugim i trzecim stadium choroby, po zastosowaniu chemioterapii i radioterapii – podkreślała holenderska neuroonkolog. W Stanach Zjednoczonych lek bywa już stosowany u wybranych pacjentów poza oficjalnymi wskazaniami.
Prof. Nawrocki zaznacza jednak, że chemioterapia i radioterapia nie są tak toksyczne, jak obawia się wielu chorych. W sytuacji gdy guz po operacji szybko narasta, metody te pozostają podstawą leczenia. Radioterapia, z ewentualnym dodatkiem chemioterapii, zastosowana po zabiegu neurochirurgicznym znacząco zwiększa szanse pacjentów z bardziej zaawansowanymi postaciami glejaka.
Niepokojące prognozy
Z raportu „Nowotwory złośliwe mózgu. Analiza epidemiologiczna” wynika, że od 2006 r. zachorowalność na nowotwory mózgu w Polsce wśród dorosłych stopniowo się zmniejsza (z wyjątkiem populacji do 18. roku życia) zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. U mężczyzn współczynnik zachorowalności spadł z 12,7 na 100 tys. mieszkańców w 2006 r. do 9,5 w 2022 r., natomiast u kobiet – z 9,3 do 7,2. „Podobną tendencję obserwuje się w przypadku umieralności od 2009 r. – wartość współczynników zmniejszyła się w 2022 r. w stosunku do 2009 r. o około 25 proc. u obu płci” – podkreślają autorzy opracowania.
Prognozy na przyszłość pozostają jednak niepokojące. W najbliższych latach w Europie spodziewany jest wzrost liczby zachorowań na nowotwory ośrodkowego układu nerwowego. Według International Agency for Research on Cancer liczba przypadków może wzrosnąć o około 7 tys., do 75,5 tys. w 2045 r. Na świecie w 2022 r. odnotowano około 322 tys. zachorowań na nowotwory mózgu i 248 tys. zgonów z tego powodu.
Przyczyny większości pierwotnych guzów mózgu pozostają nieznane. Jedynie około 5 proc. przypadków występuje w przebiegu zespołów genetycznych, takich jak zespół Li-Fraumeni, zespół Turcota czy neurofibromatoza typu 1, które predysponują do rozwoju glejaków. Szacuje się, że nawet co czwarty glejak może mieć podłoże genetyczne, jednak dotychczas poznano jedynie około 30 proc. odpowiedzialnych za to wariantów.
15 miesięcy
Najlepsze rokowanie mają glejaki ograniczone (stopnia G1), charakteryzujące się powolnym wzrostem. Częściej występują u dzieci i młodych dorosłych i rokują szczególnie dobrze wtedy, gdy możliwa jest całkowita resekcja guza. Korzystnym czynnikiem prognostycznym jest także niski stopień zróżnicowania nowotworu. Glejaki te rozpoznawane są najczęściej u osób w trzeciej i czwartej dekadzie życia, nierzadko po pierwszym napadzie padaczkowym.
Najgorzej rokują glejaki rozlane i naciekające (stopnia III i IV). Najbardziej agresywny glejak wielopostaciowy może rozwijać się jako guz pierwotny lub w wyniku progresji nowotworu o niższym stopniu złośliwości. Mediana przeżycia wynosi zaledwie 15 miesięcy. W Stanach Zjednoczonych pięć lat od rozpoznania przeżywa jedynie 6,8 proc. pacjentów. W przypadku innych nowotworów glejowych wskaźniki przeżycia są co najmniej kilkakrotnie wyższe.
Zbigniew Wojtasiński
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026