9 lutego 2026

Lex szarlatan. Fałszywa nadzieja pod lupą prawa

Medycyna oparta na faktach potrafi dziś skutecznie leczyć choroby, jeszcze niedawno uznawane za nieuleczalne. Równolegle jednak rośnie rynek pseudoterapii, które żerują na strachu i desperacji pacjentów, oferując metody bez naukowych podstaw. Kres tym praktykom ma położyć projekt ustawy.

Fot. shutterstock.com

W dobie ogromnych postępów medycyny wiele chorób, jeszcze niedawno uznawanych za nieuleczalne, można dziś skutecznie leczyć – w tym nowotwory, choroby autoimmunologiczne, a nawet schorzenia o podłożu genetycznym. Mimo to niekonwencjonalne terapie nie tracą na popularności. Internet stał się sprzymierzeńcem w szerzeniu dezinformacji i reklamowaniu wymyślnych metod, które nie mają żadnego oparcia w badaniach klinicznych ani aktualnej wiedzy medycznej.

Nie dać się omamić

Dr n. med. Łukasz Jasek z Centrum Medycznego Pro Salus w Łodzi, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi i członek Naczelnej Rady Lekarskiej, potwierdza, że lekarze spotykają się z tego typu praktykami notorycznie – szczególnie w neurologii, którą reprezentuje. – Neurologia i reumatologia to dwie specjalności, w których łatwo o nadużycia. Wiele objawów chorób o takim podłożu ma charakter subiektywny, jest trudnych do zweryfikowania, wymaga czasu, cierpliwości i specjalistycznych badań – tłumaczy Łukasz Jasek.

Jako przykład wskazuje leczenie boreliozy i neuroboreliozy metodą ILADS, polegającą na długotrwałej, wielomiesięcznej antybiotykoterapii połączonej z ziołolecznictwem. Metoda ta nie została naukowo potwierdzona, a w opinii Naczelnej Rady Lekarskiej oraz działającej przy niej grupy ekspertów została jednoznacznie uznana za niebezpieczną, z zaleceniem zakazu jej stosowania. – Niestety, metodę tę stosują nie tylko osoby bez wykształcenia medycznego, czyli pseudomedycy, ale również niektórzy lekarze z dyplomami, nad czym ubolewam – mówi dr Jasek.

Nie zawsze bezpieczne jest także leczenie kręgosłupa, zwłaszcza przypadków z przepuklinami, przez tzw. kręgarzy. Sytuacja bywa skomplikowana, ponieważ część z nich to fizjoterapeuci posiadający uprawnienia do prowadzenia rehabilitacji m.in. w schorzeniach kręgosłupa. Problem pojawia się wówczas, gdy klasyczne metody rehabilitacyjne łączone są z niekonwencjonalnymi praktykami. Zdaniem doktora Jaska w takich przypadkach trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, co jest bezpieczne, a co nie, dlatego w sytuacjach spornych należy zawsze opierać się na zasadach Evidence-Based Medicine (EBM).

Skutkiem działalności pseudomedycznej jest często zbyt późne rozpoczęcie przez pacjentów leczenia konwencjonalnego – szczególnie w onkologii – gdy możliwości terapeutyczne są już znacznie ograniczone lub wręcz niemożliwe.

W projekcie ustawy „Lex szarlatan” wymieniono przykłady najbardziej groźnych i najczęstszych praktyk pseudomedycznych. Należą do nich m.in.: terapie jodem w chorobach nowotworowych, stosowanie płynu Lugola w schorzeniach tarczycy, „leczenie” niepłodności suplementami, terapie chorób przewlekłych i autyzmu tzw. holistycznymi programami, odczulanie biorezonansem czy plazmoterapia stosowana w miażdżycy, chorobach tarczycy, grzybicach i do rzekomego niszczenia komórek nowotworowych.

Powstanie katalog praktyk pseudomedycznych

Szacuje się, że pseudomedycyną zajmuje się nawet 40 tys. legalnie działających podmiotów. Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta, do którego trafia coraz więcej skarg dotyczących działań paramedycznych, podkreśla, że aby nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta stała się skutecznym narzędziem walki z tym zjawiskiem, konieczne jest przede wszystkim stworzenie katalogu tzw. praktyk pseudomedycznych.

Chodzi o działania polegające na udzielaniu świadczeń zdrowotnych przez osoby nieposiadające stosownych uprawnień, a także na oferowaniu i stosowaniu metod paramedycznych z jednoczesnym przypisywaniem im cech i skuteczności zgodnych z aktualną wiedzą medyczną oraz znanym profilem bezpieczeństwa. Rzecznik zaznacza, że tego rodzaju działalność jest ściśle powiązana z medyczną dezinformacją.

Informacje o pseudoterapiach są rozpowszechniane w przestrzeni publicznej, szczególnie w internecie, ale również podczas odpłatnych konferencji i spotkań o charakterze komercyjnym, gdzie osoby oferujące takie usługi lub z nimi współpracujące przedstawiają się jako eksperci posiadający wiedzę medyczną.

Projekt ustawy „Lex szarlatan” określa korzystanie z takich usług jako niebezpieczne – nie gwarantują one wyleczenia, mogą opóźniać bezpieczne leczenie konwencjonalne, prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia, a nawet zagrożenia życia pacjenta. Narażają chorego na działania niepożądane, wprowadzają go w błąd, dając złudną nadzieję na poprawę zdrowia, i generują wysokie koszty finansowe.

Będą konsekwencje

Ustawa „Lex szarlatan” znajduje się w kolejnej fazie prac legislacyjnych i ma wejść w życie jeszcze w tym roku, być może już pod koniec bieżącego kwartału. Zakłada zakaz stosowania praktyk pseudomedycznych oraz ich ściganie i karanie. Naruszenia będzie badał Rzecznik Praw Pacjenta w ramach postępowania administracyjnego. W razie potwierdzenia stosowania takich praktyk możliwe będzie nakazanie ich zaniechania oraz nałożenie kary w wysokości do 1 mln zł – zarówno za sam fakt naruszenia zakazu, jak i za niedostosowanie się do decyzji Rzecznika oraz brak działań naprawczych.

Biuro Rzecznika Praw Pacjenta zwraca uwagę, że obecnie nie istnieje wyznaczony organ, który przyjmowałby i rozpatrywałby skargi pacjentów w tym zakresie. Spośród około 40 tys. podmiotów oferujących paramedycynę, medycynę alternatywną i niekonwencjonalną nie każda działalność będzie kwalifikowana jako praktyka pseudomedyczna. Konieczne jest więc określenie jasnych przesłanek weryfikacyjnych, co pozostaje obszarem nierozpoznanym.

Szacuje się, że realnie problem może dotyczyć od kilku do kilkunastu tysięcy podmiotów, w tym także osób nieprowadzących działalności gospodarczej oraz fundacji i stowarzyszeń. Rzecznik Praw Pacjenta podkreśla jednocześnie, że celem ustawy nie jest ograniczanie rzetelnie prowadzonej działalności gospodarczej, lecz ochrona pacjentów mamionych wizją wyzdrowienia metodami zagrażającymi ich zdrowiu i życiu.

Naczelna Rada Lekarska popiera walkę z pseudomedycyną, ale obawia się, że wyłącznie administracyjny model sankcji będzie łatwy do obejścia. Lekarze postulują wprowadzenie odpowiedzialności karnej przypisanej konkretnej osobie – niezależnie od formy prawnej działalności.

Rzecznik Praw Obywatelskich ostrzega z kolei, że możliwość wielokrotnego nakładania kar pieniężnych bez pełnego postępowania administracyjnego może naruszać podstawowe gwarancje proceduralne. Organizacje pracodawców ochrony zdrowia wskazują natomiast na zbyt szeroką definicję pseudomedycyny, która mogłaby uderzyć m.in. w osoby bliskie choremu, np. za udzielenie pierwszej pomocy czy wykonanie zastrzyku.

Dr n. med. Łukasz Jasek apeluje o zdrowy rozsądek i podkreśla, że kluczowe jest równoległe działanie organów państwa i edukacja społeczeństwa w zakresie zagrożeń wynikających z pseudomedycznych praktyk. – To jednak wymaga odbudowy zaufania między lekarzem a pacjentem, które w ostatnich latach wyraźnie osłabło – podsumowuje.

Lucyna Krysiak

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026