Mariusz Politowicz: Polska się kurczy
Spadek liczby urodzeń przestał być statystyczną ciekawostką. Demografia alarmuje: bez realnych warunków do zakładania rodzin przyszłość kraju rysuje się w coraz ciemniejszych barwach.

Według lokalnego portalu w 2025 r. w moim Pleszewie odnotowano 174 urodzenia. To o 20 proc. mniej niż w 2024 r. Na podstawie publikacji lokalnych urzędów stanu cywilnego, doniesień medialnych oraz wstępnych statystyk GUS za luty 2026 r. aktualne dane dotyczące liczby urodzeń żywych również nie napawają optymizmem. Sprawdziłem także dane dla Kalisza, Ostrowa Wielkopolskiego i Poznania – wszędzie odnotowano spadki. Tak jak w całej Polsce.
Spadek liczby urodzeń w naszym kraju jest zjawiskiem obserwowanym od lat 90. XX wieku, jednak w ostatniej dekadzie proces ten wyraźnie przyspieszył, osiągając rekordowo niskie poziomy. Według danych GUS w 2024 r. zarejestrowano około 252 tys. urodzeń żywych – najmniej w całym okresie powojennym.
Współczynnik dzietności obniżył się w 2024 r. do poziomu 1,10, znacznie poniżej progu zastępowalności pokoleń (2,1). Ujemny przyrost naturalny w 2025 r. wyniósł –4,5 na 1000 ludności, co przyczyniło się do spadku populacji Polski do 37,332 mln osób, czyli ubytku o 157 tys. rok do roku.
Na podstawie raportów GUS, Rządowej Rady Ludnościowej (RRL) oraz analiz ekonomicznych i socjologicznych wiadomo, że spadek dzietności wynika z kombinacji czynników demograficznych, ekonomicznych, zdrowotnych i kulturowych. Nie istnieje jedna dominująca przyczyna – badania wskazują raczej na złożone i wzajemnie wzmacniające się zależności.
Po pierwsze, spadek liczby kobiet w wieku rozrodczym. To podstawowy czynnik demograficzny. W 1995 r. liczba kobiet w wieku 15–49 lat wynosiła 10,1 mln, podczas gdy w 2022 r. było ich już tylko 8,7 mln, co bezpośrednio ogranicza potencjał urodzeniowy. Prognozy GUS wskazują na dalszy spadek tej grupy o około 20 proc. do 2030 r., co dodatkowo pogłębi niską dzietność.
Po drugie, brak poczucia bezpieczeństwa i niestabilność na rynku pracy. Badania RRL podkreślają, że młodzi ludzie odkładają decyzje prokreacyjne z powodu niepewności zatrudnienia, niskich płac oraz braku równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.
Wśród przyczyn spadku dzietności wskazać można również brak stabilnego, godnie wynagradzanego zatrudnienia, a w konsekwencji brak możliwości zakupu własnego mieszkania, co skutecznie hamuje decyzje o powiększaniu rodziny. Kolejna to dostęp do opieki zdrowotnej. Są też zmiany kulturowe i społeczne (rodziny zakładane są coraz później – średni wiek kobiety rodzącej pierwsze dziecko wyniósł w 2024 r. 28,2 roku).
Nie bez znaczenia jest również emigracja i starzenie się społeczeństwa. Emigracja młodych ludzi (około 2 mln osób w wieku 20–35 lat w ostatniej dekadzie) zmniejsza bazę potencjalnych rodziców. Jednocześnie mediana wieku w Polsce wzrosła do 43 lat, co przyspiesza proces starzenia się społeczeństwa. Prognozy wskazują, że do 2030 r. osoby w wieku 65+ mogą stanowić nawet 25 proc. populacji.
Wspomnieć wypada również o wpływie pandemii COVID-19. Pogłębiła ona spadek liczby urodzeń w latach 2020–2021, wpływając na decyzje rodzinne poprzez zwiększoną niepewność zdrowotną i ekonomiczną. Prognozy GUS wskazują, że przy utrzymaniu obecnego poziomu dzietności populacja Polski może spaść do 28–30 mln osób do 2060 r., co wymaga kompleksowej polityki prorodzinnej, migracyjnej i zdrowotnej. Same transfery finansowe, takie jak 500+/800+, są niewystarczające. Niezbędne są zmiany systemowe w obszarach opieki, edukacji i rynku pracy. Tyle analizy.
Każdego dnia obserwuję wzrost liczby realizowanych recept na tabletki antykoncepcyjne oraz spadek liczby sprzedawanych testów ciążowych, preparatów mlekozastępczych i leków w postaciach pediatrycznych. Owszem, krytycy mogą zarzucić, że obserwacje z jednej apteki nie stanowią miarodajnego źródła danych. Cóż, to wolny kraj. Niemniej zbyt wiele lat pracuję w zawodzie, by nie dostrzegać pewnych trendów.
Jeśli młodzi ludzie – w Polsce 54 proc. osób w wieku 25–34 lat – żyją od wypłaty do wypłaty, a większość dochodów przeznaczają na wynajem mieszkania, to chęć nawiązywania i utrzymywania trwałych związków, a tym bardziej zakładania i powiększania rodziny, gwałtownie maleje.
Nie ma znaczenia, czy powyższe, zgodne obserwacje formułuje farmaceuta pracujący w aptece, czy GUS. Nie ma to znaczenia dla nas – obywateli wyludniającej się Rzeczypospolitej. Jeśli nasze dzieci nie będą miały warunków do normalnego życia, w tym do zakładania rodzin, zarówno los nas, rodziców, jak i przyszłość kraju rysują się w czarnych barwach.
Mariusz Politowicz, członek Naczelnej Rady Aptekarskiej
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 3/2026