2 stycznia 2026

Memling, czyli historia końca świata

Zanim aktorzy zagrali spektakl Agaty Dudy-Gracz w Teatrze Wybrzeże, skandal wywołały plakaty. Oto w Gdańsku urzędnikom nie spodobały się wyalienowane z olejnego obrazu nagie postacie spadające w czeluść.

„Sąd Ostateczny” Memlinga. Domena publiczna

Figowy listek nie wystarczył i po wymianie korespondencji zmieniono promocyjne plansze, by już nie budziły emocji. Drwina z artystycznej wolności. Lepszej reklamy nie sposób wymyślić.

Od lat patrzę z zachwytem na kopię „Sądu Ostatecznego” Hansa Memlinga w gdańskiej bazylice Mariackiej. Do lewego ramienia transeptu przyprowadziła mnie bardzo dawno temu żona, rodzinnie związana z Trójmiastem, i opowiedziała o dziecięcych lękach, gdy zobaczyła tryptyk po raz pierwszy.

Oryginał słynnego dzieła poddawany jest obecnie renowacji i wróci do Muzeum Narodowego w 2027 r. Zanim więc znów będzie można analizować każdą deskę z bliska i z obu stron, warto zająć biletowany fotel przy Targu Węglowym, by obejrzeć ożywione postacie średniowiecza malujące współczesny świat zawieszony niczym płótno horyzontu między piekłem i niebem.

Odkąd pamiętam, realizacje Agaty Dudy-Gracz są intrygujące. W autorskim „Memlingu” wciąga w sceniczną grę nie tylko przewrotny pomysł scenariusza, ale także bezpruderyjne wykonanie aktorskie i muzyka na żywo. Reżyserka znana z doskonałej plastyczności swoich dzieł i tym razem nie zawodzi, pokazując niezmienność ludzkich lęków i spryt dążeń do nieśmiertelności poprzez zamówienia malowideł na chwałę Boga i… sponsorów.

Nagość bohaterów w wariacjach o jednostkowych i ciągłych końcach świata, będąca powodem podszytych dewocją kontrowersji, jest tym razem mocno uzasadniona i w naturalny sposób dopełnia wizjonerskie założenie całości.

W centrum „Sądu Ostatecznego” Hansa Memlinga Chrystus siedzi na tęczy ze stopami spoczywającymi na złotej sferze. Otaczają go apostołowie, Dziewica Maryja oraz Jan Chrzciciel. Aniołowie dmą w trąby apokalipsy. Postać odziana w zbroję to św. Michał Archanioł, stojący pośród rozległej Doliny Jozafata i ważący dusze. Te zbyt lekkie mogą się spodziewać potępienia. Błogosławieni dostają ubrania i przechodzą bez wstydu przez bramy raju.

Apokaliptyczne zapowiedzi kresu: globu, państw, pokoju, samorządności, demokracji, moralności, dobrych obyczajów, starych czasów, przyzwoitych lekarzy, autorytetów, uczciwych polityków, drukowania książek i produkcji samochodów spalinowych są cząstką każdego dnia od przebudzenia do zaśnięcia. Między śniadaniem a kolacją karmieni jesteśmy strachem przed przyszłością i zapowiedzią osądzenia karnego, cywilnego i dyscyplinarnego.

Tymczasem Agata Duda-Gracz opowiada o tym cyklicznym informacyjno-propagandowym nawale z perspektywy przeszłości, pokazując, że tak naprawdę nic się nie zmienia od wieków, a wojna nerwic i niepewności jutra wpisana jest w kardiogram człowieczego losu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że koniec świata nieodwołalnie się zbliża.

Po piętnastowiecznej Europie szaleją dziesiątkujące ludność zarazy. Wojna Hanzy z Europą zbiera krwawe żniwo. Turcy najechali Konstantynopol i ciągle im mało. Wład Palownik w ciągu kilku dni nabił na pal dwadzieścia tysięcy ludzi. Na stosie spalono Joannę d’Arc i bez ustanku poszukuje się kolejnych ofiar.

W gabinecie lekarskim koniec świata nie należy do rzadkości. Sama diagnoza może stać się wewnętrzną apokalipsą chorego, zagubionego w pytaniach i zrozumieniu fachowych odpowiedzi. Ważenie metod postępowania jest w wielu wypadkach przesądzające o dalszym prognozowaniu: gwiazdą nadziei lub krzyżem na drogę.

Wiara w uzdrowicielską moc medycyny gwałtownie wówczas rośnie, ale także nie raz i nie dwa bezduszność systemu, gry rynkowe i zwykłe ludzkie zobojętnienie krzyczą gwoździem żalu wbitym w ostatnią deskę ratunku.

Ludzie uwielbiają od wieków procesować się o wszystko, a co za tym idzie, powoływać na ostateczne rozstrzygnięcia sądu, wieszcząc wrogom piekło. Lubią straszyć się pozwami oraz machać wezwaniami do zapłaty i przeprosin. Prześcigają się w liczeniu grzechów sióstr i braci, dyscyplinując ich za symetryczne błędy, a przy swoich skandalach garściami czerpią z prawnej ochrony korporacji, rodziny, mafii, partii i stronników.

Każdy głos jest na wagę złota, gdy waży się rząd dusz i widmo apokalipsy zagląda w oczy władzy. Klik to nie wstyd? SĄD otwiera przy dźwięku trąby powszechną izbę obrachunków. TEATR koniec końców drwi z wokandy.

Jarosław Wanecki

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 12/2025-1/2026