Sławosz Uznański-Wiśniewski: Jak kosmos staje się nowym laboratorium dla lekarzy
Medycyna kosmiczna jeszcze niedawno wydawała się egzotyczną ciekawostką z pogranicza nauki i fantastyki. Dziś staje się realnym polem badań, w które coraz śmielej włączają się także polscy lekarze i naukowcy – mówi Sławosz Uznański-Wiśniewski, polski inżynier i astronauta Europejskiej Agencji Kosmicznej, w rozmowie z Sylwią Wamej.

Czy medycynę kosmiczną można już uznać za rozwijającą się dziedzinę w Polsce, czy nadal pozostaje niszowa?
Medycyna kosmiczna nie jest jeszcze szeroko znana w naszym kraju, ale dynamicznie się rozwija. W listopadzie odbyła się pierwsza w Polsce międzynarodowa konferencja z tej dziedziny, zorganizowana przez Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej. Mam nadzieję, że wydarzenie na stałe wpisze się w polską scenę naukową. Mamy kilku świetnych lekarzy zajmujących się medycyną kosmiczną. Podczas mojego procesu rehabilitacji po misji Axiom 4 miałem okazję współpracować z lekarką Karoliną Twardowską.
Eksperymenty z zakresu fizjologii i psychologii człowieka, które prowadziłem na stacji kosmicznej, były największym wkładem do polskiej misji kosmicznej IGNIS. Wykonaliśmy osiem eksperymentów z dziedziny medycyny. Warto podkreślić, że astronauci od początku misji kosmicznych sami stają się obiektami badań i z pewnością pozostanie tak jeszcze przez dekady. Analiza funkcjonowania organizmu obciążonego długimi godzinami pracy w warunkach nieważkości i stresu na orbicie stanowi niezwykle interesujący przypadek.
W jaki sposób eksperymenty prowadzone w kosmosie wpływają na rozwój medycyny na Ziemi?
Podczas misji kosmicznej przeprowadziliśmy eksperymenty na przykład związane z leczeniem raka. Metabolizm komórek, zarówno in vivo, jak i in vitro, zmienia się w warunkach nieważkości oraz w warunkach na stacji kosmicznej. Badania te mają na celu opracowanie nowych metod diagnostyki i terapii, które można wykorzystać na Ziemi. Astronauci są przygotowywani do eksperymentów medycznych jeszcze przed lotem, dlatego pobieranie próbek biologicznych na orbicie nie stanowi większego problemu.
Które z badań prowadzonych w kosmosie było dla Pana najciekawsze?
Jednym z najciekawszych eksperymentów, o którym lubię opowiadać, było badanie aktywności mózgu człowieka. Przeprowadziła je lubelska firma Cortivision, wykorzystując funkcjonalną spektroskopię w bliskiej podczerwieni. Dzięki wysyłaniu fal w bliskiej podczerwieni możliwa była analiza, które obszary mózgu są najbardziej aktywne, a następnie sygnał trafiał do komputera i był przetwarzany.
Polska jako pierwszy kraj w historii lotów kosmicznych zaprezentowała działający interfejs mózg–maszyna bezpośrednio na orbicie. Po otrzymaniu informacji z Ziemi, że eksperyment zakończył się sukcesem, czułem ogromną dumę – zwłaszcza wiedząc, że wiadomość o tym osiągnięciu rozchodzi się po całym świecie.
Podczas misji IGNIS przeprowadzony został także eksperyment polegający na badaniu mikrobioty jelitowej w warunkach mikrograwitacji. Jakie wnioski z niego płyną?
Z technicznego punktu widzenia pobieranie próbek na orbicie wygląda nieco inaczej niż na Ziemi. W eksperymentach medycznych stosuje się zazwyczaj protokół, zgodnie z którym próbki zbierane są przed lotem, w trakcie misji oraz po jej zakończeniu. Jako astronauta pozostanę obiektem badań jeszcze przez wiele miesięcy, a nawet lat, ponieważ proces pobierania próbek będzie kontynuowany przez dłuższy czas. Mikrobiota jest bardzo ważna dla funkcjonowania naszego organizmu, a na skutek różnych czynników środowiskowych się zmienia.
Astronauci na orbicie podlegają dużemu obciążeniu na skutek stresu, długich godzin pracy, ogromnej adaptacji organizmu do nowych warunków oraz ograniczonego wyboru produktów spożywczych, a to wszystko wpływa na jakość naszej mikrobioty. Eksperyment ten starał się zrozumieć te zmiany, a także wpływ zmian mikrobioty na ogólne funkcjonowanie naszego organizmu.
Jak istotna jest umiejętność udzielania pierwszej pomocy w warunkach kosmicznych?
Każdy astronauta przechodzi intensywne szkolenie z zakresu udzielania pierwszej pomocy na orbicie. Wypadki mogą się zdarzyć, dlatego musimy być przygotowani, by szybko reagować, mimo że warunki w przestrzeni kosmicznej są zupełnie inne niż na Ziemi. Moja certyfikacja medyczna, realizowana wspólnie z zespołami NASA, obejmuje przechodzenie przez różne scenariusze ratowania życia i stanowi istotną część przygotowań do misji.
Zarówno kapsuła Dragon firmy SpaceX, jak i Międzynarodowa Stacja Kosmiczna wyposażone są w sprzęt pozwalający ustabilizować pacjenta, choć w przypadku poważnych problemów konieczna mogłaby być deorbitacja. Szkolenie medyczne, w tym ratunkowe, jest kluczowym elementem przygotowania astronautów do lotu, ponieważ na orbicie nie istnieje system opieki zdrowotnej. Nie można wezwać karetki ani udać się do szpitala, dlatego musimy umieć udzielać pomocy naszym kolegom i koleżankom.
W jaki sposób wykonuje się masaż serca w przestrzeni kosmicznej?
Co do masażu serca, miałem okazję szkolić się w jego wykonywaniu podczas lotów parabolicznych, które pozwalają doświadczyć stanu nieważkości przez ponad dwadzieścia sekund. Istnieją dwie techniki resuscytacji w takich warunkach. Pierwsza polega na odwróceniu się do góry nogami, zaparciu o sufit i wykorzystaniu mięśni nóg. Taki sposób jest mniej męczący, ponieważ angażuje duże grupy mięśniowe, przede wszystkim mięśnie czworogłowe uda, co pozwala utrzymać odpowiednią kompresję. Podobnie jak na Ziemi astronauci zmieniają się, by odciążyć osobę wykonującą uciski. To metoda, którą osobiście preferuję.
Druga technika polega na użyciu pasa, którym można się przyczepić i wykonywać kompresję w stabilnej pozycji. Jest jednak bardziej obciążająca, szczególnie dla dolnej części kręgosłupa i rąk, co utrudnia utrzymanie odpowiedniego rytmu przez dłuższy czas.
Jest Pan autorytetem dla wielu młodych ludzi. Co by Pan powiedział przyszłym naukowcom i medykom?
Myślę, że w dzisiejszym świecie największym wyzwaniem jest wytrwałość w budowaniu wiedzy. Cele osiąga się dzięki długiej i ciężkiej pracy – przygotowanie misji kosmicznej zajmuje przecież wiele miesięcy, a wręcz lat. Nawet największe marzenia można zrealizować, jeśli zamieni się je w cele, cele w plany, a następnie konsekwentnie je realizuje. Trzeba pamiętać, że wielkie marzenia wymagają czasu.
W mojej karierze najwięcej nauczyłem się w trudnych momentach, kiedy o drugiej w nocy siedziałem w laboratorium nad systemem, który nie działał. W takich chwilach można się poddać albo wytrwać i znaleźć rozwiązanie, by następnego dnia zaprezentować je innym. Ta wytrwałość w dążeniu do celu jest kluczowa. Zachęcałbym przyszłych medyków do cierpliwego budowania wiedzy, bo to właśnie małe kroki prowadzą do wielkich osiągnięć.
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026