24 lutego 2026

Zimowa ucieczka do miasta nad Tagiem (foto)

Kolorowe fasady, dźwięki fado i zapach świeżych pastéis de nata tworzą atmosferę, której trudno się oprzeć. Poza sezonem Lizbona odsłania spokojniejsze oblicze, a umiarkowane temperatury zachęcają do długich spacerów. To idealny kierunek na kilkudniowy wypad, również w pojedynkę.

Zimą w Lizbonie temperatury w ciągu dnia wynoszą zwykle od 8 do 15°C. Choć poranki i wieczory bywają chłodne, łagodny klimat zachęca do spacerów, a mniejszy niż latem ruch turystyczny pozwala w pełni cieszyć się stolicą Portugalii. Wprawdzie bilet kupowany na ostatnią chwilę może kosztować ponad tysiąc złotych, ale dzięki promocjom tanich linii można upolować prawdziwe okazje.

Lizbonę najlepiej odkrywać pieszo, szczególnie w plątaninie uliczek Alfamy, gdzie na każdym kroku można podziwiać streetartowe instalacje oraz azulejos, czyli kolorowe płytki ceramiczne wtopione w budynki. Długie spacery są dla mnie przyjemnością, dlatego ani deszcz, ani wiatr, który towarzyszył mi podczas wypadu, nie zniechęciły mnie do niespiesznego szwendania się po tej niezwykłej dzielnicy.

Alfama: tam, gdzie zaczęła się historia

Alfama to najstarsza i najbardziej autentyczna dzielnica miasta, której dzieje sięgają czasów rzymskich. W średniowieczu była ważnym ośrodkiem życia społecznego i kulturalnego. Najstarsza część Lizbony, położona na skalistym zboczu nad brzegiem Tagu, obejmuje dziś obszar należący administracyjnie do kilku dzielnic.

W czasach panowania Maurów była centrum miasta. Po zdobyciu Lizbony przez chrześcijan w XII wieku mieszkańcy, obawiając się trzęsień ziemi, zaczęli stopniowo przenosić się w inne rejony, m.in. dzisiejszej Baixy. Alfama stała się wówczas dzielnicą zamieszkiwaną głównie przez najuboższych, w tym rybaków. Jej położenie sprawiło jednak, że podczas wielkiego trzęsienia ziemi w 1755 r. zabudowa przetrwała niemal nienaruszona.

Alfama pełna jest wąskich uliczek, punktów widokowych i zabytków. Znajdują się tu m.in. Katedra Sé, Zamek św. Jerzego, Panteon Narodowy czy Muzeum Azulejos. Warto odwiedzić punkt widokowy Miradouro das Portas do Sol, skąd roztacza się widok na miasto i drugi brzeg Tagu. Dzielnica urzeka również nastrojowymi kafejkami i urokliwymi sklepikami z ceramiką.

Melancholia zaklęta w dźwiękach

To właśnie w Alfamie narodziło się fado, czyli melancholijny gatunek muzyczny wykonywany przy akompaniamencie dwóch gitar, nazywany czasem portugalskim bluesem. Wiele lokali ofer uje wieczorne koncerty, na które często trzeba rezerwować miejsca z wyprzedzeniem. Można jednak trafić także do restauracji i tzw. domów fado, do których da się wejść spontanicznie i przy lampce wina posłuchać poruszających melodii.

Fado pozostaje gatunkiem muzycznym związanym niemal wyłącznie z Portugalią. Jednym z nielicznych wyjątków jest Japonia, gdzie kilku artystów wykonuje je w języku japońskim, choć miłośnicy tradycji uznają za autentyczne wyłącznie wersje portugalskie.

Śladami żeglarzy i odkrywców

W zachodniej części miasta leży historyczna dzielnica Belém. To stąd w 1497 r. Vasco da Gama wyruszył w swoją wyprawę do Indii. Na jego cześć wzniesiono imponujący Klasztor Hieronimitów: perłę architektury manuelińskiej i miejsce spoczynku m.in. Vasco da Gamy, Luísa de Camõesa i Fernanda Pessoi. W Belém znajduje się także charakterystyczna Torre de Belém. Oba obiekty od 1983 r. widnieją na liście UNESCO.

W Belém znajduje się także imponujący Pomnik Odkrywców, przedstawiający najważniejsze postaci epoki wielkich odkryć geograficznych: żeglarzy, naukowców i misjonarzy.

Wśród nich są m.in. Henryk Żeglarz, Vasco da Gama, Ferdynand Magellan, Diogo Cão, Nuno Gonçalves, Luís de Camões, Bartolomeu Dias oraz Afonso de Albuquerque. Do Belém można łatwo dojechać z każdego miejsca Lizbony, np. z centrum, autobusem miejskim (za przejazd zapłaciłam niecałe 4 euro w obie strony; bilet można kupić u kierowcy, płacąc gotówką lub kartą).

Reprezentacyjne place i kultowe tramwaje

W centrum Lizbony warto odwiedzić Praça do Comércio, plac położony nad brzegiem Tagu. Stąd rozpoczyna się reprezentacyjny deptak Rua Augusta, prowadzący przez monumentalny łuk Arco da Rua Augusta. Kolejnym symbolem miasta jest neogotycka Winda Santa Justa, pełniąca funkcję zarówno środka transportu, jak i punktu widokowego.

Jednym z symboli Lizbony jest legendarny żółty tramwaj linii 28. Jego trasa wiedzie przez najważniejsze miejsca na turystycznej mapie miasta. Choć linia 28 cieszy się największą popularnością wśród turystów, nie jest jedyną opcją na lizbońskich torach. Częściowo pokrywające się z nią trasy linii 12 i 25 mogą stanowić sprytną alternatywę oraz skuteczny sposób na uniknięcie tłumów turystów.

Kuchnia, która karmi zmysły

Time Out Market (Mercado da Ribeira), położony niedaleko rzeki i słynnej Pink Street, to popularna hala targowa z ogromnym food courtem. Można tu spróbować wielu portugalskich specjałów, a miejsce chętnie odwiedzają zarówno turyści, jak i mieszkańcy. Portugalska kuchnia jest niezwykle różnorodna. Warto spróbować m.in. Bacalhau à Brás, dania z solonego dorsza, ziemniaków i jajek, aromatycznej zupy Caldo Verde czy sycącej Francesinhi.

Obowiązkowym punktem są także pastéis de nata – słynne budyniowe babeczki z ciasta francuskiego. Znajdziemy je niemal w każdej lizbońskiej cukierni. Najlepsze jadłam w pięknych wnętrzach kawiarni Café A Brasileira, która jest jedną z najstarszych i najsłynniejszych. Została otwarta w 1905 r. przez Adriana Tellesa i początkowo była sklepem, w którym sprzedawano kawę. Dziś to miejsce, które wybierają zarówno mieszkańcy, jak i przyjezdni z całego świata.

Między sztuką, technologią a oceanem

Spragnieni kultury również znajdą coś dla siebie, ponieważ w Lizbonie znajduje się wiele muzeów i galerii sztuki. Szczególnie warte uwagi jest MAAT: Muzeum Sztuki, Architektury i Technologii, organizujące wystawy łączące sztukę z nowymi mediami. Popularne jest także Muzeum Azulejos, mieszczące się w XVI-wiecznym klasztorze Madre de Deus, prezentujące historię portugalskich płytek od czasów mauretańskich po współczesność.

Dużą atrakcją jest również lizbońskie oceanarium, które jest największe w Europie. Żyje tam ponad 25 tys. morskich stworzeń z całego świata.

Ekspozycja podzielona jest na cztery akwaria prezentujące faunę i florę Oceanu Atlantyckiego, Spokojnego, Indyjskiego oraz wód Antarktyki. Centralnym elementem oceanarium jest główny zbiornik, w którym pływają różne gatunki zwierząt oceanicznych, m.in. rekiny, tuńczyki i ryby z rodziny wargaczowatych. Bilet dla osoby dorosłej to niecałe 30 euro.

Sam na sam z miastem

Lizbona świetnie sprawdza się jako kierunek dla osób podróżujących w pojedynkę. Miasto uchodzi za bezpieczne, a niski poziom przestępczości w porównaniu do innych europejskich stolic i obecność kamer pozwalają czuć się swobodnie także po zmroku. W 2022 r. odnotowano tu ok. 30 przestępstw na 1000 mieszkańców, co stanowi wynik znacznie lepszy niż w wielu innych miastach.

W porównaniu z poprzednimi latami Lizbona stała się wyraźnie bezpieczniejsza, co widać po coraz większym napływie turystów do stolicy Portugalii. Podczas samotnej podróży czułam się tam komfortowo i bezpiecznie, nawet późnym wieczorem. Oczywiście, jak w każdym dużym mieście, po zmroku omijałam rejony położone na obrzeżach.

Setúbal u podnóża gór Arrabida

W okolicach Lizbony znajdziemy sporo urokliwych miasteczek na jednodniowy wypad. Jednym z nich jest portowe Setúbal, położone w środkowo-zachodniej Portugalii, na północnym brzegu zatoki, u ujścia rzeki Sado do Oceanu Atlantyckiego, u podnóża gór Arrabida. Ze stolicy Portugalii dojedziemy tam w niecałą godzinę autobusem lub pociągiem, na który sama się zdecydowałam.

Ruszyłam z popularnego dworca kolejowego Sete Rios, a za bilet w obie strony zapłaciłam ok. 10 euro. W Setúbal odwiedziłam przyjaciółkę, która przeprowadziła się do Portugalii kilka miesięcy temu. Miasteczko poza sezonem turystycznym jest bardzo spokojne i urzeka barwnymi kolorami, lokalnym klimatem w kawiarniach, restauracjach i na deptakach. Choć jest przeurocze, nie jest aż tak bardzo oblegane przez turystów jak znajdujące się nieopodal Cintra czy Cascais. W tym tkwi jego siła. Na pewno tam wrócę.

Sylwia Wamej

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026