Plastikowy pacjent zastąpił Stefana: nauka stomatologii po poznańsku

Niedawno zaczął się rok akademicki. Studenci wrócili na uczelnie. Przed nimi nowe wyzwania i szanse rozwoju. Postanowiłyśmy sprawdzić, jak wiedzę i umiejętności zdobywają przyszli lekarze dentyści. Wsiadamy w pociąg i jedziemy do Poznania.

Foto: Marta Jakubiak, Lidia Sulikowska

– Jednym z najważniejszych etapów nauczania przeddyplomowego, i chyba dających największą frajdę, jest trening przedkliniczny. Musi go przejść każdy student, zanim będzie miał do czynienia z prawdziwym pacjentem. Takie zajęcia symulacyjne z wykorzystaniem fantomów są pierwszym praktycznym zetknięciem się ze stomatologią. To dla nich coś naprawdę fajnego. Ja czułem to samo, gdy studiowałem. Moim pierwszym wymodelowanym z wosku zębem chciałem natychmiast pochwalić się rodzicom – mówi Krzysztof Gawriołek, kierownik Centrum Symulacji Stomatologicznej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

Na terenie budynku Collegium Stomatologicum zajęcia fantomowe dla studentów stomatologii prowadzone są od ponad 10 lat, ale dopiero od roku działa tu rozbudowany, nowoczesny, odrębny kompleks przeznaczony do tego celu. Dzięki dotacjom unijnym udało się stworzyć kilkadziesiąt nowych stanowisk symulacyjnych. Zbudowane są one z tych samych elementów, jakie lekarz ma do dyspozycji w prawdziwym gabinecie stomatologicznym.

– Mamy takie same unity jak te, które wykorzystywane są w praktyce dentystycznej, jedynie pacjent jest plastikowy. Student wokół siebie ma możliwie najdokładniej odwzorowane warunki prawdziwego gabinetu. Wprawdzie chory jeszcze nie czuje bólu przy znieczuleniu, nie porusza się ani nie ślini, ale myślę, że dla studenta już same warunki jamy ustnej i woda, która pojawia się w czasie pracy, to wystarczające utrudnienie. Korzystamy też z 18 symulatorów starszego typu, dla grup początkujących. Gdyby nie dofinansowanie, dalej funkcjonowalibyśmy tylko z takimi, wiekowymi już, urządzeniami, w niewielkiej liczbie. Oczywiście da się w ten sposób wytrenować przyszłego stomatologa, ale obecne warunki pozwalają na bardziej specjalistyczną naukę, dzięki jak najbliższemu odtworzeniu realiów środowiska pracy i możliwości przeprowadzenia większej liczby zajęć – tłumaczy dr Gawriołek.

Studenci rozpoczynają trening przedkliniczny na początku II roku studiów. Spędzają tutaj około 1,5 semestru. Zajęcia symulacyjne dotyczą wszystkich klinik stomatologicznych, czyli stomatologii zachowawczej z endodoncją, protetyki, periodontologii oraz chirurgii stomatologicznej, gdzie do ćwiczeń wykorzystywane są specjalne modele do znieczuleń i usuwania zębów. Nie ma tylko ortodoncji. Każdy student ma do własnej dyspozycji unit. Grupa liczy kilkanaście osób. W sumie trzeba odbyć kilkaset godzin zajęć praktycznych, aby nabyć umiejętności manualne i zaznajomić się ze środowiskiem pracy stomatologa. Tyle teorii, czas odwiedzić poszczególne pomieszczenia.

W gipsie i wosku

Wchodzimy do pierwszej z nowych sal ćwiczeniowych. Właśnie odbywają się zajęcia z okluzji i protetyki. Ćwiczy grupa anglojęzyczna z Tajwanu. Dziś przygotowują modele zębów do późniejszej preparacji. Jest dość głośno, w tle słychać odgłosy działających silników protetycznych. – Studenci najpierw robią model gipsowy, potem odtwarzają go z wosku, następnie uczą się pracy w akrylu, a także rysują. Muszą nauczyć się zachowywać odpowiednie kształty i proporcje. Na każdych zajęciach dostają określoną grupę zębów do wykonania. Celem jest poznanie anatomii budowy zębów i zaznajomienie się z narzędziami i materiałem – wyjaśnia Agata Prylińska-Czyżewska, adiunkt w Klinice Rehabilitacji Narządu Żucia Wydziału Lekarskiego II UM w Poznaniu, która dziś jest jedną z prowadzących zajęcia.

Do dyspozycji są tu 42 nowoczesne stanowiska pracy, w skład których wchodzą w pełni wyposażone unity stomatologiczne (z turbiną, mikrosilnikiem, kątnicą przyspieszającą, skalerem pneumatycznym, systemem ślinociąg plus ssak) ze stanowiskiem protetycznym oraz popiersie z głową fantomową. Jest też system oceny preparacji. Wykładowcy (na zajęciach musi być zawsze dwóch) komunikują się ze swoimi podopiecznymi elektronicznie, za pomocą komputera i monitorów LCD dostępnych przy każdym stanowisku.

Jest też skaner 3D, dzięki któremu można porównać efekt końcowy tego, co stworzył student, z wzorcem, na którym miał się opierać, budując model, np. konkretny kształt zęba. – Przy stanowisku nauczycielskim zamontowane są kamery, które na żywo przekazują do ekranów przy stanowiskach studenckich obraz czynności, którą wykonuje nauczyciel – tłumaczy dr Gawriołek. Naszą uwagę przykuwają ustawione na końcu sali dwie głowy zadzierzgnięte na metalowy stelaż. – Te zabytkowe fantomy, które pieszczotliwie nazywamy Stefanami, to drewniane imitacje czaszki. Kiedy byłem studentem, już wtedy były stare – śmieje się dr Gawriołek.

Psują i naprawiają

W kolejnej sali odbywają się zajęcia z periodontologii. Również tu są symulatory do ćwiczeń, ale starsze. Nie wyglądają jak unit i nie są wyposażone w wyciągi protetyczne. Studenci pochyleni nad stołami wykonują w skupieniu jakąś precyzyjną czynność. – Właśnie nakładamy kamień na zęby, które zostaną wkręcone do modeli, a następnie na fantomach studenci będą mogli go usuwać – opowiada Jakub Leda, asystent w Klinice Chirurgii Stomatologicznej i Periodontologii poznańskiej uczelni. Wykorzystywane dziś modele mają zasymulowane m.in. recesje dziąsłowe. Studenci badają miejsca, w których są kieszonki poddziąsłowe, skalerem ultradźwiękowym usuwają kamień i przechodzą do skallingu poddziąsłowego, by narzędziami ręcznymi usunąć pozostałe złogi kamienia.

Preparacje i wypełnienia

Na koniec wchodzimy do sali wyposażonej w kilkanaście nowych stanowisk składających się z unitu symulacyjnego, wraz z lampą zabiegową, głową fantomową z popiersiem, dmuchawką, turbiną, mikrosilnikiem, kątnicą i kątnicą przyspieszającą, skalerem piezolektrycznym, systemem ślinociąg plus ssak oraz krzesełkiem dla przyszłego stomatologa. Również w tej sali działa system oceny preparacji i elektroniczny system komunikacji pomiędzy stanowiskiem fantomowym studenta a wykładowcą. – Ta grupa ma już za sobą preparacje. Dziś zakładają wypełnienia z amalgamatu. Student pracuje tu w identycznej pozycji co lekarz dentysta w czasie wykonywania prawdziwego zabiegu, czyli za głową pacjenta – wyjaśnia Katarzyna Baksalary-Iżycka, wykładowca Zakładu Przedklinicznej Stomatologii Zachowawczej i Endodoncji.

Co sprawia studentom najwięcej problemów? – Praca w lusterku – odpowiadają jednogłośnie młodzi ludzie, odrywając na chwilę głowy znad fantomów. – Student ma siedzieć prosto i patrzeć w lusterko, a nie bezpośrednio na ząb. Gdy zaczynają pracować końcówkami, lusterko pokrywa się wodą i nic nie widać. Jest więc ogromna pokusa, by się pochylać i zaglądać do jamy ustnej, ale nie wolno – to jest niezdrowe dla kręgosłupa – tłumaczy dr Baksalary-Iżycka. Zanim jednak zaczną wiercić w zębach, ćwiczą na specjalnych płytkach, na których wyrysowanych jest kilka określonych kształtów. Muszą je wyborować. Dopiero potem przychodzi czas na preparację zębów.

– Materiały imitujące zęby wyglądają i zachowują się jak prawdziwe. Mają te same struktury co ząb, a poszczególne ich rodzaje odzwierciedlają konkretne przypadki kliniczne. Oczywiście nigdy sztuczne tkanki w stu procentach nie zastąpią naturalnego materiału, ale jeśli chcemy przeprowadzić jak największą ilość zajęć praktycznych, musimy w głównej mierze bazować na zamiennikach. Patrząc z perspektywy nauczyciela, jest to super narzędzie edukacyjne. Student jest lepiej przygotowany do późniejszej pracy z pacjentem i trudniej go czymś zaskoczyć – podkreśla Krzysztof Gawriołek.

Do dyspozycji są różne rodzaje modeli zębów, m.in. te do preparacji kanałowej. Zaczynają od zęba wykonanego z przezroczystego materiału, z widocznym kanałem. W późniejszej fazie nauczania część kanałowa jest niewidoczna, a student może wspomagać się jedynie obrazem RTG. Kanały są zarówno proste, jak i te trudniejsze w opracowaniu, bo zagięte. Są także specjalne modele zębów do nauki leczenia próchnicy – takie z próchnicą płytką i próchnicą głęboką. Na salach, gdzie prowadzone są zajęcia symulacyjne, obowiązuje reżim sanitarny, taki jak w prawdziwym gabinecie stomatologicznym, tylko narzędzi się nie sterylizuje. Studenci pracują tu w maskach, silikonowych rękawiczkach i mają do dyspozycji przyłbice ochronne.

Jeszcze więcej praktyki

Wychodząc z ostatniej sali, mijamy gipsownię. Zaglądamy zaciekawione do środka. Stoi tu kilkanaście 25-killogramowych worków. – To gips stomatologiczny. Schodzi tego sporo – mówi dr Gawriołek. Pytamy, do czego wykorzystywana jest ta stojąca w kącie duża maszyna. – To urządzenie do produkcji wody destylowanej niezbędnej do pracy ślinociągów zamontowanych przy unitach. Dziennie produkuje się tu około 80 litrów takiej wody – wyjaśnia. Jesteśmy pod wrażeniem tego, co przed chwilą widziałyśmy. To nauczanie XXI w. Czy dzięki takim warunkom nauka jest przyjemna i łatwa? Z czym studenci mogą mieć najwięcej problemów? Okazuje się, że mimo nowoczesnego wyposażenia sal do ćwiczeń niezwykle ważne jest coś, co od lat decyduje o byciu bardziej lub mniej biegłym w pracy lekarza dentysty. To zdolności manualne.

– Z tą umiejętnością trzeba się urodzić, bardzo ciężko jest ją wytrenować. Uważam, że powinniśmy kłaść większy nacisk na ocenę tych zdolności podczas rekrutacji na stomatologię. Technicy stomatologiczni odbywają taki egzamin – podkreśla dr Krzysztof Gawriołek. Niektóre osoby mają duże niedobory w tym zakresie. Co wtedy? Rezygnują? – Ekstremalnie rzadko. Po prostu muszą dużo więcej ćwiczyć i ciężką pracą zdobywać to, w co nie zostali wyposażeni przez naturę – odpowiada. Czy studenci mogą korzystać z zajęć symulacyjnych także po zakończeniu 1,5-rocznego kursu lub pomiędzy zajęciami obowiązkowymi, np. w okresie wakacyjnym?

– Niestety jeszcze nie. Chciałbym, aby była taka możliwość, ale potrzebne są na to dodatkowe, duże środki. Stworzenie studentom takiej możliwości to dla mnie jeden z głównych celów na przyszłość. Codzienna eksploatacja stanowisk fantomowych jest jednak kosztowna. Głowa jest wielorazowego użytku, ale wszystkie zęby i środowisko wokół nich, w tym maska twarzy, język i dziąsła, są wymienne, a co za tym idzie – również uszkadzalne – wyjaśnia nasz rozmówca. Drugi z celów, jaki stawia sobie kierownik odwiedzanego przez nas Centrum Symulacji Stomatologicznej, to poszerzenie możliwości symulacyjnych. – Istnieje dużo możliwości poszerzenia zakresu leczenia symulacyjnego, ale na chwilę obecną brakuje nam najbardziej symulacji endodoncji maszynowej – wyjaśnia. A trzeci cel?

– Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu jako pierwszy w Polsce wprowadził na ostatnim semestrze studiów zajęcia zintegrowane. Nie ma oddzielnych zajęć z chirurgii, stomatologii zachowawczej, periodontologii. Student pracuje z pacjentem i jest w stanie zrobić wszystko, czego chory w danym momencie potrzebuje. Znieczula, usuwa ząb, leczy przyzębie, likwiduje ubytki i wykonuje protetykę. Chciałbym, aby nasza praca w Centrum Symulacji Stomatologicznej, czyli nauczanie przedkliniczne, też poszła w tym kierunku – dr Gawriołek dodaje na koniec. Po tym, co dziś zobaczyłyśmy, i jak zorganizowana jest już teraz praca, wierzymy, że mu się to uda.

Marta Jakubiak
Lidia Sulikowska

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.