Periodyka Wenckebacha

11 listopada 1934 r. w czasie obchodów Święta Niepodległości (defilada na Polu Mokotowskim w Warszawie) 67-letni Marszałek Józef Piłsudski zasłabł. W kolejnych miesiącach chudł, wyglądał coraz gorzej, ale poznanie przyczyny tego stanu nie było łatwe, bo Marszałek nie ufał lekarzom.

Periodyka Wenckebacha w zapisie Holtera ekg. (dzięki uprzejmości pani dr Marii Miszczak-Knecht)

On sam studiował kiedyś medycynę – w Charkowie zaliczył I rok studiów. Czy dlatego kazał adiutantowi strzelać do każdego lekarza, który będzie chciał wejść do gabinetu?

Wiosną 1935 r. sytuacja była już na tyle zła, że sprowadzono z Wiednia słynnego specjalistę, internistę prof. Karela Wenckebacha. To on, dysponując dużą wiedzą i doświadczeniem, a skromnymi możliwościami diagnostycznymi, stwierdził u Marszałka nieoperacyjnego raka wątroby (badał go 25 kwietnia i 8 maja).

Józef Piłsudski zmarł w Belwederze 12 maja 1935 r. o godz. 20.45. Sekcja zwłok potwierdziła rozpoznanie postawione przez wiedeńskiego lekarza. Sam Karel Wenckebach zmarł pięć lat później w Wiedniu, w dniu obchodzonego w Polsce Święta Niepodległości.

Fascynacja sercem

Wenckebach urodził się w Hadze, w wielkanocny Wielki Czwartek 1864 r. jako syn inżyniera i wnuk sędziego Sądu Najwyższego. Kiedy miał 10 lat, zmarł mu ojciec i rodzina przeprowadziła się do Utrechtu. Tam chłopiec kontynuował edukację. W 1881 r. rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie w Utrechcie.

Zafascynowała go embriologia i jeszcze jako student opublikował kilka artykułów na ten temat. Otrzymał tytuł doktora medycyny na podstawie dysertacji: „O budowie i rozwoju kaletki Fabrycjusza”. Początkowo pracował w instytucie zoologicznym, ale na przeszkodzie pracy badawczej stanęły problemy w prawidłowej interpretacji preparatów barwionych hematoksyliną i eozyną. Był daltonistą. Ostatecznie z powodów ekonomicznych musiał przerwać karierę naukową.

W 1891 r. rozpoczął pracę w zawodzie lekarza na prowincji – w Herleen, wsi na południowym wschodzie Holandii. Do obowiązków młodego doktora należała m.in. opieka nad pensjonariuszami tamtejszego domu opieki, u których często stwierdzał nierówną pracę serca. Podobno potrafił godzinami osłuchiwać tony i szmery w sercu. Według jednej z anegdot, jakaś leciwa dama chwaliła się, że doktor Wenckebach tak długo osłuchiwał jej serce, że zasnął oparty głową o jej klatkę piersiową!

Obserwacja znerwicowanej pacjentki

W 1896 r. ponownie znalazł się w swojej Alma Mater w Utrechcie, gdzie kontynuował badania z elektrofizjologii. Przeprowadzał eksperymenty – stosując tzw. kimograf, rejestrował arytmie serca u żaby. Zapis z urządzenia był czarno-biały, więc nie miał tu znaczenia problem Wenckebacha z rozróżnianiem kolorów. Jego doświadczenia nie kończyły się na zwierzętach, zaobserwował, że nieregularny rytm z przerwą wyrównawczą występuje również u ludzi.

Wielkość Wenckebacha polegała na tym, że fundamentalne odkrycia dotyczące automatyzmu serca i elektrofizjologii, których dokonał na początku XX w., pochodziły sprzed ery elektrokardiografii (Willem Einthoven, 1901 r.). Wenckebach nie miał też świadomości istnienia węzła zatokowego i przedsionkowo-komorowego (Sunao Tawara, 1906 r.). Jego pionierska praca z 1899 r. „O analizie nieregularnych pulsów” zawierała ocenę rytmu serca na podstawie studium tętna na tętnicy promieniowej 44-letniej znerwicowanej kobiety, która skarżyła się na występującą od dłuższego czasu arytmię.

Poza nieznacznym powiększeniem sylwetki serca, Wenckebach stwierdził u pacjentki „słabość, anemiczny wygląd i słabiej wyczuwalne tętno”. Tony serca były gorzej słyszalne, ale czyste. Wenckebach uważał, że „tętno jest odbiciem serca”, dlatego użył jednokanałowego sfimografu jako detektora tętna na tętnicy promieniowej kobiety. Analiza krzywej wykazała regularne przerwy co każde 3-4 uderzenia, odmienne od tych, które występowały po skurczu dodatkowym, bo nie było po nich dodatkowych, słabszych fal tętna. Ponadto długość przerwy nie była dwa razy dłuższa od poprzedzającego okresu zawartego między dwiema falami tętna, tak jakby można tego oczekiwać w ekstrasystolii.

Niekoniecznie patologia

Na podstawie wnikliwej analizy matematycznej Karel Wenckebach stwierdził, że nieregularność tętna nie jest tu wynikiem ekstrasystolii, nie potrafił jednak wyjaśnić przyczyny zjawiska. Nazwał to „okresami Lucianiego”, oddając palmę pierwszeństwa Włochowi, który jako pierwszy badał ten objaw. Wenckebach stwierdził, że ten fenomen występuje zarówno u żaby, jak i u człowieka – w obu przypadkach to zjawisko nieregularności było takie samo.

Przypuszczał, że może ono być spowodowane uszkodzeniem mięśnia sercowego na granicy przedsionkowo-komorowej. Wprowadzenie przez Willema Einthovena galwanometru strunowego pozwoliło Wenckebachowi (w 1906 r.) na zarejestrowanie stopniowego wydłużania się odstępu PR aż do wypadnięcia zespołu komorowego. Dziś ten fenomen znany jest kardiologom na całym świecie jako „periodyka Wenckebacha” (blok przedsionkowo-komorowy II stopnia).

W 1901 r. Karel Wenckebach został profesorem Uniwersytetu w Groningen i dwa lata później opublikował swoje najważniejsze dzieło: „Arytmia jako wyraz pewnych zaburzeń funkcji serca”, które przyniosło mu światową sławę. Był jednym z pierwszych, który uważał, że nieregularna czynność serca niekoniecznie jest objawem patologii, a takie było powszechne przekonanie. W latach 1911-1914 r. był profesorem na uniwersytecie w Strasburgu.

Następnie stanął na czele wydziału lekarskiego uniwersytetu w stolicy Austrii. W 1914 r. opublikował swoje klasyczne, obszerne dzieło „Nieregularna czynność serca i jej znaczenie kliniczne”. Jego wykłady z opukiwania i osłuchiwania cieszyły się dużym zainteresowaniem, mimo że sam Karel Wenckebach raczej nie był porywającym wykładowcą. Wśród studentów medycyny krążył nawet stosowny wierszyk: „Beim Herrn Professor Wenckebach sind nur die ersten Bänke wach!” („W czasie wykładów Wenckebacha nie śpią tylko pierwsze ławki”).

Leczenie chinidyną

W czasie I wojny światowej Karel Wenckebach przeprowadzał m.in. badania funkcji serca u żołnierzy. Mniej znane eponimy związane z jego nazwiskiem to „objaw Wenckebacha” (ruchy paradoksalne klatki piersiowej w przypadku mediastinopericarditis chronica) oraz „pęczek Wenckebacha” biegnący z żyły głównej górnej do uszka prawego przedsionka. Dzięki niemu chinidyna (prawoskrętny izomer chininy) została wprowadzona do leczenia arytmii.

To on jako pierwszy zastosował 1 g chininy u pacjenta z migotaniem przedsionków (udało się przywrócić mu rytm zatokowy). Odkrycie skutecznego leku przyszło, jak to zwykle bywa, przypadkiem: jeden z jego pacjentów przyszedł na wizytę w trakcie napadu migotania przedsionków. – To nic takiego, jutro wrócę i będzie po wszystkim – oznajmił pacjent. – A jak pan to zrobi? – zapytał zdumiony Wenckebach. – Biorę chininę na malarię. I wtedy serce się uspokaja – wyjaśnił pacjent lekarzowi.

Po prostu wenckie

W wieku 65 lat Karel Wenckebach zrezygnował z etatu akademickiego, pozostawiając wydział lekarski w Wiedniu w rozkwicie. Zainteresowały go kardiologiczne objawy związane z chorobą beri-beri, co zaprowadziło go do Holenderskich Indii Wschodnich (dziś Indonezja). Ale tam spotkał go zawód. Okazało się, że przypadków skrajnej niewydolności serca już nie ma, nie mniej efektem tej podróży i badań była książka pt. „Das Beriberi-Herz. Morphologie, Klinik, Pathogenese” (1934 r.).

W 1935 r. sławny profesor (wówczas 70-letni) został poproszony o konsultację internistyczną marszałka Józefa Piłsudskiego. W 2015 r. ukazała się książka dr. Marka Kamińskiego pt. „Ostatnia tajemnica marszałka Piłsudskiego”. Podobno inspiracją do jej napisania stała się anegdota dotycząca wizyty Wenckebacha u chorego marszałka.

Wenckebach zbadał go wnikliwie, a następnie wyszedł do polskich lekarzy, pytając: – Panowie, o co tu chodzi? Przecież to jest ewidentna kiła trzeciorzędowa. W odpowiedzi usłyszał: – Ależ, panie profesorze, my to wiemy. Tylko w odróżnieniu od pana, my tego nie możemy głośno powiedzieć. Wg autora cytowanej książki o przebytym zakażeniu kiłą świadczyć miałby powolny rozpad osobowości Marszałka oraz stwierdzone w autopsji owrzodzenia po przebytym zapaleniu aorty.

Wenckie, jak nazywali go przyjaciele, był niezwykle lubiany. Miał wspaniałe poczucie humoru, posiadał to, co Francuzi określają jako joi de vivre. Był otwarty, nie wywyższał się. Był melomanem i humanistą, po pierwszej wojnie światowej zaangażował się w akcję dożywiania wiedeńskich dzieci.

Tak napisał o sobie: „W medycynie są wielkie królestwa, o których nie posiadam specjalnej wiedzy. Nie, nie jestem wielkim człowiekiem. Jestem szczęśliwym człowiekiem”. W wieku 76 lat, 11 listopada 1940 r. zmarł z powodu urosepsy. W Berlinie ma swoją ulicę (Wenckebachstraße) i pomnik. Jeden z jego braci (Henri Johan Eduard) był inżynierem, jego imię nosi jedna z ulic w Amsterdamie (H.J.E. Wenckebachweg).

Syn Karela Wenckebacha, Oswald, był artystą malarzem i rzeźbiarzem, jest autorem wielu portretów i pomników poświęconych bohaterom wojen, projektował także monety, które weszły do obiegu w latach 1948-81.

Dr n.med. Magdalena Mazurak, Oddział Kardiologii Dziecięcej, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.