AI, medycyna i wojna
Rozwój technologii zmienia charakter konfliktów zbrojnych, przez co transformacji ulega także medycyna pola walki. Już teraz drony dostarczają na linię frontu leki i krew, a bezzałogowe pojazdy ewakuują rannych. Co przyniesie przyszłość?

Telemedycyna, sztuczna inteligencja i zaawansowana robotyka są coraz powszechniej stosowane w medycynie. Lekarze się przekonują do tych rozwiązań, ponieważ wspierają one w podejmowaniu decyzji i optymalizują pracę. Czerpie z nich także medycyna pola walki.
Triaż bez emocji
Można się spodziewać, że jednym z głównych obszarów wykorzystania AI w medycynie polowej będzie segregacja medyczna. – Najczęstszymi błędami jest overtriaż i undertriaż. Dzięki algorytmom AI, które skutecznie i szybko będą przetwarzać informacje o rannych, będziemy mogli szybciej i trafniej podejmować decyzje, optymalizując ten proces – prognozuje Paweł Wiktorzak, ratownik medyczny, kierownik Oddziału Medycyny Pola Walki i Symulacji Medycznej Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM).
Pojawia się coraz więcej doniesień o systemach służących identyfikacji rannych na polu walki i zdalnym śledzeniu parametrów życiowych żołnierzy. – Są już publikacje naukowe o testowaniu takich rozwiązań. Chodzi np. o programy, które zbierają i wstępnie przetwarzają dane o stanie zdrowia żołnierzy, a nawet prognozują skutki odniesionych obrażeń. Są one monitorowane za pomocą biosensorów mierzących np. tętno, saturację, temperaturę, aktywność, a nawet sygnał perfuzji – tłumaczy Robert Jędrych, ratownik medyczny, organizator specjalistycznych szkoleń z zakresu medycyny pola walki.
Projekty dotyczące technologii wspomagającej triaż były już opracowywane m.in. w Polsce, w warszawskim WIM. – Wspólnie z Wojskową Akademią Techniczną, firmą Investcore i Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych pracowaliśmy nad stworzeniem systemu statków powietrznych pozyskujących informacje o stanie osób poszkodowanych na polu walki – opowiada Paweł Wiktorzak. W instytucie pracowano też nad systemem wspomagania decyzji ewakuacji medycznej opartym na monitorowaniu parametrów życiowych żołnierza za pomocą sensorów umieszczanych na jego oporządzeniu.
– Algorytmy wspierające segregację i inne decyzje medyczne będą odgrywać coraz większą rolę, zwłaszcza w sytuacjach masowych strat. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że algorytm nie zastąpi doświadczenia. Może je wesprzeć, może skrócić czas reakcji, może pomóc uporządkować chaos, ale odpowiedzialność zawsze spoczywa na człowieku. Najgorszym możliwym scenariuszem jest ślepa wiara w technologię bez kompetencji użytkownika – przestrzega Tomasz Sanak, szef Zakładu Medycyny Katastrof i Pomocy Doraźnej UJ w Krakowie, weteran Polskich Kontyngentów w Afganistanie.
Bezzałogowa ewakuacja
Dużym wyzwaniem jest ewakuacja poszkodowanych z pola walki. Strategia NATO 10-1-2 była standardem, który dobrze się sprawdził w Iraku czy Afganistanie. Udzielanie w tempie ekspresowym najpilniejszej pomocy medycznej zaraz po doznaniu urazu i trwająca do godziny ewakuacja jest strategią bardzo obniżającą śmiertelność, ale konflikt w Ukrainie pokazał, że ten model nie sprawdza się zawsze i wszędzie.
– W erze dronów proces ewakuacji stał się ekstremalnie niebezpieczny dla rannych i zespołów medycznych. Drony tworzą strefę śmierci, przez którą bardzo trudno się przedostać. Ewakuacja trwa dni, a nawet tygodnie – tłumaczy Paweł Wiktorzak. Sytuacja wymusiła poszukiwanie nowych rozwiązań. – Bezzałogowe pojazdy mogą dotrzeć tam, gdzie człowieka nie wyślemy, bo jest zbyt niebezpiecznie. W Ukrainie drony już od dłuższego czasu dostarczają na pole walki leki, jednostki krwi i inne potrzebne materiały medyczne. Obecnie są testowane różnego rodzaju platformy jezdne do ewakuacji rannych. Ta technologia będzie się w przyszłości rozwijać – ocenia Robert Jędrych.
W grudniu CNN informowała o ciężko rannym żołnierzu ukraińskim, który przez ponad miesiąc z opaską uciskową na nodze nie mógł się wydostać z linii frontu. W końcu udało się to zrobić za pomocą Maula, bezzałogowego zdalnie sterowanego pancernego drona lądowego. Transport trwał trzy godziny, droga liczyła kilkadziesiąt kilometrów. Tego typu pojazdy są ciągle udoskonalane.
– Wysyłanie ludzi po rannych w strefie wysokiego ryzyka coraz częściej oznacza generowanie kolejnych ofiar. Dlatego rozwój bezzałogowych platform ewakuacyjnych logistycznych to przyszłość i konieczność, ale robot ewakuacyjny, który jedynie przewozi rannego, to za mało. Przyszłość to systemy, które potrafią stabilizować poszkodowanego w trakcie transportu, monitorować podstawowe parametry i minimalizować wtórne obrażenia – zwraca uwagę Tomasz Sanak.
Coraz bliżej poszkodowanych
Problemy związane z ewakuacją zmuszają do tworzenia punktów medycznych blisko stref wysokiego ryzyka. – Ważne, aby to robić na tyle bezpiecznie, na ile to możliwe, nie narażając niepotrzebnie zbyt dużej liczby personelu medycznego – wyjaśnia prof. Tomasz Jurek, kierownik Pracowni Medycyny Pola Walki i Balistyki Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz lekarz SOR Centrum Urazowego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.
– Nowoczesne technologie mogą ułatwiać świadczenie profesjonalnej pomocy blisko działań wojennych bez konieczności zabezpieczenia każdego takiego miejsca wieloma doświadczonymi specjalistami. Pomagają w tym wszelkiego typu urządzenia do diagnostyki obrazowej z telemetrią, a także rozwiązania telemedycyny i telerobotyki otwierające drogę do zdalnych konsultacji i leczenia, w tym wykonywania zdalnie operacji z użyciem robotów chirurgicznych. To przyszłość medycyny pola walki – prognozuje Tomasz Jurek.
Im bliżej linii frontu, tym większe ryzyko dla placówki zabezpieczenia medycznego. W Ukrainie takie miejsca często powstają pod ziemią. Z kolei całkiem niedawno na ciekawe rozwiązanie zdecydowały się niemieckie siły zbrojne. Firma Rheinmetall poinformowała w październiku ubiegłego roku o podpisaniu umowy na dostarczenie naszym zachodnim sąsiadom mobilnych, pancernych szpitali polowych, dostosowanych do przeprowadzania operacji ratujących życie i intensywnej terapii w pobliżu stref działań wojennych. W sumie będzie ich sześć, a każdy ma się składać z jedenastu pojazdów.
Można się zastanawiać, czy zmiana dotychczas dominującego trendu szybkiej ewakuacji rannych jak najdalej od miejsca walk na tworzenie zaawansowanych punktów stabilizacyjnych blisko frontu to jedynie słuszna droga. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć charakteru przyszłych wojen. – Doktryna medycyny pola walki musi być elastyczna i zdolna do dopasowania się do konfliktu w zależności, czy będzie on symetryczny, asymetryczny, oparty na misjach, operacjach specjalnych, czy pełnoskalowy. Trzeba być przygotowanym na różne scenariusze – uczula kierownik Pracowni Medycyny Pola Walki i Balistyki Sądowej UM we Wrocławiu.
Prawa ręka medyka
Zaawansowane algorytmy AI pozwalają precyzyjnie przetwarzać ogromne ilości danych w szybkim czasie, można dzięki temu monitorować na bieżąco stan pacjenta i aktualizować decyzje i priorytety. To atut nie do przecenienia w zasadzie na każdym etapie leczenia, szczególnie gdy mamy niedobory personelu medycznego.– Już teraz funkcjonują na Ukrainie konsultacyjne platformy telemedyczne, usprawniające opiekę nad poszkodowanymi. Gromadzą dane pacjentów, w tym diagnostykę obrazową, a algorytmy sztucznej inteligencji pomagają te dane analizować i przekazać feedback – opowiada Tomasz Jurek.
Podczas ubiegłorocznego Kongresu Klinicznego American College of Surgeons dr Evgeni Kolesnikov (Shupyk National Healthcare University of Ukraine) przedstawił wyniki swojego badania dotyczącego 68 rannych ukraińskich żołnierzy, które wykazało, że dzięki analizie danych w czasie rzeczywistym z przenośnych urządzeń medycznych przez algorytm AI usprawniono ich leczenie.
Przydatne mogą się okazać np. telekonsultacje z doświadczonymi lekarzami wyspecjalizowanymi w różnych dziedzinach medycyny. Jednak, jak zauważa Tomasz Sanak, telemedycyna pola walki nie ma nic wspólnego z cywilną telemedycyną opartą na stabilnych łączach i komfortowych warunkach. – Na wojnie ma ona sens tylko wtedy, gdy umożliwia szybkie przekazanie obrazu: USG, zdjęcia rany, podstawowych danych trendowych i równie szybką decyzję: ewakuować teraz, poczekać, wykonać konkretne działania na miejscu – ocenia Tomasz Sanak.
Czego potrzeba najbardziej
Perspektywa przyszłości medycyny pola walki nie ogranicza się do zastosowania rozwiązań cyfrowych i ulepszania urządzeń. Co mogłoby być jej prawdziwym gamechangerem? – Najczęstszą przyczyną zgonów możliwych do uniknięcia są masywne krwawienia. Rewolucyjne byłoby uniezależnienie od leczenia krwią ludzką, która jest towarem mocno deficytowym. Potrzebujemy produktu farmakologicznego zdolnego zastąpić krew z jej wszystkimi funkcjami. To marzenie każdego ratownika i lekarza – mówi Tomasz Jurek.
Zwraca się też uwagę na potrzebę udoskonalenia materiałów do tamowania krwawień. – Trwają badania kliniczne nad nowymi hemostatykami, np. w postaci pianki czy hydrożelu, które będą jeszcze skuteczniej przyspieszać koagulację i które da się zastosować tam, gdzie nie można wykonać efektywnego ucisku, przede wszystkim w zatamowaniu krwotoku w obrębie jamy brzusznej – tłumaczy Robert Jędrych.
Naukowcy starają się także opracować terapie pomagające w rekonwalescencji po poważnych obrażeniach odniesionych w wyniku wybuchów. Przykładowo badacze z University of Texas at Arlington (UTA) chcą opracować żel z dodatkiem cynku mający zmniejszać wtórne uszkodzenia tkanki mięśniowej, do których dochodzi po pierwotnym urazie w wyniku niedokrwienia po zastosowaniu opaski uciskowej oraz ciężkiej reperfuzji występującej, gdy przepływ zostaje nagle przywrócony. Produkt ma też wspierać regenerację tkanki mięśniowej.
Lidia Sulikowska
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026