6 kwietnia 2026

Anita Pacholec: Kropla jednak drąży skałę

Przez lata działali jawnie i bez konsekwencji. Nielegalne przyjmowanie pacjentów przez techników dentystycznych i samozwańczych „specjalistów” było problemem znanym, lecz ignorowanym. Tym razem jednak determinacja lekarzy przyniosła efekt – sprawą zajęły się służby i sąd.

Fot. arch. NIL

O pracowniach techników dentystycznych, którzy nielegalnie przyjmują pacjentów, wiadomo od dawna. Wszelkie próby ukrócenia tego procederu kończyły się niczym. Żadna oficjalna komórka administracji publicznej, prokuratura czy urząd skarbowy nie chciały się angażować.

Tymczasem do techników gremialnie dołączyły kosmetyczki, które bezprawnie zajmują się tzw. medycyną estetyczną, wykonując wstrzyknięcia z kwasu hialuronowego i botoksu i bezrefleksyjnie chwaląc się tym w mediach społecznościowych. Płynie za nimi fala pseudospecjalistów, szarlatanów i oszustów.

Bezkarność rozzuchwala

Nie ma się co dziwić: nie ma nic gorszego od nieskutecznego i nieegzekwowanego prawa. Taka sytuacja rozzuchwala przestępców, powodując coraz swobodniejsze ich działanie. Reklamy w mediach i na drzwiach gabinetów świadczą o tym, że osoby takie nawet nie próbują się kryć ze swoim przestępczym procederem. Świadomie nazywam ich przestępcami, bo tak trzeba określać kogoś, kto łamie prawo.

Wykorzystują nieświadomość pacjentów dotyczącą tego, kto i jakie zabiegi może wykonywać. Tytuł kosmetolog czy protetyk, a do tego biały fartuch, skutecznie sugeruje pacjentom, że są w rękach doświadczonego, wykształconego i uprawnionego specjalisty. Tymczasem podawanie się za kogoś, kim się nie jest, również jest przestępstwem.

Pierwszy przełom

Czemu o tym piszę? Po latach frustrującego odbijania się od ściany, po naszym ostatnim doniesieniu do sanepidu o kilku pracowniach techników dentystycznych, którzy przyjmują pacjentów, i wykazaniu możliwości łamania procedur sanitarnych instytucja ta postanowiła zająć się sprawą. Przeprowadziła kilka kontroli.

Nie dziwi, że kontrolerzy stwierdzili fakt przyjmowania pacjentów przez osoby nieuprawnione. Ponieważ – poza zagrożeniem zdrowia, a może i życia pacjenta – jest to przestępstwo, sanepid skierował zawiadomienie do prokuratury. Ta, już wcześniej informowana przez nas, początkowo sytuację zlekceważyła, ale po zawiadomieniu sanepidu postanowiła nadać sprawie bieg.

Włączono do dochodzenia policję, odbyły się przesłuchania w celu zgromadzenia materiału dowodowego. Nie jest jednak łatwo wytłumaczyć laikowi, jakim jest policjant, jakie zagrożenia dla pacjenta niesie omawiany proceder.

Samouk, jakim jest technik dentystyczny, to nie tylko brak uprawnień w zakresie leczenia, ale też brak wiedzy o zagrożeniach sanitarnych, sterylizacji, gospodarce odpadami, ale przede wszystkim konsekwencjach zdrowotnych źle wykonanych uzupełnień protetycznych i umiejętnościach ich leczenia. Dodać do tego trzeba sprawy ubezpieczenia OC i fiskalne. Pomijając działanie w szarej strefie – czym powinien się zająć urząd skarbowy – pacjent może nie odzyskać pieniędzy w przypadku kłopotów z wykonaną pracą protetyczną.

Czas też zająć się innymi nielegalnymi działaniami medycznymi w gabinetach kosmetycznych, leczeniem przez pseudospecjalistów czy innych samozwańczych uzdrowicieli. Powiedzmy głośno i wprost: leczyć może tylko lekarz. Determinacja jednak daje efekty, bo tę fundamentalną zasadę potwierdził sąd we Włocławku, wydając 25 lipca 2025 r. wyrok nakazowy wobec właściciela jednej z pracowni technicznych.

Wyrok nakazowy oznacza, że sąd po zapoznaniu się z materiałem dowodowym uznał sprawę za jednoznaczną i rozstrzygnął ją na posiedzeniu niejawnym, bez konieczności prowadzenia rozprawy. Oskarżony został uznany winnym i ukarany. To nasz pierwszy sukces – mamy nadzieję, że kolejne działania przyniosą podobne efekty.

To nie eksperyment

Nie ma naszej zgody na wykonywanie czynności medycznych przez osoby bez odpowiedniego wykształcenia, odpowiednich uprawnień, często odpowiednich warunków sanitarnych, samouków szkodzących zawodowi, a przede wszystkim narażających pacjentów poprzez podawanie dotkankowo preparatów znieczulających i innych materiałów wypełniających. Praktyki takie niosą ryzyko dla zdrowia i życia pacjentów. Godzą także w zaufanie do zawodu lekarza.

Zdajemy sobie sprawę, że wielu pacjentów nie ma świadomości istniejących zagrożeń – naszym obowiązkiem jest ich o tym informować. Widzę tu ogromne pole do działania Naczelnej Izby Lekarskiej.

Apeluję również do Koleżanek i Kolegów, aby nie firmowali swoim nazwiskiem działalności podmiotów, które wykonują zabiegi medyczne bez faktycznej obecności lekarza. Nadzór lekarski oznacza rzeczywistą obecność i gotowość do interwencji w miejscu wykonywania takiego zabiegu przez cały czas jego trwania i w odpowiednim czasie po jego zakończeniu, a nie tylko formalne udzielenie zgody.

Lekarz dzięki odpowiedniemu przygotowaniu i doświadczeniu potrafi rozpoznać powikłania i właściwie reagować. Osoby bez wykształcenia medycznego nie dysponują taką wiedzą ani kompetencjami. Dlatego autoryzowanie takich działań jest nie tylko sprzeczne z ustawą o zawodach lekarza i lekarza dentysty czy z Kodeksem Etyki Lekarskiej, ale stanowi naruszenie prawa.

Zewrzyjmy szeregi, być może pod egidą NIL, a przynajmniej wspierając się na poziomie izb okręgowych. Wspólnie wypowiedzmy wojnę takim praktykom. Mamy pierwszy wyłom, teraz trzeba podjąć dalsze wspólne działania. Walczymy nie tylko o prestiż zawodowy, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo naszych pacjentów, często nieświadomych ryzyka, które podejmują, oddając swoje zdrowie w niepowołane ręce.

Lek. dent. Anita Pacholec, prezes Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 3/2026