Biała armia. Reforma wojskowej służby zdrowia w cieniu konfliktu na Ukrainie
Wojskowa służba zdrowia coraz śmielej wyciąga ręce po lekarzy. I nie powinno to zaskakiwać, ponieważ trudno wyobrazić sobie konflikt zbrojny w XXI wieku bez nich. Potwierdza to wojna na Ukrainie.

Trwa reforma wojskowej służby zdrowia. Punktem wyjścia jest konsolidacja dowodzenia. – Po to powołujemy wojska medyczne, żebyśmy mieli możliwość rozwoju całej medycyny pola walki, możliwość rozwoju naszego personelu, zarówno żołnierzy, jak i cywilów pracujących w szpitalach, w przychodniach, którzy będą nam pomocni i będą tej pomocy udzielać nie tylko w momencie zagrożenia – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i minister obrony narodowej, choć zastrzega, że najważniejsze jest przygotowanie kadr medycznych na bezpośrednie zagrożenie militarne.
Na czele powołanego we wrześniu 2025 r. Dowództwa Wojsk Medycznych (DWM) stanął 51-letni specjalista otolaryngologii płk lek. Mariusz Kiszka, dotychczasowy zastępca komendanta ds. medycznych 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Musimy zaplanować, zorganizować i przygotować siły i środki medyczne do realizacji zadań i zabezpieczenia prowadzonych operacji wojskowych w każdych warunkach i czasie, w ścisłej współpracy z jednostkami cywilnymi. Gwarantem profesjonalnych działań będzie skompletowanie zespołu oficerów i podoficerów: kompetentnych, zaangażowanych i kreatywnych – podkreśla Kiszka.
Co to oznacza w praktyce?
Wojska medyczne mają być łącznikiem między różnymi jednostkami wojskowymi, ale też sektorem cywilnym. Zdaniem MON utworzenie nowej struktury organizacyjnej „wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wynikającym z wymagań obecnej sytuacji politycznej i militarnej oraz współczesnego pola walki w zakresie zabezpieczenia medycznego, które musi obligatoryjnie współdziałać z elementami powszechnej cywilnej ochrony zdrowia”. Celem jest zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego kraju.
„Dowództwo będzie skupiało się na rozwoju zdolności do zabezpieczenia medycznego wojsk, w szczególności na szkoleniu indywidualnym kadr medycznych i zgrywaniu pododdziałów/jednostek medycznych na poziomie taktycznym i operacyjnym w korelacji zadanie–sprzęt–ludzie, w ścisłym powiązaniu ze szpitalami wojskowymi oraz cywilnymi podmiotami leczniczymi” – przekazał resort „Gazecie Lekarskiej”.
Integracja z sektorem cywilnym
Tworzenie od zera DWM wychodzi naprzeciw deficytowi kadr medycznych w Siłach Zbrojnych RP i ma integrować WSZ. W dalszej kolejności konieczne będzie m.in. zwiększenie roli rejonów zabezpieczenia medycznego wojsk, kontynuowanie procesu tworzenia Wojskowej Akademii Medycznej (WAM) i wprowadzenie regulacji dotyczących WSZ do ustawy o obronie Ojczyzny, która została uchwalona kilkanaście dni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Powołanie DWM stanowi początek zmian mających przygotować do działania w sytuacjach kryzysowych cały system ochrony zdrowia w Polsce, a zatem także placówki cywilne. W tym miejscu warto podkreślić, że funkcjonowanie WSZ nie ogranicza się do obszaru militarnego, bowiem dotyczy m.in. stacjonarnych wojskowych podmiotów leczniczych, które są częścią powszechnego systemu opieki i na co dzień są związane ze środowiskiem cywilnym.
Wiele osób, w tym członków Wojskowej Izby Lekarskiej (WIL), na pewno zainteresuje fakt, że utworzenie DWM nie oznacza likwidacji Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia MON. Będzie on dalej sprawował nadzór formalno-prawny, właścicielski, finansowy i merytoryczny nad instytutami badawczymi oraz podmiotami funkcjonującymi w formie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej (SPZOZ) czy spółek kapitałowych. A zatem dyrektor departamentu, płk dr n. med. Arkadiusz Kosowski, pozostanie „osobą właściwą” dla korpusu medycznego.
Współpraca wojska z medykami
Wojna na Ukrainie dowodzi, że nieodzowna jest budowa mostów między cywilnym środowiskiem medycznym a potrzebami obronnymi państwa. To przekonanie legło u podstaw ogłoszenia na początku 2026 r. budowy Legionu Medycznego – ochotniczej inicjatywy mającej angażować społeczność medyczną wokół sił zbrojnych. Celem jest też konsolidowanie kompetencji cywilnych z zakresu zabezpieczenia medycznego, zapewnienie szybkiego wsparcia w razie konfliktu, katastrof czy epidemii chorób zakaźnych oraz promowanie kultury odpowiedzialności społecznej za bezpieczeństwo zdrowotne.
Do wyboru jest 10 ścieżek współpracy wojskowo-cywilnej, w tym udział w szkoleniach, ćwiczeniach i konferencjach, możliwość zdobycia podstawowego przeszkolenia wojskowego czy odbycia kursu oficerskiego. Nie wszystkie wiążą się ze złożeniem przysięgi wojskowej. „To oferta nie tylko dla lekarzy i białego personelu, ale dla każdego, kto chce zwiększać kompetencje i możliwości współpracy cywilnego środowiska medycznego z Wojskiem Polskim” – napisał Kosiniak-Kamysz w portalu X.
Nowe wyzwania, „nowa” uczelnia
Obecnie kształcenie przyszłych lekarzy wojskowych odbywa się w ramach Kolegium Wojskowo-Lekarskiego (KWL) funkcjonującego na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, gdzie w 2025 r. naukę zakończyło 116 oficerów lekarzy. Specyfika kształcenia w cywilnych uczelniach jest odmienna niż w placówkach wojskowych, ale przez lata apele o odtworzenie wojskowego systemu kształcenia lekarzy były głosem wołającego na puszczy.
Dopiero sytuacja geopolityczna wymusiła przyznanie, że likwidacja istniejącej do 2002 r. WAM, będącej przez ponad cztery dekady źródłem kadr medycznych przygotowywanych przede wszystkim do służby w jednostkach wojskowych, to błąd. Zajęcia w reaktywowanej Akademii, gdzie docelowo ma studiować ok. 200 osób na każdym roku, ruszą od października. Koszty sformowania i funkcjonowania uczelni w okresie 10 lat oszacowano na ok. 1,13 mld zł.
Więcej wyobraźni i zapasów
Doświadczenia płynące z konfliktu za naszą południowo-wschodnią granicą wskazują też na potrzebę dyskusji nad nowymi pomysłami na funkcjonowanie WSZ i tworzeniem kolejnych pól współpracy wojskowych z cywilami. O tym dyskutowano m.in. w czasie konferencji „Wojskowa Służba Zdrowia – 250 lat i co dalej?”, którą w październiku zorganizowała WIL w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej, oraz w trakcie grudniowej konferencji „System ochrony zdrowia w czasie wojny. Jak skorzystać z doświadczeń ukraińskich?” przygotowanej przez Zakład Ratownictwa Medycznego WUM i Instytut Ochrony Zdrowia.
Z obu spotkań wypływa wniosek, że transformacja Wojska Polskiego w kierunku wzmacniania zdolności do skutecznego odstraszania przeciwnika musi iść w parze ze zmianami w powszechnym systemie opieki zdrowotnej.
Niezbędne jest m.in. gromadzenie większych zapasów leków i sprzętu oraz opracowanie planów zabezpieczenia ciągłości świadczenia usług, które w okresie pokoju wydają się oczywistością, a w czasie konfliktu są na wagę złota. Ukraińscy lekarze szczegółowo opowiadali, ile zachodu wymaga m.in. zapewnienie usług pralniczych i wyżywienia dla szpitali działających niedaleko frontu.
Dywersja: znak czasów
Jeszcze kilka miesięcy temu w naszej debacie publicznej prawie nie pojawiało się słowo „dywersja”. Jednak incydenty, do których doszło w listopadzie 2025 r. na trasie kolejowej Warszawa–Lublin, pokazują, że działalność wrogich służb ma realne przełożenie na nasze życie. Jednym z pociągów, który mógł się wykoleić niedaleko Puław, jechało prawie 500 pasażerów, więc w skrajnie pesymistycznym scenariuszu służby ratunkowe miałyby pełne ręce roboty.
Na szczęście odbywa się coraz więcej ćwiczeń przygotowujących medyków na wydarzenia, w których liczba poszkodowanych jest spora, a każda minuta ma znaczenie dla ich życia. Niedawno w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie doskonalono procedury postępowania w przypadku zdarzenia masowego z udziałem pacjentów pediatrycznych, a scenariusz ćwiczeń w Szpitalu Wolskim w Warszawie zakładał symulację cyberataku na infrastrukturę krytyczną w stolicy.
Nie wszystko jest jawne
W obszar planowania bezpieczeństwa systemu ochrony zdrowia na wypadek zagrożenia potencjalnym konfliktem zbrojnym wpisują się m.in. plany sporządzane na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z 27 października 2023 r. w sprawie przygotowania i wykorzystania podmiotów leczniczych na potrzeby obronne państwa. Dotyczą one m.in. udzielania świadczeń szpitalnych, organizacji i funkcjonowania zastępczych miejsc w szpitalach, udzielania świadczeń zdrowotnych na potrzeby systemu kierowania bezpieczeństwem narodowym, a także funkcjonowania zespołów ratownictwa medycznego czy stacji sanitarno-epidemiologicznych.
„Dokumentacja związana z planowaniem zadań na potrzeby obronne państwa (decyzje, plany, instrukcje, wytyczne) stanowi tajemnicę prawnie chronioną i nie podlega publicznemu udostępnianiu” – podkreśla resort zdrowia. Wiadomo jednak, że regionalne centra krwiodawstwa i krwiolecznictwa już teraz przygotowują się do zwiększenia pobierania, przechowywania i wydawania krwi i jej składników, a niektóre szpitale uwzględniają dodatkowe łóżka m.in. na potrzeby służb mundurowych.
Czy lekarze pójdą na wojnę?
Od 2 lutego do 30 kwietnia zostanie przeprowadzona kwalifikacja wojskowa. Obejmie prawie 235 tys. osób – przede wszystkim mężczyzn z rocznika 2007 i lat 2002-2006, którzy nie mają określonej kategorii zdolności do czynnej służby wojskowej. Wezwania obejmą też osoby wcześniej uznane za czasowo niezdolne do służby oraz kobiety z roczników 1999-2007 posiadające lub zdobywające kwalifikacje przydatne w wojsku, np. medyczne, psychologiczne czy informatyczne.
„Obowiązkiem obywatela polskiego jest obrona Ojczyzny” – to zdanie jest zawarte w konstytucji RP od niemal 30 lat. W uchwalonej niespełna cztery lata temu ustawie o obronie Ojczyzny czytamy, że podstawowym sposobem spełniania tego obowiązku jest służba wojskowa, a obywatele są zobowiązani m.in. do wykonywania zadań wynikających z przydziałów mobilizacyjnych i pracowniczych przydziałów mobilizacyjnych oraz pełnienia służby w jednostkach zmilitaryzowanych. Dotyczy to też medyków.
– W razie wybuchu wojny nie należy spodziewać się wysłania lekarzy cywilnych na pierwszą linię walki – mówi szef WIL Artur Płachta. Jednak w związku z tym, że wiedza i umiejętności osób z wykształceniem medycznym są wówczas pożądane bardziej niż w okresie pokoju, część z nich może zostać powołana do czynnej służby wojskowej lub podlegać nakazom pracy w placówkach wyznaczonych do zabezpieczenia potrzeb państwa. Jak to może wyglądać w praktyce, tysiące lekarzy pamięta z okresu pandemii COVID-19.
Kto trafi w kamasze?
Załóżmy, że Polska została zaatakowana. Co wtedy? Odpowiedź na to pytanie z jednej strony wydaje się prosta, bo wiele kwestii regulują przepisy i procedury (część z nich została zmieniona pod wpływem wojny na Ukrainie), a z drugiej – wielowątkowa, ponieważ kwestie szczegółowe nie są podawane do publicznej wiadomości, a każdy konflikt zbrojny wygląda inaczej. Poza tym pod znakiem zapytania jest zachowanie najważniejszych władz w państwie, które mogą podejmować działania szybko i zdecydowanie, nie licząc się ze sprzeciwem wyrażanym przez jednostki.
Ilu lekarzy zostałoby zmobilizowanych? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć, jeżeli nie znamy skali zagrożenia. Możliwy jest scenariusz, którego doświadczyli Ukraińcy tuż po rozpoczęciu rosyjskiej agresji w lutym 2022 r., tj. błyskawiczne wprowadzenie stanu wojennego, szybkie zamknięcie przejść granicznych dla większości dorosłych oraz wzywanie do jednostek wojskowych osób zdolnych do służby wojskowej z nierzadko jednodniowym terminem stawiennictwa.
Należy się spodziewać, że osoby mające za sobą szkolenie wojskowe będą powołane w pierwszej kolejności, ale to nie oznacza, że armia nie upomni się o lekarzy, którzy go jeszcze nie odbyli. W praktyce może wyglądać to tak, że funkcjonariusz policji odwiedzi lekarza w jego miejscu pracy lub w domu i wręczy pismo nakazujące stawić się w określonym miejscu dzień lub dwa dni później. Posiadane kwalifikacje stawiają wszystkich medyków w gronie osób kluczowych dla obronności państwa – można powiedzieć, że to zasób strategiczny.
Pobyt za granicą nie pomoże
Niektórym osobom wydaje się, że wyjazd do innego kraju uchroni przed spełnieniem obowiązków zapisanych w ustawie o obronie Ojczyzny. Istnieje jednak możliwość wprowadzenia nakazu powrotu dla obywateli przebywających za granicą stale lub czasowo. Takie wezwania mogą trafić m.in. do polskich lekarzy mieszkających w innych krajach UE. W dobie coraz większej cyfryzacji naszego życia zawodowego i prywatnego bardzo łatwo ich namierzyć.
Osoby chcące uniknąć mobilizacji powinny zdawać sobie sprawę z tego, że wiele państw ściśle współpracuje z polskimi organami ścigania, a jeśli władze jakiegoś kraju będą chciały uprzykrzyć życie „uciekinierom”, to mogą to zrobić na wiele sposobów, np. wstrzymać usługi konsularne. W połowie 2024 r. zrobił tak ukraiński resort spraw zagranicznych, blokując wydawanie paszportów m.in. w Polsce.
Przepisy mówią jasno – kto w czasie mobilizacji lub wojny w celu trwałego uchylenia się od obowiązku służby wojskowej nie zgłasza się do rejestracji albo nie zgłasza się w określonym terminie i miejscu na wezwanie właściwych organów w sprawach dotyczących powszechnego obowiązku obrony lub wprowadza je w błąd, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 5 lat.
Mariusz Tomczak
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026
Na zdjęciu: 9 lutego 2025 r., otwarte testy bezzałogowych systemów uzbrojenia na poligonie Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce z udziałem ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza