9 kwietnia 2026

Edukacja zdrowotna: kontrowersje, braki kadrowe i chaos organizacyjny 

Los edukacji zdrowotnej w szkołach został ukształtowany nie tylko przez spory wokół części treści, lecz także przez niski status przedmiotu w praktyce szkolnej, słabe przygotowanie kadry oraz silnie spolaryzowaną debatę publiczną. Takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego przez studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pod kierunkiem dr. Andrzeja Jarynowskiego. 

Fot. freepik.com

Edukacja zdrowotna miała uporządkować i wzmocnić obecność treści dotyczących profilaktyki, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa zdrowotnego uczniów. Autorzy raportu nie kwestionują zasadności tego kierunku – przeciwnie, podkreślają, że szkoła pozostaje jednym z kluczowych środowisk kształtowania wiedzy o zdrowiu fizycznym, psychicznym i społecznym. Jednocześnie między założeniami reformy a praktyką szkolną powstała wyraźna luka.

Niska frekwencja i nieobowiązkowy charakter

Już dane z pierwszego etapu wdrożenia pokazują skalę problemu: frekwencja na zajęciach w szkołach podstawowych wyniosła 40,4 proc., a sam przedmiot oferowało 65 proc. placówek. Zdaniem dr. Jarynowskiego tak niski udział uczniów może pogłębiać nierówności w dostępie do treści prozdrowotnych. 

Jedną z głównych barier okazał się nieobowiązkowy charakter przedmiotu. Fakultatywność przełożyła się nie tylko na niższą frekwencję, lecz także na sposób postrzegania edukacji zdrowotnej w szkołach. Nauczyciele wskazywali, że bywa traktowana jako zajęcia o niższym priorytecie niż przedmioty egzaminacyjne lub jako „wypełniacz” planu lekcji. W ocenie badaczy taka pozycja systemowa osłabia znaczenie przedmiotu, utrudnia jego organizację i zmniejsza motywację uczniów. Dlatego wśród rekomendacji pojawia się postulat nadania edukacji zdrowotnej wyższej rangi, w tym rozważenia jej obowiązkowego charakteru. 

Wiele barier

Drugim istotnym wyzwaniem są braki kadrowe. Aż 59 proc. badanych nauczycieli nie uczestniczyło w żadnych szkoleniach z zakresu edukacji zdrowotnej. Szczególnie wymagające okazały się treści dotyczące zdrowia psychicznego, które – jak podkreślano – wymagają wysokich kompetencji komunikacyjnych i solidnego przygotowania merytorycznego. Autorzy raportu zwracają również uwagę na niedostatek materiałów dydaktycznych i brak stabilnego zaplecza organizacyjnego. Choć pojawił się podręcznik dla nauczycieli przygotowany przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, nadal brakuje opracowań dla uczniów, zwłaszcza w szkołach podstawowych. W efekcie wdrożenie było nierówne, a jakość zajęć zależała od lokalnych warunków i indywidualnych kompetencji prowadzących. 

Kolejną barierą okazały się napięcia społeczne wokół wybranych treści programowych. Najwięcej kontrowersji budziły zagadnienia związane z seksualnością, dojrzewaniem, antykoncepcją, typologią współczesnych rodzin czy tożsamością płciową. To właśnie te obszary dominowały w debacie publicznej i często wpływały na decyzje rodziców dotyczące udziału dzieci w zajęciach. Autorzy raportu podkreślają, że brak przejrzystej komunikacji programu oraz ograniczone zaufanie między szkołą a rodzicami sprzyjały narastaniu obaw. 

Dr Jarynowski zwraca uwagę, że wzmocnienie przedmiotu wymaga nadania mu obowiązkowego charakteru w jego podstawowym zakresie – nawet kosztem modyfikacji najbardziej spornych treści, zwłaszcza tych dotyczących seksualności czy zdrowia psychicznego, również z uwagi na ograniczenia kompetencyjne nauczycieli. W raporcie przedstawiono kilka kompromisowych rozwiązań wypracowanych metodą Delphi. 

W rekomendacjach mocno wybrzmiewa potrzeba większej transparentności. Autorzy postulują udostępnianie rodzicom szczegółowych informacji o programie, materiałach i metodach pracy jeszcze przed rozpoczęciem zajęć. Sugerują także rozwiązania organizacyjne, które pozwolą zachować profilaktyczny rdzeń przedmiotu, a jednocześnie ograniczą ryzyko eskalacji konfliktów wokół najbardziej wrażliwych treści. 

Problemy miały również wymiar czysto organizacyjny. Zajęcia planowane na skrajnych godzinach – bardzo wcześnie rano lub późnym popołudniem – zniechęcały do uczestnictwa nawet tych uczniów i rodziców, którzy nie kwestionowali sensu przedmiotu. Dlatego autorzy zalecają, by edukacja zdrowotna nie była spychana na margines planu lekcji.

Za duże emocje

Raport obejmuje także analizę debaty publicznej. Z badania 4490 wpisów w serwisie X z okresu od 1 września 2025 r. do 10 stycznia 2026 r. wynika, że dyskusja była silnie spolaryzowana, a kwestie profilaktyki i zdrowia często ustępowały miejsca narracjom politycznym i światopoglądowym. W ocenie autorów utrudniało to rzeczową rozmowę i sprzyjało obiegowi uproszczeń oraz niesprawdzonych informacji. Dlatego w rekomendacjach podkreślono konieczność wzmacniania odporności na dezinformację zdrowotną – zarówno poprzez rozwijanie umiejętności krytycznej oceny źródeł, jak i budowanie bardziej wiarygodnej komunikacji instytucjonalnej. Dr Jarynowski wskazuje również na potrzebę większego zaangażowania instytucji zdrowia publicznego, postrzeganych jako neutralne światopoglądowo, w porządkowanie standardów wiedzy i wspieranie jakości działań edukacyjnych.

Z raportu jasno wynika, że głównym wyzwaniem nie jest sama idea edukacji zdrowotnej, lecz sposób jej wdrażania. Przedmiot wymaga silniejszego umocowania w systemie, lepszego przygotowania kadry, stabilniejszego zaplecza organizacyjnego i bardziej przejrzystej komunikacji społecznej. Dopiero połączenie tych elementów pozwoli realizować jego podstawowy cel: wzmacnianie kompetencji zdrowotnych uczniów i wspieranie nowoczesnej profilaktyki w środowisku szkolnym.