24 marca 2026

Gigantyczne różnice w kontraktach stomatologicznych

Na Mazowszu średnia miesięczna wysokość kontraktu gabinetu stomatologicznego z Narodowym Funduszem Zdrowia wynosi 91,5 tys. zł. Dla porównania: w Świętokrzyskiem to niecałe 26 tys. zł.

Fot. shutterstock.com

Od kilku lat maleje liczba podmiotów chcących wykonywać zabiegi stomatologiczne w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Od września 2019 r. do września 2023 r. liczba świadczeniodawców spadła z 6933 do 5435. Kolejne dwa lata (2024 i 2025 r.) przyniosły 4-proc. spadek. Powód jest prosty: dla wielu gabinetów współpraca z funduszem staje się nieopłacalna ekonomicznie, a przy tym zbyt obciążająca organizacyjnie.

– Zatrudniam dwie osoby do celów administracyjnych, bo inaczej nie dalibyśmy rady podołać wszelkim wymogom NFZ – mówi właścicielka gabinetu w województwie świętokrzyskim. – Najbardziej uciążliwe jest codzienne raportowanie kolejek – dodaje nasza rozmówczyni, która pragnie zachować anonimowość.

Lekarzy traktuj jak oszustów

Dentyści twierdzą, że stawki oferowane przez NFZ nie pokrywają rzeczywistych kosztów materiałów, pracy personelu oraz utrzymania gabinetu. W wielu przypadkach procedury balansują na granicy opłacalności albo wręcz generują straty. – Przez kilka lat miałem kontrakt. Zrezygnowałem. Fundusz płacił kilkadziesiąt złotych za to, co w gabinecie prywatnym kosztuje kilkaset. Jak można było na tym zarobić? Do tego za byle błąd w dokumentacji groziła ogromna kara – mówi dentysta z Kielc i formułuje jeszcze poważniejszy zarzut.

– Fundusz często traktuje lekarzy jak oszustów. Mój kolega z sąsiedniego województwa usunął pacjentowi ząb. Okazało się, że w dokumentacji funduszu ten konkretny ząb widniał jako usunięty przez innego dentystę kilka lat wcześniej. Być może jeden z nich pomylił się w sprawozdaniu, a być może wystąpiło zjawisko „wędrowania zębów”. Faktem jest, że mojego kolegę potraktowano jak oszusta i oskarżono o próbę wyłudzenia pieniędzy. Kto po czymś takim chciałby współpracować z funduszem? – pyta.

Przepaść między województwami

Samorząd lekarski od początku tej kadencji zabiega o zwiększenie wycen zabiegów stomatologicznych oraz poszerzenie koszyka świadczeń gwarantowanych. Sporo udało się zrobić – głównie dzięki działaniom Rady ds. Rozwoju Stomatologii. Utworzenie tego organu doradczego w resorcie zdrowia postulowała Naczelna Rada Lekarska, a w sposób szczególny jej wiceprezes Paweł Barucha.

Obecnie problemem są ogromne  różnice w kwotach przeznaczanych przez poszczególne oddziały NFZ na leczenie stomatologiczne. Dla przykładu: na Mazowszu średnia miesięczna wysokość kontraktu z gabinetem stomatologicznym wynosi 91,5 tys. zł. W Świętokrzyskiem to niecałe 26 tys. zł.

– W 2026 r. mazowiecki NFZ przeznaczył na leczenie stomatologiczne 3,17 proc. środków zaplanowanych w planie finansowym na opłacenie kosztów świadczeń opieki zdrowotnej – informuje Łukasz Jarocki, rzecznik prasowy Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

Z kolei w Świętokrzyskiem na leczenie stomatologiczne niepubliczne zaplanowano w tym roku 1,83 proc. Nawet jeśli dodać do tego 0,26 proc. na leczenie publiczne, łącznie daje to zaledwie 2,09 proc. Biorąc pod uwagę wysokość budżetów obu oddziałów, różnica jednego punktu procentowego przekłada się na ogromne kwoty.

Dentyści narzekają

– Mój kontrakt opiewa na 14 tys. punktów (1 punkt wyceniony jest na 1,79 zł – przyp. red.), a pacjentów jest tylu, że nawet dwukrotnie wyższy limit prawdopodobnie okazałby się niewystarczający – narzeka dentysta prowadzący gabinet w województwie świętokrzyskim. Nie rozumie, dlaczego w innych regionach Polski są nawet dwa razy wyższe kontrakty. – Mój kolega z Wielkopolski ma 26 tys. punktów, a jeden punkt wyceniany jest u niego na 2 złote. Dlaczego są takie różnice? Przecież żyjemy w tym samym kraju. Czy pacjenci ze świętokrzyskiego są gorsi niż z Wielkopolski? – pyta.

Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, stojący obecnie na czele Rady ds. Rozwoju Stomatologii, od wielu miesięcy zabiega o zwiększenie nakładów na stomatologię.

– Wydatki na poziomie 4 proc. budżetu NFZ to absolutne minimum, aby polska stomatologia mogła funkcjonować. Postulujemy to przy każdej możliwej okazji, zarówno podczas rozmów w Ministerstwie Zdrowia, jak i w trakcie spotkań z parlamentarzystami. Niestety bez oczekiwanego rezultatu. Nie wiem, czy rządzący nie rozumieją problemu, czy w grę wchodzą inne czynniki – mówi Paweł Barucha, nie kryjąc oburzenia.

Dobra intencja, zły efekt

Drastyczne różnice w wysokości kontraktów w poszczególnych województwach wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej określa wręcz mianem patologii. – Wiem o problemie, otrzymuję sygnały w tej sprawie od dentystów z różnych regionów kraju. Taka sytuacja jest nie do zaakceptowania – stwierdza. Wskazuje również na genezę problemu.

– Prezes NFZ dał większą swobodę dyrektorom poszczególnych oddziałów wojewódzkich z intencją, aby tam, gdzie zapotrzebowanie na dane świadczenia jest większe, kontraktowano ich więcej. Byłem na spotkaniu, podczas którego mówił o tym. Intencja była słuszna, niestety dyrektorzy niektórych oddziałów wojewódzkich, zamiast zwiększać liczbę kontraktowanych świadczeń, wykorzystali te uprawnienia w odwrotnym kierunku – informuje Paweł Barucha. Zapowiada, że będzie interweniował w tej sprawie w Centrali NFZ oraz w Ministerstwie Zdrowia.

Mail z prośbą o udostępnienie potrzebnych informacji wysłałem do rzeczników prasowych wszystkich oddziałów wojewódzkich NFZ. Od 22 stycznia do 16 lutego odpowiedź otrzymałem jedynie z dwóch oddziałów: mazowieckiego i świętokrzyskiego.

NFZ tłumaczy

O wyjaśnienie, dlaczego w różnych regionach Polski występują tak duże dysproporcje w wysokości kontraktów stomatologicznych, poprosiliśmy rzecznika prasowego centrali NFZ w Warszawie. Otrzymaliśmy odpowiedź, z której można wywnioskować, że dentyści pracują za takie stawki, na jakie sami się zgodzili. „Ustalenie wysokości umowy oraz ceny za jednostkę rozliczeniową znajduje się w kompetencji oddziałów wojewódzkich i różni się w zależności od oddziału oraz zakresu świadczeń” – pisze Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji Centrali NFZ w Warszawie.

„Zgodnie z art. 142 ust. 6 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych komisja w części niejawnej konkursu ofert może przeprowadzić negocjacje z oferentami w celu ustalenia: 1. liczby planowanych do udzielenia świadczeń opieki zdrowotnej, 2. ceny za udzielane świadczenia opieki zdrowotnej. W poszczególnych zakresach świadczeń stomatologicznych podczas konkursów ofert ustalane są więc różne ceny jednostek rozliczeniowych w odniesieniu do danego zakresu. Oddział wojewódzki NFZ bierze pod uwagę możliwości finansowe oddziału, konieczność zapewnienia jak największej dostępności do świadczeń, analizy epidemiologiczne oraz inne istotne czynniki” – wyjaśnia dyrektor Florek.

Warto jednak w tym miejscu odnotować, że oddziały NFZ nie ogłaszają konkursów na świadczenia stomatologiczne od wielu lat. W Świętokrzyskiem ostatnie postępowanie ofertowe odbyło się w 2017 r. Od tamtego czasu umowy są z roku na rok aneksowane.

Groźba prywatyzacji

– Jeśli obecny kierunek się utrzyma i nakłady na stomatologię nie zostaną zwiększone, publiczna stomatologia stanie się marginalnym dodatkiem do systemu ochrony zdrowia. Pacjenci będą zmuszeni korzystać z drogiej prywatnej opieki, a zdrowie jamy ustnej przestanie być dostępne dla wszystkich na równych zasadach – przestrzega Paweł Barucha. – Może dojść do wtórnej prywatyzacji polskiej stomatologii. Gabinety będą przejmowane przez duże korporacje, które stawiają na ilość, a nie jakość, co w efekcie odbije się na zdrowiu pacjentów.

Samorząd lekarski oraz eksperci rynku zdrowia apelują o zwiększenie nakładów na stomatologię do co najmniej 4 proc. budżetu NFZ. W planie finansowym na 2026 r. fundusz zaplanował na ten cel wydatki w kwocie ponad 4,12 mld zł, co stanowi zaledwie 2,05 proc.

Artur Pedryc

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 3/2026