28 stycznia 2026

Łukasz Jankowski: Rok gaszenia pożarów

Początek roku i ferie zimowe to w systemie ochrony zdrowia czas względnego spokoju. Względnego, bo obserwując działania rządzących, wiemy, że mamy do czynienia z ciszą przed burzą.

Fot. Monika Szałek

W systemie w tym roku zabraknie 23 mld zł. To pieniądze, których nie będzie na leczenie pacjentów na założonym poziomie, a o rozwoju czy reformie wymagającej inwestycji nie ma w ogóle sensu rozmawiać.

Rządzący lubią porównywać ochronę zdrowia do „dziurawego wiadra”, tym samym usprawiedliwiając swój brak zaangażowania w poprawę finansowania systemu. Sęk w tym, że – trzymając się tego porównania – „dziurawe wiadro”, nawet jeśli zostanie załatane, jest tak dysfunkcyjne i zdezelowane, że zacznie znów przeciekać. Trzeba to wiadro wymienić na nowsze, lepsze, dostosowane do obecnych realiów.

System trzeba zreformować, a nie gasić pożary. Przepraszam za ten obrazowy w istocie język, ale tak właśnie staramy się tłumaczyć opinii publicznej to, co dziś się dzieje w systemie. Systemie chaosu, w którym pacjent gubi się w meandrach kolejek i kolejnych skierowań. „Systemie”, który z systemem nie ma wiele wspólnego.

Reformy jednak w tym roku nie będzie – obym się mylił, ale mam wrażenie, że intencje polityków są klarowne. W ochronie zdrowia ma być „spokój”, a ten spokój ma zagwarantować praktykowana od wielu lat strategia gaszenia pożarów. Jednak luka finansowa jest tak duża, że tym razem oprócz akcji gaśniczej czeka nas dramatyczne poszukiwanie oszczędności, nawet kosztem jakości czy dostępności świadczeń. Przykłady? Nie trzeba szukać daleko.

Coraz głośniej dochodzą do nas sygnały o chęci zlikwidowania przez Ministerstwo Zdrowia stażu podyplomowego lekarza i lekarza dentysty. Jak się Państwo domyślacie, nie chodzi o ocenę jakości stażu, chęć reformy i poprawy całego systemu kształcenia lekarzy ani nawet o skrócenie czasu tego szkolenia. Ministerstwo komunikuje bardzo wprost – chodzi o oszczędności. Koszt stażu rocznie to według resortu około 1,2 mld zł.

Takie podejście w zasadzie kończy możliwość rozmowy merytorycznej, można tylko ironicznie zaproponować rezygnację z przeprowadzania egzaminów (bo to koszty), a może skrócenie studiów o połowę. Patrzenie na kształcenie ludzi, którzy będą nas leczyć, przez pryzmat finansowy, to droga donikąd. Będziemy stanowczo protestować nie tylko przeciwko samej likwidacji stażu, ale też przeciwko przyjmowaniu takiej optyki w patrzeniu na nasz zawód.

Kolejny przykład? Priorytet dla pacjentów pierwszorazowych w przyjęciach do AOS. Na papierze – sukces, kolejki do specjalistów magicznie znikają, poradnie, zmuszone przez płatnika, robią miejsce pacjentom pierwszorazowym kosztem wizyt kontrolnych. W rzeczywistości pacjent udaje się np. do kardiologa, szybko otrzymuje termin wizyty, lekarz zleca potrzebne badania i… chory jako „drugorazowy” ląduje na końcu sztucznie wydłużonej kolejki, przesuwanej, żeby przyjąć „pierwszorazowych”.

Na skonsultowanie wyników badań i wdrożenie leczenia, a potem na wizyty kontrolne będzie czekał. Czy to ma sens? Dla płatnika tak, można pochwalić się zmniejszeniem kolejki i oszczędnością, bo chory de facto będzie miał utrudniony dostęp do opieki specjalistycznej. A jak sytuacja przedstawia się dla chorego? Absurd goni absurd.

Próbujemy ukierunkować MZ na działania dla dobra pacjenta. Przedstawiliśmy „piątkę NIL”, rozmawialiśmy o niej z przedstawicielami resortu. Cóż z tego, skoro na obiecaną i wypracowaną automatyzację procesu określania refundacji czekamy kolejne miesiące? Przesuwanie i niedotrzymywanie obietnic źle wpływa na wzajemne zaufanie. Zaufanie, które musi dopiero ostać odbudowane po ostatnich wydarzeniach związanych z wynagrodzeniami lekarzy.

Choć MZ ostatecznie zrezygnowało ze szkodliwego limitowania wynagrodzeń na kontraktach, a najpewniej resortowi nie uda się też ograniczyć ustawy o płacy minimalnej w ochronie zdrowia, to efekty nagonki na lekarzy i nasze wynagrodzenia są w społeczeństwie bardzo widoczne. Zaufanie zostało zburzone i trzeba je odbudowywać, najpewniej przez lata. Droga do tego daleka.

Na początku roku MZ poinformowało nas, że „wypracowano zmiany w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty”, a także innych ustawach dotyczących zawodu lekarza, i resort chciałby je z nami przedyskutować w lutym. Na prośbę o przesłanie konkretów, tak abyśmy mogli je merytorycznie przeanalizować, odpowiedzi brakuje. Bałagan, gra na czas czy strategia negocjacyjna? Tak nie buduje się zaufania.

Tematów jest naprawdę sporo, a samorząd aktywnie uczestniczy w kształtowaniu rzeczywistości w ochronie zdrowia. Pomimo że rządzący nie ułatwiają nam zadania, to tę rzeczywistość kreuje też każdy z Państwa – w gabinecie lekarskim, szpitalnej dyżurce czy przy łóżku chorego.

Nie dajmy się atmosferze zniechęcenia i szukania oszczędności. Leczmy tak, jak potrafimy najlepiej w ramach niewydolnego systemu.  A w ramach ferii zimowych odpocznijmy przed trudami kolejnego roku. Roku, który – obym się mylił – w ochronie zdrowia zapowiada się jeszcze ciężej niż poprzedni.

Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026