5 stycznia 2026

Marzenia o urodzie i cena doskonałości

Ludziom zawsze towarzyszyło dążenie do piękna i estetyki własnego ciała. Jego upiększanie, a potem również kształtowanie według określonych wyobrażeń i wzorców, to nie wytwór najnowszych czasów.

Fot. freepik.com

Antyczne wydłużone czaszki w preinkaskiej kulturze Paracas, chińskie stópki gejsz, formowane (a raczej deformowane, gdyż łamane i krępowane od czasów dynastii Tang z X wieku aż do początku XX wieku), rozciągnięte małżowiny uszne kobiet masajskich obciążone monumentalnymi kolczykami, a także usta etiopskich kobiet (plemienia Mursi) z wprawionymi w nie „talerzami” albo w ydłużone, niemal żyrafie, szyje kobiet plemienia Karen (Padaung) z północnej Tajlandii to tylko niektóre, bardziej spektakularne, przykłady tych odwiecznych dążeń.

Jednak dopiero wiek XX i rozwój tzw. chirurgii estetycznej umożliwił naprawdę wiele. Dzisiaj nikogo już nie dziwi wydłużanie kości czy usuwanie żeber dla celów estetycznych, powiększanie (zmniejszanie) piersi, implanty pośladków, odsysanie tłuszczu z miejsc, gdzie „nie powinno go być”, czy inne drobniejsze ingerencje korygujące.

Trudne początki

Jeszcze w latach dwudziestych XX wieku powszechne było stanowisko, że zabiegi chirurgiczne niesłużące leczeniu (a jedynie mające na celu upiększanie) nie są dopuszczalne, a ich podejmowanie objęte jest ryzykiem lekarza i rodzi jego odpowiedzialność. Tak orzekały sądy francuskie, niemieckie i amerykańskie. Pogląd ten wynikał z niewystarczającego poziomu rozwoju chirurgii i w konsekwencji znacznego ryzyka zabiegów, przekraczającego poziom możliwy do społecznego zaakceptowania.

Jest wiele przykładów orzeczeń zapadających w spektakularnych okolicznościach, bulwersujących opinię publiczną. Do takich należy sprawa francuskiej modelki i tancerki Mademoiselle Geoffre z 1929 r. Chciała wyszczuplić zbyt grube, jej zdaniem, nogi. Moda się zmieniła, długość sukienek skróciła i pojawiła się obawa o utratę pracy. Skutki przeprowadzonego zabiegu okazały się tragiczne. Nie tylko nie osiągnięto wyszczuplenia, ale konieczna okazała się amputacja jednej z nóg z powodu pojawienia się gangreny. W rezultacie na kilka dziesięcioleci ustaliła się zasada, że podjęcie operacji zdrowego organu wyłącznie w celu poprawienia linii skutkuje odpowiedzialnością lekarza (Trib. Civ. Seine, D 1931, 2.141).

Współcześnie dopuszczalność zabiegów chirurgii estetycznej nie budzi już wątpliwości (choć uzasadnienie prawne i warunki podjęcia zabiegu są inne dla tzw. operacji rekonstrukcyjnych, a inne dla chirurgii estetycznej). Te pierwsze mają na celu usunięcie rażących anomalii fizycznych lub deformacji (wrodzonych albo będących skutkiem wypadków lub chorób) i poprawić stan zdrowia (fizycznego bądź psychicznego). Drugie służą wyłącznie poprawieniu wyglądu zewnętrznego i nie mają charakteru leczniczego. Obecnie tam, gdzie zabieg ma cel leczniczy, akceptowalne jest wyższe ryzyko powstania szkody niż w przypadku interwencji o charakterze wyłącznie estetycznym.

Brakująca ustawa

Chirurgia rekonstrukcyjna nigdy nie budziła wątpliwości i jest w pełni dopuszczalna. Znane są przekazy dotyczące jeszcze antycznych, chirurgicznych zabiegów odtworzeniowych nosa utraconego w walkach, co – ze względu na rodzaj używanej broni – nie było wtedy rzadkością. Zabiegi chirurgii rekonstrukcyjnej należą dziś do kategorii szeroko rozumianej chirurgii estetycznej, ale skoro ich cel leczniczy nigdy nie był kwestionowany, zawsze traktowane były jako dopuszczalne prawem pod zwykłymi warunkami. Wyzwaniem są natomiast zabiegi niemające celu terapeutycznego (a przynajmniej niewykazujące wyraźnego celu leczniczego).

Prawo polskie ciągle nie przewiduje specjalnej regulacji prawnej dotyczącej nieleczniczych zabiegów chirurgii estetycznej. A zdecydowanie jest taka potrzeba. Rzecz pozostawiona jest judykaturze sądowej, wspierającej się poglądami ukształtowanymi w doktrynie. Aktualnie zarówno w prawie polskim, jak i zagranicznym nie budzi wątpliwości, że tam, gdzie zabiegom chirurgicznym nie towarzyszy cel leczniczy, konieczna jest podwyższona ochrona pacjenta. Nie może być inaczej, skoro jest ryzyko (jak przy każdej interwencji chirurgicznej), a jednak nie ma „zysku zdrowotnego”.

Wymogi dla poprawiania urody

W judykaturze sądowej wykształciły się już pewne szczególne warunki dopuszczalności ingerencji (czysto) estetycznej. Konieczna jest odpowiednia proporcja pomiędzy ryzykiem zabiegu a spodziewanymi korzyściami. Lekarz ma obowiązek odmówić przeprowadzenia zabiegu, jeśli ryzyko zdecydowanie przewyższałoby ewentualne korzyści. Uważa się też, że dopuszczalne ryzyko musi być przeciętne, przez co rozumiane jest takie, które nie grozi utratą życia albo ciężkimi powikłaniami.

W sytuacji dysproporcji zgoda pacjenta (a nawet jego żądanie) nie będzie wystarczająca i nie będzie uchylała odpowiedzialności lekarza (zarówno cywilnej – odszkodowawczej, jak i karnej). Jego działanie będzie miało charakter bezprawny.

Przykładem nadmiernie ryzykownych zabiegów ciągle są przypadki liposukcji (odsysanie zbędnej tkanki tłuszczowej). Z powodu bardzo znacznego ryzyka dla życia i zdrowia pacjenta przyjmuje się, że jeśli lekarz działa bez potrzeby terapeutycznej, będzie ponosił odpowiedzialność odszkodowawczą, jeśli powstanie szkoda. Drugim szczególnym wymogiem jest obowiązek wnikliwego, możliwie drobiazgowego, poinformowania pacjenta nie tylko o typowych, ale o wszelkich ryzykach zabiegu. A więc nie tylko o ryzykach normalnie przewidywanych, lecz także takich, które zdarzają się zupełnie wyjątkowo.

Już w 1980 r. Sąd Najwyższy orzekł, że: „wymaganie zgody pacjenta na podjęcie zabiegu operacyjnego wyłącznie dla celów estetycznych (polepszenia wyglądu zewnętrznego) jest zachowane tylko wtedy, gdy został on uprzednio dostatecznie poinformowany także o szczególnych – czyli wszystkich mniej lub bardziej możliwych do przewidzenia – skutkach interwencji, niestwarzającej ryzyka wyższego od przeciętnego” (II CR 280/80).

W tej głośnej medialnie sprawie chodziło o operacyjne usunięcie tzw. kępek żółtych z powieki pacjentki bez wskazań medycznych, a jedynie z powodów estetycznych. Pacjentka doznała nie tylko oszpecenia, ale też poważnych następstw zdrowotnych (niedomykanie się powiek i w konsekwencji powtarzające się zapalenie rogówki), w wyniku czego utraciła zdolność do pracy. Przed sądem twierdziła, że gdyby została prawidłowo poinformowana o ryzyku, nie zdecydowałaby się na operację. Już to przesądzało winę i odpowiedzialność lekarza.

Po trzecie, lekarz podejmujący się zabiegu chirurgii estetycznej musi legitymować się szczególnie wysokimi kwalifikacjami, przez co na ogół rozumiana jest specjalizacja z zakresu chirurgii plastycznej. „Zwykły chirurg”, a tym bardziej lekarz innej specjalizacji, takich zabiegów podejmować nie może. W 1973 r. Sąd Najwyższy uznał winę i odpowiedzialność lekarza chirurga ortopedy, który przeprowadził trudną operację plastyczną oczu, nosa i szyi pacjentki, do czego nie miał odpowiednich kwalifikacji i w efekcie wywołał u niej dramatyczne następstwa. Poprzez nadmierne wycięcie skóry powiek spowodował niedomykalność oczu, zaburzenia odpływania łez, a także oszpecił pacjentkę.

Dość oczywistym warunkiem legalności zabiegu jest też cel wysiłków lekarza. Ma nim być poprawienie niedostatków urody. Nie może chodzić o zmianę wyglądu osoby dla uchronienia jej przed odpowiedzialnością karną. W praktyce problem odpowiedzialności (zarówno karnej, jak i odszkodowawczej) aktualizuje się dopiero wtedy, gdy zabieg się nie powiedzie. Wówczas jednak wystarczy, że naruszona została chociażby jedna z przywołanych przesłanek dopuszczalności zabiegu, a wina lekarza będzie przesądzona.

Bez gwarancji

Pacjenci chcieliby umowę z lekarzem chirurgii estetycznej pojmować jako gwarantującą rezultat. Po to przecież zawierają kontrakt, aby: biust był bliższy ich wyobrażeniom, talia węższa, zmarszczki wygładzone itd. Jednak na ogół, przynajmniej w prawie polskim, rzecz wygląda inaczej. Umówiony rezultat nie jest bez znaczenia, przyjmuje się jednak, że zabiegi chirurgii estetycznej (podobnie jak wszystkie inne operacje) nie gwarantują osiągnięcia rezultatu, a jedynie wymagają najwyższego poziomu staranności lekarza. Samo zatem nieosiągnięcie założonego celu nie uruchamia odpowiedzialności cywilnej (odszkodowawczej) lekarza, jeśli zachował on należytą staranność swoich działań.

Wybuchowe implanty

Przyczyną niepowodzenia zabiegu może być nie tylko błąd lekarza. Przy zabiegach estetycznych w grę wchodzi niewłaściwa jakość samego produktu (np. implantu) użytego do zabiegu. W 2010 r. we Francji wybuchł ogólnoświatowy skandal. W efekcie ministerstwa zdrowia wielu państw europejskich zaleciły pacjentkom, które poddały się zabiegom powiększenia piersi przy zastosowaniu silikonowych implantów francuskiej produkcji (Poly Implant Prothèse, PIP) profilaktyczne ich usunięcie i zastąpienie innymi.

Okazało się bowiem, że producent zamiast silikonu medycznego użył do ich wytworzenia taniego silikonu przemysłowego. Ten zaś, szczególnie podczas podróży lotniczych, mógł powodować rozerwanie się torebki i poważne komplikacje zdrowotne dla pacjentki. Słabym pocieszeniem dla 20 tys. poszkodowanych kobiet było natychmiastowe zamknięcie PIP oraz skazanie w 2013 r. jego właściciela, Jean-Claude’a Masa, na cztery lata więzienia, zakaz pracy w sektorze zdrowotnym i zakaz prowadzenia firmy. Współcześnie ze względu na znaczną liczbę zabiegów sprawy o szkodę wynikłą z wszczepienia implantu piersi należą do najczęściej rozpoznawanych przez sądy. Implanty piersi uznawane są ciągle za produkty medyczne wysokiego ryzyka.

Długoletnie procesy

Mimo iż zabiegi estetyczne nie są refundowane przez NFZ, można przypuszczać, że zapotrzebowanie na „chirurgię piękną” będzie nadal wzrastało. To dość oczywisty skutek rosnącej zamożności społeczeństwa. Równie oczywiste są błędy lekarskie, których zapewne także w przyszłości nie będzie mniej. Tym potrzebniejsze wydaje się, w miarę możliwości pilne, uregulowanie prawne zabiegów estetycznych, aby wynik procesów odszkodowawczych nie był tak bardzo niepewny.

Prof. dr hab. Tomasz Justyński, kierownik Katedry Prawa Cywilnego UMK w Toruniu

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 12/2025-1/2026