Paweł Barucha: Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej
Rok 2026 zapowiada się bardzo źle dla polskiej medycyny. Ostrzegaliśmy już dwa lata temu, że zabraknie pieniędzy i że potrzebny jest natychmiastowy plan naprawy systemu. Niestety, rządzący zajmują się zdrowiem dopiero wtedy, gdy katastrofa już się wydarzy.

Finansowanie stomatologii ze środków publicznych na tle medycyny ogólnej wygląda bardzo źle. W ubiegłym roku pieniędzy było za mało, a w tym roku więcej raczej nie będzie. Rachunki za dzieci muszą być opłacone do końca marca, ale za dorosłych nie możemy liczyć nawet na 50 proc. zwrotów za tzw. nadwykonania.
Dodatkowo każdy fundusz regionalny będzie to robił wedle własnego uznania i dostępnych środków, a wiemy, że to źle wróży. W obliczu tak złej sytuacji finansowej tym bardziej dziwią nowe pomysły Ministerstwa Zdrowia.
Od 1 stycznia istnieje możliwość leczenia w znieczuleniu ogólnym każdego pacjenta, bo przecież tak naprawdę każdy jest „niewspółpracujący”. Jaki sens ma wydawanie wielokrotnie większych pieniędzy na takie leczenie, skoro nie ma ich na zwykłe zabiegi? To już spowodowało lawinę pytań do NFZ. Jak w takiej sytuacji odnajdą się dzieci niepełnosprawne, dla których nie będzie miejsca?
Najgorsze jest to, iż ostrzegaliśmy, że tak będzie. Odbyły się spotkania, wysłano pisma z gotowymi dobrymi rozwiązaniami i… nic. Można odnieść wrażenie, że w ministerstwie nikt nie umie czytać ze zrozumieniem. Być może zostanie poprawiona ustawa o zdrowiu w szkole, która de facto likwiduje gabinety szkolne.
Według zapewnień uwzględniono stanowisko NIL, ale uwierzę, jak zobaczę. Jak możemy myśleć o profilaktyce zdrowotnej bez stomatologii w szkołach? Dzieci muszą być uczone dbałości o swoje zdrowie. To inwestycja, a nie koszt. Efektem profilaktyki będzie zmniejszenie wydatków na opiekę medyczną w przyszłości – dlatego potrzebny jest plan na najbliższych dziesięć lat, a nie tylko na przyszły miesiąc.
Próchnica u dzieci nadal ma się świetnie – nie pomogą dentobusy, które pochłaniają ogromną część budżetu NFZ, ani rozszerzenie uprawnień higienistek stomatologicznych. Tak na marginesie, jako jeden z argumentów za niezależnością od lekarzy dentystów podkreślano fakt posiadania przez higienistki studiów wyższych.
Prawda jest taka, że zgodnie z rejestrem na ponad 19 tys. higienistek stomatologicznych tylko 600 ma stopień licencjata. Jak ktoś po szkole policealnej ma prawidłowo ocenić stan zdrowia pacjenta? To kolejny pomysł MZ, który wprowadza tylko chaos i niczego nie poprawia. Zresztą obniżanie standardów leczenia przy małym finansowaniu jest już stałą tendencją.
Pozorna oszczędność prowadząca finalnie do wzrostu wydatków. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia przestanie w medykach widzieć wroga, a zacznie partnera, z którym skutecznie można rozwiązywać problemy i działać dla dobra pacjentów.
Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026