Ppłk dr Agata Będzichowska: Lekarz wojskowy nie powinien siedzieć za biurkiem
Inwestycja państwa w wyszkolenie lekarzy wojskowych wymaga rozwiązań, które zatrzymają ich jak najdłużej w służbie – mówi ppłk dr n. med. Agata Będzichowska, specjalistka immunologii klinicznej i pediatrii z Kliniki Pediatrii, Nefrologii i Alergologii Dziecięcej Wojskowego Instytutu Medycznego w rozmowie z Mariuszem Tomczakiem.

Co skłoniło Panią do wyboru kierunku wojskowo-lekarskiego zamiast studiów na uczelni cywilnej?
Przede wszystkim głęboko zakorzeniony patriotyzm i poczucie misji. Wybór ten był też podyktowany etosem lekarza wojskowego i prestiżem munduru.
Czym zajmuje się Wojskowa Służba Zdrowia w okresie pokoju?
Realizowane są zadania bieżące, takie jak zabezpieczenie medyczne jednostek i szpitali wojskowych, a także wsparcie w sytuacjach kryzysowych, np. podczas klęsk żywiołowych czy kryzysów humanitarnych. Ale dla całego wojska najważniejsze powinno być utrzymywanie gotowości operacyjnej. W czasie pokoju trzeba szkolić się, gromadzić sprzęt i zapasy oraz opracowywać plany związane z potencjalnym konfliktem zbrojnym.
Czy młodzi lekarze garną się do Wojska Polskiego?
Zainteresowanie jest duże, o czym m.in. świadczą rosnące w ostatnich latach limity przyjęć w Kolegium Wojskowo-Lekarskim w Łodzi – obecnie wynosi on 200 osób na rok. Jednak zderzenie z realiami i ograniczeniami Wojskowej Służby Zdrowia po uzyskaniu dyplomu lekarza sprawia, że sporo osób rezygnuje z munduru. I to jest wielki problem, bo jako państwo inwestujemy w szkolenie lekarzy wojskowych, ale okazuje się, że w praktyce brakuje argumentów za zatrzymaniem ich w służbie.
Co trzeba zmienić?
Jednym z najbardziej odczuwalnych problemów jest dysproporcja finansowa. Za te same kompetencje lekarz wojskowy otrzymuje wynagrodzenie o około 20 proc. niższe niż wynosi obecnie płaca minimalna lekarza w sektorze cywilnym. Oznacza to, że moja koleżanka zza biurka z tymi samymi kompetencjami ma zagwarantowaną ustawowo pensję o jedną piątą wyższą ode mnie. Ta luka płacowa powiększy się od 1 lipca w związku z planowanym wzrostem wysokości minimalnych pensji w ochronie zdrowia. Mimo to z badania ankietowego przeprowadzonego wśród lekarzy wojskowych wynika, że kwestie finansowe nie są głównym problemem.
A co nim jest?
Przede wszystkim brak jasno określonej ścieżki rozwoju zawodowego w obszarze medycyny. Nie ma przejrzystych mechanizmów jak powinna przebiegać kariera lekarza wojskowego po uzyskaniu specjalizacji w zakresie utrzymywania i rozwijania nabytych kompetencji. W ustawodawstwie nie przewidziano m.in. tego, by lekarz ze specjalizacją mógł je podtrzymywać w czasie pełnionej służby.
Po drugie, w jednostce wojskowej nie ma możliwości wykonywania praktyki zawodowej. W tej chwili obowiązki lekarza w mundurze skupiają się na kwestiach administracyjnych, które nie mają nic wspólnego z leczeniem. Nie mamy też uprawnień do wystawiania żołnierzom recept czy zwolnień lekarskich – możemy świadczyć tylko pomoc doraźną.
Problemem jest brak zrozumienia w relacjach z przełożonymi. Nasi dowódcy niebędący lekarzami w ogóle nie rozumieją, że musimy podtrzymywać medyczne kompetencje zawodowe, a praca biurowa w jednostce wojskowej na to nie pozwala. Dowódca oczekuje, by lekarz wykonywał obowiązki administracyjne, a lekarz staje się coraz bardziej sfrustrowany, że jego praca polega głównie na tym.
We wrześniu minister obrony narodowej ogłosił powstanie Dowództwa Wojsk Medycznych. Co to oznacza dla lekarzy w mundurach?
Obecnie zmagamy się z ogromnym rozdrobnieniem kompetencji – w każdym rodzaju sił zbrojnych decyzje dotyczące lekarzy zapadają niezależnie, co utrudnia sprawne zarządzanie. Liczymy na to, że nowa struktura skonsoliduje medycynę wojskową pod jednolitym dowództwem. Dzięki temu nasze problemy staną się też bardziej widoczne, bo na tle całej armii nie jesteśmy najliczniejszą grupą.
Na co dzień pracuje Pani w Klinice Pediatrii, Nefrologii i Alergologii Dziecięcej Wojskowego Instytutu Medycznego. Co pediatra robi w wojsku?
Specjalizacja pediatryczna to coś unikalnego w skali sił zbrojnych, ale moje kompetencje medyczne są takie same jak lekarza ogólnego. Pracując w jednostce wojskowej dwa razy w roku jeździłam na poligon, gdzie odpowiadałam za zabezpieczenie medyczne i pomoc doraźną dla żołnierzy. W związku z tym, że mam też specjalizację z immunologii klinicznej, obecnie raz w tygodniu przyjmuję dorosłych pacjentów w poradni immunologicznej. Jestem w trakcie specjalizacji z alergologii, gdzie również nie ma rozgraniczenia na dorosłych i dzieci.
Dzięki specjalizacji z pediatrii dodatkowo mogę wykazywać się i pomagać na wielu innych polach, np. brałam udział w tworzeniu centrów dla uchodźców z Ukrainy, gdzie 60-70 proc. z nich to dzieci, oraz ewakuacji polskich obywateli ze Strefy Gazy w ramach konfliktu izraelsko-palestyńskiego, głównie dbając o bezpieczeństwo najmłodszych. Moje kompetencje były też przydatne w czasie powodzi na Dolnym Śląsku w 2024 r., kiedy w udzielanie pomocy mieszkańcom zalanych terenów było zaangażowanych wielu żołnierzy.