Tania operacja, wysoka cena błędów
Miała być szybka poprawa urody i krótki pobyt w Polsce. Zamiast tego nieudany zabieg i kolejne operacje naprawcze za oceanem. W turystyce medycznej najdroższe bywa to, co z pozoru najtańsze: brak rzetelnej informacji, pośpiech i iluzja „świadomej zgody”.

Okręgowy sąd lekarski (OSL) uznał młodego chirurga plastyka winnym przeprowadzenia operacji nosa u młodej pacjentki pochodzenia polskiego, mieszkającej w USA, bez sprawdzenia świadomej zgody, bez poinformowania o możliwych powikłaniach, ryzyku i następstwach zabiegu oraz bez przedstawienia planu i opisu operacji. Kwalifikacja do zabiegu została ograniczona do krótkiej rozmowy w sali przedoperacyjnej.
OSL zdecydował o czasowym – na okres jednego roku – zawieszeniu prawa wykonywania zabiegów plastycznych w obrębie głowy. Od tego orzeczenia obwiniony lekarz odwołał się do Naczelnego Sądu Lekarskiego (NSL), wnosząc o uniewinnienie. NSL utrzymał orzeczenie w mocy, wprowadzając jedynie modyfikację dotyczącą zakresu kary – ograniczoną wyłącznie do operacji nosa.
Długofalowe konsekwencje
Zabieg był całkowicie nieudany, a uzyskany efekt estetyczny bezdyskusyjnie zły. Pacjentka wymagała dwóch operacji naprawczych przeprowadzonych już w Stanach Zjednoczonych. Jednak dla NSL kluczowe i najbardziej niepokojące okazały się nie tylko skutki medyczne, lecz przede wszystkim sposób komunikacji z pacjentką i jej mężem przed planowanym zabiegiem estetycznym nosa. Komunikacja odbywała się drogą mailową oraz za pośrednictwem komunikatora WhatsApp.
Przed samym zabiegiem nie doszło do żadnego bezpośredniego kontaktu z lekarzem operującym – pacjentka i jej mąż zobaczyli go dopiero tuż przed operacją. Źródłem wiedzy o planowanym zabiegu w prywatnej firmie był nie lekarz, lecz koordynator (anglista), pracownik recepcji oraz ankieta w języku angielskim. Główną zachętą była kilkakrotnie niższa cena.
„Świadoma zgoda” z nazwy
To z koordynatorem pacjentka uzgadniała rodzaj zabiegu. Początkowo planowany był face lifting, jednak ze względu na konieczność 14-dniowej rekonwalescencji zrezygnowała z tej opcji. Zdecydowała się na operację nosa i warg, mieszczącą się w ramach jednodniowego pobytu, ponieważ miała inne plany na dalszą część wizyty w Polsce – wyraźnie nie zdając sobie sprawy z tego, co ją faktycznie czeka.
Szczególnie kuriozalny okazał się zapis w formularzu zgody, wymagający od pacjenta oświadczenia, że jest on świadomy braku podstaw do odpowiedzialności cywilnoprawnej lekarza, w przypadku gdy efekt operacji nie będzie zgodny z oczekiwaniami. Pomijając fakt, że osoba wychowana w Polsce, nawet po latach pobytu w USA, gdzie posługuje się językiem angielskim w wersji potocznej, może nie mieć pełnego zrozumienia skomplikowanych terminów medycznych, wątpliwości budzi także sam sposób uzyskania zgody.
Zgodę na operację nosa podpisał mąż pacjentki, natomiast zgodę na zabieg liposukcji – sama pacjentka. Nie zostało to zweryfikowane przez lekarza operującego. Co więcej, w skąpej w treści karcie informacyjnej wpisano całkowicie inny zabieg niż ten, który faktycznie przeprowadzono.
Na końcu pojawia się jeszcze jeden istotny wątek: pierwotnie pacjentka miała być operowana przez innego chirurga, jednak pod wpływem opinii reklamowych zamieszczonych na Facebooku oraz na portalu ZnanyLekarz.pl zmieniła decyzję i wybrała innego operatora.
Jacek Miarka, przewodniczący Naczelnego Sądu Lekarskiego
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026
Kodeks Etyki Lekarskiej:
Art. 8:
Lekarz powinien przeprowadzać wszelkie postępowanie diagnostyczne, lecznicze i zapobiegawcze z należytą starannością, poświęcając im niezbędny czas.
Art. 13:
1. Obowiązkiem lekarza jest respektowanie praw pacjenta do świadomego udziału w podejmowaniu decyzji dotyczących jego zdrowia.
2. Informacja udzielona pacjentowi powinna być sformułowana w sposób dla niego zrozumiały.
3. Lekarz powinien poinformować pacjenta o stopniu ewentualnego ryzyka zabiegów diagnostycznych i leczniczych, i spodziewanych korzyściach związanych z wykonywaniem tych zabiegów, a także o możliwościach zastosowania innego postępowania medycznego.