W Polsce przybywa milionerów
Już co dziesiąty inwestor indywidualny może dziś mówić o sobie „milioner” i nie są to wyłącznie zawodowcy z branży finansowej.

Wiele osób nie kryje zaskoczenia, kiedy słyszą, że ktoś porównuje giełdę papierów wartościowych z targowiskiem lub giełdą samochodową. Istnieje jednak zasadnicza różnica – na osiedlowym bazarze czy małomiasteczkowym targu cenę kilograma jabłek czy pęczka pietruszki można negocjować z różnymi sprzedawcami twarzą w twarz, a handel instrumentami finansowymi na giełdzie papierów wartościowych jest scentralizowany i odbywa się w formie elektronicznej.
Bez czerwonych szelek
W ostatniej edycji Ogólnopolskiego Badania Inwestorów wzięło udział ponad 6 tys. osób. Nie byli to zawodowi maklerzy w czerwonych szelkach, którzy godzinami wpatrują się w migające na ekranie komputera wykresy i na pamięć znają wszystkie aktualne wskaźniki makroekonomiczne. Badanie przeprowadziło Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych wśród zwyczajnych Polaków inwestujących nadwyżki finansowe. Choć może nie do końca tak zwyczajnych, bo lokowanie środków na giełdzie wciąż uchodzi za coś niekonwencjonalnego.
Średni wiek inwestora indywidualnego w Polsce wynosi 39 lat, a zdecydowana większość zajmuje się giełdą po godzinach. Jako źródło utrzymania najczęściej wymieniają umowę o pracę lub umowę zlecenie (62,6 proc.) i działalność gospodarczą (24,2 proc.). Mianem zawodowego inwestora giełdowego określa się jedynie 2 proc. respondentów – to znacznie mniej niż rencistów i emerytów (3,7 proc.). Wprawdzie większość ankietowanych ma wyższe wykształcenie (56,6 proc.), ale posiadanie dyplomu z zakresu nauk ekonomicznych zadeklarowało tylko 17,1 proc.
Liczby nie kłamią
A teraz najważniejsze – portfel inwestycyjny o wartości przekraczającej 1 mln zł ma 9,8 proc. ankietowanych, co oznacza, że prawie co dziesiąty jest milionerem. Być może jest ich nawet więcej, bo kilka procent odmówiło udzielenia odpowiedzi. Dla porównania: w 2024 r. było to 8,3 proc., w 2023 r. – 6,1 proc., a w 2022 r. – 5,9 proc. Więcej niż co drugi dopłaca do swojego portfela co miesiąc, a więcej niż co czwarty – kilka razy w roku.
Główną motywacją do inwestowania – po raz pierwszy w historii badania, które zostało przeprowadzone już po raz 23. – jest oszczędzanie na przyszłą emeryturę, co niewątpliwie świadczy o rozwadze i dalekowzroczności. Ponad połowa ankietowanych za największą słabość rynku kapitałowego uznaje tzw. podatek Belki, a nieco rzadziej niż co drugi – niski poziom edukacji finansowej.
Po co o tym piszę? Bo wyniki badania unaoczniają, że rynek kapitałowy daje szansę na pomnażanie nadwyżek finansowych i jest to możliwe praktycznie dla każdego od Helu po Zakopane. Nie trzeba być ekonomistą czy finansistą, żeby zacząć inwestować. Ba, inwestowanie da się godzić z życiem prywatnym i zawodowym, w tym pracą na etacie. I choć nie wiadomo, ile osób spośród kilku tysięcy ankietowanych ma wykształcenie medyczne, wątpię, aby nie było wśród nich lekarzy.
Nowa fala
O tym, że inwestowanie staje się coraz popularniejsze, świadczy m.in. wzrost liczby rachunków maklerskich. Jak podaje Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych, na koniec stycznia 2026 r. było ich ponad 2,6 mln, tj. ponad 600 tys. więcej niż rok wcześniej. Dane obejmują wszystkie rachunki z dostępem do rynku polskiego, więc trudno powiedzieć, ile osób dokonuje regularnych dopłat, ale z informacji przekazywanych przez domy i biura maklerskie wynika, że sporo rachunków jest rokrocznie zasilana nowymi środkami.
Od 1 stycznia br. obowiązują wyższe limity wpłat na „pokrowce antypodatkowe”: indywidualne konto emerytalne, indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego oraz ogólnoeuropejski indywidualny produkt emerytalny. Za pośrednictwem maklerskiego IKE i maklerskiego IKZE można bez tzw. podatku Belki samodzielnie inwestować w akcje, obligacje i różne fundusze, a w ramach OIPE w naszym imieniu robi to instytucja finansowa – wystarczy zlecić przelew, a reszta dzieje się już bez naszego udziału. Więcej na ten temat w kolejnym materiale.
Mariusz Tomczak
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 3/2026