Między winą a chorobą. Gdzie jest granica poczytalności?
Stan psychiczny nie może przesądzać o wyłączeniu odpowiedzialności karnej. Kluczowe jest ustalenie jego związku z popełnionym czynem zabronionym – podkreśla dr n. med. Jerzy Pobocha, psychiatra, biegły sądowy Sądu Okręgowego w Szczecinie, w rozmowie z Lidią Sulikowską.

W maju 2025 roku Polskę zelektryzowała informacja o szokującej zbrodni, do której doszło na terenie kampusu Uniwersytetu Warszawskiego. Ze względu na specyfikę zdarzenia od razu pojawiły się pytania o poczytalność sprawcy. Jaką ma Pan refleksję na temat tej sprawy?
Na podstawie ogólnodostępnych informacji można stwierdzić, że Mieszko R., zabijając siekierą jedną osobę i ciężko raniąc kolejną, najprawdopodobniej był pod wpływem myśli i ocen, które absolutnie wykraczają poza normalne myślenie. To było zabójstwo z gryzieniem zwłok włącznie. Mężczyzna tłumaczył, że czuł się predatorem, który musiał zaatakować.
Motywacja i natura samego czynu wskazują na bogaty i wyróżniający się w sensie psychopatologicznym obraz psychozy, co jest przesłanką uznania niepoczytalności, a tym samym wyłączenia odpowiedzialności karnej. Zgodnie z art. 31 Kodeksu karnego nie popełnia przestępstwa ten, kto z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych nie mógł w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem.
Czy faktycznie tak było w przypadku Mieszka R., ustalą biegli psychiatrzy sądowi, a ostateczny werdykt wyda sąd. Statystycznie niepoczytalność stwierdza się u co dziesiątej osoby kierowanej na obserwacje sądowo-psychiatryczne oceniające poczytalność.
To jednak bywa problematyczne, o czym świadczy choćby fakt, że sądy zasięgają więcej niż jednej opinii, a te często różnią się między sobą. Tak było m.in. w głośnej sprawie Kajetana P., który odebrał życie lektorce języka włoskiego, a następnie poćwiartował jej ciało. Z czego wynikają rozbieżności?
Psychiatria sądowa opiera się na opiniowaniu intuicyjno-szacunkowym. Nie da się czegoś stwierdzić na 100 proc. Zazwyczaj każdy kolejny zespół opiniujący zagłębia się w to, co ustalili poprzednicy. To pozwala wychwycić ewentualne błędy i wyjaśnić wątpliwości, ale powoduje też, że procesy sądowe ciągną się latami. Niestety w Polsce biegli, nie tylko zresztą psychiatrzy, są powoływani w najdrobniejszych nawet sprawach, co powoduje, że ich brakuje i są przeciążeni pracą.
Trzeba też podkreślić, że niestety wielu psychiatrów sądowych w dalszym ciągu przyjmuje zasadę, że jeśli sprawca był osobą z objawami psychotycznymi, to znaczy, że był niepoczytalny. Tymczasem stan psychiczny sam w sobie nie może przesądzać o wyłączeniu odpowiedzialności karnej. Kluczowe jest ustalenie jego związku z popełnionym czynem zabronionym.
Dlatego przy sporządzaniu opinii bardzo pomaga nie tylko analiza dotychczasowej dokumentacji medycznej badanego i ustalenie, czy ma problemy ze zdrowiem psychicznym, ale też zapoznanie się z aktami sprawy – jest tu mnóstwo szczegółów, które pomagają ustalić, czy istniała taka zależność. Jest to zasada obiektywizmu.
Na przykład?
Dużo wyjaśnia sposób działania sprawcy zarówno przed popełnieniem czynu, w jego trakcie, jak i po nim. Jeśli się wcześniej przygotowywał, np. obserwował ofiarę, a po zatrzymaniu kłamał, mataczył, zmieniał wersję, są to sygnały alarmowe. Opowiem na przykładzie amerykańskim. Pewien obywatel USA strzelał do samochodów jadących autostradą, aż w końcu go złapano. Miał stwierdzoną schizofrenię, ale podczas śledztwa wyszło kilka zachowań udowadniających, że był świadom tego, co robi.
Na przykład to, że przeniósł się strzelać gdzie indziej, gdy usłyszał w mediach, że teren, na którym do tej pory atakował, będzie bardziej pilnowany przez policję. To znaczy, że umiał racjonalnie ocenić swoją sytuację. Nie przyznał się też ojcu, co zrobił, co oznaczało, że wykazywał się pewną kontrolą oraz krytycyzmem wobec tego, co zrobił.
W 1984 r. był Pan w zespole opiniującym Pawła Tuchlina, który zabił dziewięć kobiet. Werdykt: poczytalny.
Sprawa była trudna, ale starałem się zrobić wszystko, aby nasza opinia nie wzbudzała wątpliwości. Udało się, co jednak wymagało między innymi powołania wielu biegłych. W zespole poza lekarzami psychiatrami było dwóch psychologów, dwóch seksuologów, genetyk, neurolog i endokrynolog. Natomiast wiele spraw jest oczywistych.
Na przykład opiniowałem człowieka, który odciął głowę urzędnikowi, bo ten nie uznał jednego z jego pomysłów patentowych. Tamten mężczyzna chorował na schizofrenię i miał dużą fiksację na punkcie wynalazków. Po zabójstwie spokojnie czekał na policję, do wszystkiego się od razu przyznał. Czasem jednak ustalenie związku bywa kłopotliwe. Są takie sytuacje, gdy do sporządzenia opinii potrzebny jest wielokrotny kontakt z badanym i konsultacje u innych specjalistów.
O niepoczytalności często mówi się w kontekście samobójstw rozszerzonych.
Media często posługują się takim sformułowaniem, ale prawidłowo powinno się mówić o samobójstwie po zabójstwie. Pamiętam sprawę pielęgniarki, która chorowała na ciężką postać depresji. Nie było poprawy w leczeniu. Kobieta miała niepełnosprawną córkę i bardzo martwiła się o jej los. Pewnego dnia podcięła córce żyły, a następnie sobie. Obydwie na szczęście przeżyły. Stwierdziliśmy u niej niepoczytalność.
Co w takich sytuacjach świadczyłoby na niekorzyść sprawcy?
Musiałby wystąpić jakiś nie chorobowy element celowości popełnianego czynu. Na przykład gdyby kobieta zabiła własne dziecko, a następnie próbowała nieskutecznie odebrać sobie życie, a w toku śledztwa okazałoby się, że ma nowego partnera, a dziecko było przeszkodą w ich związku.
Często badani symulują? W końcu w grę wchodzi uniknięcie kary więzienia.
Zdarza się. Najczęściej udają, że mają depresję, lub mówią, że słyszą głosy, albo że w nocy odwiedza ich matka. Na szczęście coraz trudniej nabrać lekarza i psychologa, bo mamy coraz więcej narzędzi diagnostycznych do wykrywania symulacji, w tym testy psychologiczne wyłapujące te kwestie.
Kodeks karny przewiduje sytuację, w której sprawca może mieć stwierdzoną ograniczoną poczytalność, co jednak nie wyłącza odpowiedzialności karnej. Tak było w sprawie Stefana W., który zabił prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.
Ten człowiek miał najpierw stwierdzoną schizofrenię paranoidalną, ale nie uniknął kary. O ile dobrze pamiętam, w jego sprawie sporządzono trzy opinie sądowo-psychiatryczne, tylko jedna mówiła o niepoczytalności sprawcy w momencie ataku, a dwie o ograniczonej poczytalności. Ta sprawa pokazuje, jak ważne jest zbadanie związku przyczynowo-skutkowego. Ograniczona poczytalność może być uznana za okoliczność łagodzącą przy wymierzaniu kary, ale akurat w tym przypadku tak się nie stało. Finalnie skazano go na dożywocie.
Gdy sprawca wprawił się w stan nietrzeźwości lub odurzenia powodujący wyłączenie lub ograniczenie poczytalności, które przewidywał albo mógł przewidzieć, nie ma mowy ani o niepoczytalności, ani o ograniczonej poczytalności.
To prawda. Mamy wówczas do czynienia z niepoczytalnością zawinioną. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inną sytuację – gdy w wyniku zażywania substancji odurzających wystąpi psychoza, która może trwać wiele tygodni albo miesięcy, i w tym stanie zostaje popełnione przestępstwo. W USA uważa się, że sprawca mógł taką sytuację przewidzieć, a więc podlega odpowiedzialności karnej. U nas tak nie jest, zresztą w innych europejskich krajach też nie.
Raz sporządziłem opinię w takiej sprawie, nie stwierdzając niepoczytalności sprawcy, chociaż wiedziałem, że ona nie przekona sądu. Chodziło o człowieka, którego lekarze wielokrotnie ostrzegali, aby nie brał narkotyków, bo one wywołują u niego psychozę. Nie posłuchał. Sytuacja po raz kolejny się powtórzyła, a on w stanie psychozy popełnił przestępstwo. Inni biegli uznali, że był niepoczytalny.
Co może ułatwiać pracę przy sporządzaniu opinii?
Doradzam, aby była jak najbardziej pragmatyczna, a przez to mniej pracochłonna. Biegli potrafią przepisywać 100-200 stron akt sprawy. To zupełnie niepotrzebne. Przecież wystarczy się powołać na fakty, a nie je dosłownie przytaczać. Ja sam tej tendencji kiedyś uległem. Trzeba jednak się wczuć w rolę prokuratora czy sędziego, którzy się z tymi opiniami zapoznają.
Zwróciłbym też uwagę na audiowizualną rejestrację przeprowadzanego badania sądowo-psychiatrycznego. To pomoc zarówno dla sporządzających opinie, którzy mogą wrócić do interpretacji pewnych zachowań, ale też dla stron postępowania i sądu, którzy mogą lepiej zrozumieć bardziej enigmatyczne fragmenty opinii. Na przykład biegli często piszą, że badany miał ześlizgi myślowe, ale na czym one polegały?
Wówczas można by zacytować, o co konkretnie chodziło, albo odesłać do transkrypcji z zarejestrowanego badania. Możliwość wglądu do zapisu wideo może być też przydatna dla kolejnego zespołu biegłych, co pokazuje przykład sprawy Andersa Breivika. W jego przypadku przebieg badania zarejestrowano, dzięki czemu drugi zespół psychiatrów opiniujących dowiódł, że w pierwszej opinii zbyt pochopnie orzeczono o urojeniu paranoidalnym sprawcy. Chodziło o nadinterpretację słów Breivika, który wyznał, że „zna myśli innych ludzi”.
Dr n. med. Jerzy Pobocha od 55 lat sporządza opinie sądowo-psychiatryczne, m.in. w sprawach dotyczących brutalnych zabójstw. Był inicjatorem powstania Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej. Dwukrotnie pełnił funkcję prezesa tej organizacji.
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 12/2025-1/2026