Powiaty ostrzegają: grozi zamykanie oddziałów
To nie jest już spór o wynagrodzenia, tylko realne ryzyko paraliżu całej opieki zdrowotnej – ostrzega Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, przewodniczący Konsorcjum Dolnośląskich Szpitali Powiatowych, w rozmowie z Lucyną Krysiak.

Czego obawiają się zarządzający szpitalami powiatowymi w związku z zapisami tzw. ustawy podwyżkowej?
Nowelizacja ustawy o najniższym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia z 2021 r. miała zagwarantować godne wynagrodzenia pracownikom tego sektora i w rzeczywistości ten cel został osiągnięty. Państwo przeznaczało corocznie na wzrost wynagrodzeń od 16 do 18 mld zł – w zależności od potrzeb kształtujących się w danym roku. Sejm, uchwalając ustawę, nie wskazał jednak źródeł finansowania jej skutków. To spowodowało, że Narodowy Fundusz Zdrowia musiał znaleźć w swoim budżecie odpowiednie środki i opracować sposób rozdysponowania tych pieniędzy.
Niestety, algorytm podziału wprowadzony w 2021 r. spowodował, że wiele szpitali powiatowych dostało zbyt mało pieniędzy i nie wystarczało ich na pokrycie kosztów podwyżek wynikających z ustawy. I od tego zaczęły się poważne problemy finansowe szpitali powiatowych. W latach 2021-2024 rekomendacje Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zawierały zapisy zapewniające odpowiednią pulę środków na podwyżki dla pracowników zatrudnionych na etatach, na podstawie umowy-zlecenia oraz na tzw. kontraktach.
W 2025 r. zmieniono sposób podejścia do tych zapisów i AOTMiT w rekomendacjach wyraźnie zaznacza, że środki finansowe przeznaczone na podwyżki będą obejmować tylko pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. AOTMiT wyliczyła, że będzie to kwota ok. 9,1 mld zł. Pojawia się więc pytanie, co z pozostałym personelem zatrudnionym na umowach cywilnoprawnych? Już w czerwcu zaapelowaliśmy do Ministerstwa Zdrowia o zabezpieczenie środków dla pracowników zatrudnionych na wszystkich rodzajach umów. Według naszych szacunków w grę wchodzą kwoty rzędu 18-19 mld zł, które są potrzebne do zbilansowania waloryzacji wynagrodzeń.
A co może się stać, jeśli resort wprowadzi CAP na wynagrodzenia kontraktowe i wymóg minimum pół etatu w jednej placówce?
Ministerstwo Zdrowia chce wprowadzić zapis, który ściśle określi, że lekarz o specjalizacji zabiegowej, zatrudniony na podstawie umowy cywilnoprawnej, może pracować minimum 19 godzin tygodniowo. Taki zapis spowoduje, że 90 proc. szpitali powiatowych nie będzie mogło spełnić tego warunku. Jeżeli ten zapis zostanie wprowadzony, to w naszej ocenie tylko pod warunkiem ustalenia okresu przejściowego – i musiałoby to być minimum pięć lat. Inaczej szpitale powiatowe będą zmuszone zamykać oddziały zabiegowe i konsekwencje tego będą dramatyczne. Pogłębią się utrudnienia w dostępności do usług w powiatowych szpitalach i znacznie wydłużą się kolejki na zabiegi lub staną się one całkowicie niedostępne dla pacjentów.
Czy szpitale powiatowe mają plan awaryjny?
Jako OZPSP wielokrotnie na różnych forach przedstawialiśmy swoje koncepcje dotyczące reformy systemu ochrony zdrowia. Podkreślę to jeszcze raz z całą stanowczością – chodzi o reformę całego systemu, a nie tylko jednego z jej elementów, czyli reformę szpitalnictwa, ponieważ to niewiele zmieni. Potrzebna jest opracowana przynajmniej na 10 lat strategia działań, a w naszym kraju niestety co cztery lata są wybory i za każdym razem, kiedy zmieniają się rządzący, zmieniają się pomysły na reformowanie ochrony zdrowia.
Reformujemy system już 26 lat i niewiele z tego wyszło, a nawet – jak widzimy – jest coraz gorzej. Dzieje się tak, ponieważ jest za dużo polityki w zdrowiu, a za mało zdrowego rozsądku i merytorycznych decyzji. Niestety, działamy cały czas interwencyjnie. Trudno mieć w tej sytuacji plan awaryjny, bo sytuacja jest bardzo dynamiczna. Z doświadczenia wiem, że jeśli kryzys będzie się pogłębiać, związek szybko zareaguje i należy spodziewać się protestów.
Ile potrzeba pieniędzy na podwyżki i kogo powinny one obejmować?
Mechanizm wypłacania podwyżek powinien obejmować wszystkich kluczowych wykonawców świadczeń – zarówno zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, jak i wykonujących zadania na umowie-zleceniu oraz w ramach kontraktu, ale przy obecnym finansowaniu jest to nierealne. Jeżeli ustawa o najniższym wynagrodzeniu będzie obowiązywała w obecnej, niezmienionej formie, to według naszych szacunków potrzeba 18-19 mld zł rocznie, aby zrealizować jej założenia.
A jeśli tych pieniędzy nie będzie i podwyżki będą wypłacane ze środków na leczenie?
Naszym zdaniem już się to dzieje. W tym roku NFZ przekazał środki na podwyżki, uwzględniając tylko zatrudnionych na umowach o pracę, i trzeba było sięgnąć po fundusze przeznaczone na leczenie chorych. Jak wspomniałem wcześniej, w poprzednich latach w rekomendacji były uwzględnione również umowy-zlecenia i umowy cywilnoprawne.
Szpitale powiatowe, chcąc w 2025 r. uregulować podwyżki objęte tymi umowami, musiały tę pulę wygospodarować ze środków przeznaczonych na leczenie pacjentów, przez co została również zachwiana płynność finansowa. Proszę zauważyć, że pogarszająca się w ostatnim czasie kondycja szpitali powiatowych cały czas oscyluje wokół tzw. ustawy podwyżkowej i pieniędzy, które trzeba wygospodarować na ten cel.
Czy mimo wcześniejszych sporów o wynagrodzenia dyrektorzy będą współpracować z lekarzami w tym zakresie?
Tak. Praktyczna współpraca jest możliwa, a wręcz niezbędna. Każdy dyrektor dba o to, żeby wszyscy pracownicy przychodzili do pracy chętnie, a nie z przymusu, i byli usatysfakcjonowani. Wtedy efektywność pracy znacznie wzrasta. Dialog i współpraca budują zespoły i atmosferę w pracy. W sytuacji systemowego kryzysu dyrektorzy i lekarze mają wspólny interes w wypracowaniu rozwiązań najlepszych dla nich i placówki. OZPSP apeluje o jedność wobec rozwiązywania problemów w tej bardzo trudnej sytuacji, gdyż eskalacja sporów na pewno temu nie sprzyja.
Jaka jest skala problemu, ile personelu, w tym lekarzy, zatrudniają szpitale reprezentowane przez OZPSP i co ich czeka w kryzysie?
OZPSP reprezentuje 224 szpitale powiatowe. Placówki te zatrudniają dziesiątki tysięcy pracowników medycznych i niemedycznych, potrzebnych do zagwarantowania niezbędnej dostępności do świadczeń. Przy aktualnej sytuacji, czyli widmie „bankructwa” systemu, może dojść do ograniczenia prowadzonej działalności, zamykania oddziałów, a w konsekwencji do zwolnień pracowników.
Uważam, że można uniknąć tego scenariusza, ale to wymaga pilnych, mądrych i odważnych decyzji finansowych i systemowych. OZPSP przedstawiło rozwiązania, takie jak m.in. transparentne źródło finansowania podwyżek (dotacja celowa z budżetu państwa), utworzenie powiatowych centrów zdrowia, które zagwarantują koordynowanie opieki nad pacjentem w danym rejonie, solidarna składka zdrowotna. Związek przedstawiał swoje propozycje, m.in. 10-punktowy plan naprawczy. Chcemy podjęcia rozmów na ten temat.
Może wystarczy przeorganizować placówki, zamiast podejmować tak drastyczne kroki jak likwidacja?
Reorganizacja (integracja usług, optymalizacja pracy) jest nieunikniona i jest częścią rozwiązania, ale samo przeorganizowanie bez dodatkowych pieniędzy nie wystarczy. Likwidacja to ostateczne działanie, o jakim powinniśmy myśleć. Pamiętajmy, że za wschodnią granicą mamy wojnę, a akty sabotażu dzieją się także w naszym kraju i będą się wydarzać coraz częściej. Mogą one spowodować katastrofy masowe, a w takim przypadku szpital w pobliżu jest niezbędny.
A co Pan myśli o koncepcji Ministerstwa Zdrowia, by otwierać porodówki na SOR-ach?
To jest rozwiązanie awaryjne, które ma zniwelować skutki zamykania porodówek w małych miejscowościach, ale budzi kontrowersje. Jego zaletą może być większa dostępność pilnej pomocy porodowej tam, gdzie nie funkcjonuje tradycyjny oddział położniczy. Jednak SOR nie jest naturalnym środowiskiem porodowym (sprzęt, personel, warunki), co może rodzić ryzyka kliniczne i organizacyjne. Wymaga określenia wyraźnych standardów, wyspecjalizowanej obsady położnych i sprawnego systemu transportu do ośrodków referencyjnych w razie takiej konieczności. Projekt Ministerstwa Zdrowia był w konsultacjach i jest przedstawiany jako instrument zastępczy.
OZPSP domaga się także zapewnienia środków na dalszą realizację pilotażowego programu „Dobry posiłek w szpitalu”. O jakich kwotach mówimy?
Program odmienił szpitalne posiłki. W obecnej wersji pilotażu mówimy o kwotach około 25,62 zł na osobodzień. Domagamy się kontynuacji i stałego finansowania tego programu, a w przyszłości regularnej waloryzacji stawki za wyżywienie. Poprawa jakości żywienia w ramach tego programu jest zauważalna, zapewnia pacjentom wyżywienie adekwatne do ich stanu zdrowia, zgodne z zaleceniami. Umożliwia też pacjentom zwiększenie dostępności do porad dietetyków, co jest integralną częścią procesu leczenia. Podnoszenie standardów żywienia w szpitalach niewątpliwie sprzyja także rekonwalescencji. Ten pilotaż był już kilkakrotnie przedłużany, liczymy więc, że w końcu program przestanie być pilotażem i zacznie obowiązywać w szpitalach jako standard.
Związek nie wyklucza zorganizowania ogólnopolskiej akcji protestacyjnej, do której włączyłyby się samorządy. Czy Pana zdaniem taki protest wpłynie na rządzących?
Wydaje się, że już spisali oni szpitale powiatowe na straty. Protest jest ostatecznym rozwiązaniem. Mamy nadzieję, że do niego nie dojdzie, że publiczne i samorządowe naciski skłonią decydentów do opracowania długofalowych rozwiązań systemowych wraz z jasnym wskazaniem źródeł ich finansowania. Apelujemy przede wszystkim o rozmowy – jesteśmy gotowi podjąć dialog z rządzącymi i wspólnie szukać porozumienia.
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 12/2025-1/2026