Wojsko Polskie: kadry medyczne w centrum uwagi
Wojskowa służba zdrowia wymaga reanimacji, ponieważ boryka się z narastającymi od dawna problemami. Pilne zmiany są potrzebne zwłaszcza w odniesieniu do lekarzy.

„Pokój daje nam tylko jedną szansę – przygotować medyków na wojnę. Kto zlekceważy ten czas, zapłaci życiem w chwili kryzysu”. Tak brzmi motto raportu pt. „Przywrócić rangę, zatrzymać talenty – strategia rewitalizacji korpusu lekarzy Sił Zbrojnych RP. Diagnoza deficytów kadrowych oraz program reform strukturalnych wojskowej służby zdrowia”.
Jego głównym autorem i jednocześnie redaktorem naukowym jest gen. broni prof. dr hab. n. med. Grzegorz Gielerak, a współautorami dr hab. n. med. Justyna Klingemann i mgr Paweł Wiktorzak. 80-stronicowe opracowanie przygotowane przez Wojskowy Instytut Medyczny – Państwowy Instytut Badawczy w Warszawie ujrzało światło dzienne pod koniec listopada 2025 r.
W istocie jest programem naprawczym wojskowej służby zdrowia wymagającym współdziałania czterech ministerstw: obrony narodowej, zdrowia, nauki i szkolnictwa wyższego oraz finansów. Autorzy przekonują, że przeprowadzenie reformy ma krytyczne znaczenie dla bezpieczeństwa Polski, a wynikające z wieloletnich zaniedbań niedobory kadrowe mogą podważyć wiarygodność doktryny obronnej państwa.
Jeden na 260
Deficyt kadr lekarskich w Siłach Zbrojnych RP zagraża ciągłości zabezpieczenia medycznego i ma się nijak do realnych potrzeb operacyjnych. Obecnie w strukturach Wojska Polskiego jest obsadzonych 888 stanowisk na 1506 etatów lekarskich. Oznacza to 59-proc. pokrycie etatowe i brak 618 lekarzy różnych specjalności. Wyjątkowo dramatyczna sytuacja występuje wśród psychiatrów wojskowych – służbę pełni tylko 13 specjalistów, a specjalizację w tej dziedzinie odbywa ok. 20 lekarzy.
W niektórych garnizonach, jak czytamy w raporcie, „nieobecność jedynego lekarza destabilizuje de facto lokalny system opieki, zmuszając dowódców do wyboru między bieżącym bezpieczeństwem a rozwojem przyszłych kompetencji”. Podczas gdy w armiach państw należących do Sojuszu Północnoatlantyckiego (NATO) za standard przyjmuje się obecność jednego lekarza wojskowego na 100 żołnierzy, w Polsce ta proporcja wynosi 1:260.
Mówiąc w skrócie – jest źle, a może być jeszcze gorzej. W związku z tym, że nasze siły zbrojne mają ulec powiększeniu o ok. 100 tys. żołnierzy, korpus przygotowany do zabezpieczenia medycznego operacji wojskowych i reagowania kryzysowego nie może pozostać na dotychczasowym poziomie. „Gotowość medyczna warunkuje gotowość operacyjną” – podkreślają autorzy raportu.
Odchodzą młodzi, ale też doświadczeni
W ubiegłym roku kształcenie przeddyplomowe zakończyło 116 oficerów- -lekarzy, a w poprzednich latach – po kilkadziesiąt osób. Sęk w tym, że wielu z nich (25-40 proc.) nie chce podejmować służby zawodowej w siłach zbrojnych lub rezygnuje z niej wkrótce po uzyskaniu dyplomu lekarza.
Z ankiety internetowej przeprowadzonej jesienią 2025 r. wśród 123 studentów V i VI roku Kolegium Wojskowo-Lekarskiego wynika, że co trzeci (31 proc.) skłania się do odejścia do cywila, co czwarty (28 proc.) nie podjął decyzji w tej sprawie, a tylko mniej niż połowa (41 proc.) planuje związać swoją przyszłość z armią. Zdaniem autorów raportu jest to „systemowe marnowanie potencjału młodych, idealistycznie nastawionych kandydatów do służby zawodowej już na etapie kształcenia wojskowego”.
Z kariery wojskowej coraz częściej rezygnują lekarze przed ukończeniem specjalizacji lub po jej uzyskaniu, a także doświadczeni specjaliści, którzy rozstają się z mundurem przed uzyskaniem pełnych uprawnień emerytalnych. W efekcie pozyskaną wiedzę i umiejętności wykorzystują w sektorze cywilnym lub decydują się na wyjazd za granicę.

Pieniądze nie są najważniejsze
Znaczące różnice w zarobkach między lekarzami wojskowymi i cywilnymi są faktem, ale za decyzje o odchodzeniu z armii nie odpowiadają wyłącznie kwestie finansowe – wynika z anonimowej ankiety przeprowadzonej wśród 179 oficerów-lekarzy w marcu 2025 r. Pogłębiona analiza odpowiedzi skłoniła autorów raportu do wyodrębnienia trzech zjawisk, które obniżają poczucie sensu służby:
- „systemowe marnotrawstwo czasu eksperckiego poprzez kierowanie oficerów-lekarzy do zadań, które nie wymagają ich kwalifikacji, kosztem praktyki klinicznej i wojskowego treningu taktyczno-operacyjnego”,
- „niedrożne ścieżki rozwoju i brak gwarantowanej możliwości utrzymania kompetencji po zakończonej specjalizacji”, skutkujące obniżaniem kwalifikacji,
- „uwarunkowania organizacyjne i kulturowe” normalizujące zbędną biurokrację, rozmywające odpowiedzialność i osłabiające sprawczość pionu medycznego.
Tylko 17 proc. respondentów deklaruje wysoką satysfakcję ze służby. Szczególnie alarmujące jest to, że aż 38 proc. lekarzy wojskowych uczestniczących w ankiecie przyznaje się do niedostatecznego przygotowania do realizacji misji ratowania życia w czasie konfliktu zbrojnego.
Czas skończyć z wielowładztwem
Zdaniem autorów raportu priorytetem jest zintegrowanie kompetencji kadrowych, budżetowych i operacyjnych w ramach Dowództwa Medycznego. Podleganie pod różne struktury dowodzenia jest bowiem praprzyczyną słabości systemu wojskowej służby zdrowia. Obecnie personel medyczny jest rozproszony między różnymi rodzajami wojsk, w jednostkach liniowych lekarze podlegają dowódcom, a za infrastrukturę szpitalną czy sprawy związane z kształceniem, badaniami i rozwojem odpowiada Departament Wojskowej Służby Zdrowia MON.
Personel medyczny powinien znaleźć się w centrum uwagi sił zbrojnych, ponieważ w razie konfliktu zbrojnego o wysokiej intensywności jego wiedza, umiejętności, odporność fizyczna i psychiczna mają duży wpływ na zdolność operacyjną armii. Autorzy raportu zwracają uwagę, że w ostatnich latach dokonuje się modernizacja uzbrojenia, ale sytuacja w obszarze medycznym nie uległa zmianie.
„W realiach współczesnego konfliktu armia pozbawiona skutecznego komponentu medycznego szybko traci efektywność – spada morale walczących, rosną straty, a opinia publiczna traci zaufanie, widząc, że armia nie potrafi stworzyć warunków bezpieczeństwa i opieki dla swoich żołnierzy. Dlatego wypracowanie docelowych, tj. skutecznych i kompleksowych rozwiązań w obszarze WSZdr należy postrzegać jako integralny element strategii obronnej państwa, a nie jedynie jako techniczną poprawę warunków pracy w ramach jednej służby” – podkreślają.
Potrzebne są zdecydowane decyzje
Autorzy raportu proponują podjęcie trzech decyzji kluczowych dla odbudowy potencjału wojskowej służby zdrowia:
- usunąć zadania pozamedyczne z zakresu obowiązków lekarzy w jednostkach liniowych. Po „odzyskaniu” przynajmniej 20 proc. czasu służbowego, który obecnie pochłania biurokracja, należy przeznaczyć go na praktykę kliniczną i doskonalenie zawodowe. „Każda godzina przywrócona działalności medycznej przekłada się bezpośrednio na wzrost kompetencji operacyjnych i realną zdolność do ratowania życia w warunkach pola walki” – czytamy w raporcie;
- wdrożyć obowiązkowe rotacje kliniczne dla personelu jednostek wojskowych. Chodzi o regularne staże w WIM i wojskowych szpitalach klinicznych, dyżury w centrach urazowych, udział w zabiegach na blokach operacyjnych i pracę w oddziałach intensywnej terapii. Zapewni to wzrost kompetencji w obszarach traumatologii, anestezjologii i medycyny ratunkowej, które są kluczowe w obliczu „przedłużonej opieki polowej oraz zarządzania zdarzeniami masowymi wymagającymi szybkiej segregacji i stabilizacji dużej liczby rannych”;
- uruchomić zintegrowany program Field-Ready Military Physician. Celem jest połączenie rozproszonych szkoleń w jeden spójny system kwalifikacji w zakresie medycyny wojskowej. Za jego opracowanie i wdrożenie ma być odpowiedzialny WIM we współpracy z Departamentem Wojskowej Służby Zdrowia MON.
Specjalizacja specjalizacji nierówna
W raporcie przedstawiono szereg postulatów do wprowadzenia w życie w okresie dłuższym niż trzy miesiące, np. zwiększenie dostępności miejsc specjalizacyjnych, wprowadzenie bardziej transparentnych kryteriów kwalifikacji na szkolenia czy jasne określenie procedur odwoławczych. Należy też m.in. premiować wybór specjalizacji krytycznych dla zabezpieczenia operacji wojskowych (anestezjologia i intensywna terapia, chirurgia ogólna i ortopedyczna, choroby wewnętrzne, medycyna ratunkowa, choroby zakaźne) i dostosować system wynagrodzeń do realiów sektora cywilnego.
Zdaniem autorów raportu rozwiązania kierowane wobec lekarzy wojskowych nie mogą mieć charakteru doraźnego, lecz systemowy i długoterminowy, a wprowadzenie w życie pakietu reform to „strategiczna konieczność”, a nie „opcja do rozważenia”. Jednorazowe bodźce finansowe czy krótkotrwałe kampanie rekrutacyjne „były, są i będą nieadekwatne i skazane na niepowodzenie”.
Mariusz Tomczak
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2026