Gabinety stomatologiczne. Ostatni dzwonek?

Trzy lata temu z polskich szkół zaczęły znikać i tak nieliczne już gabinety stomatologiczne. Kiedy premier Ewa Kopacz podczas swojego exposé złożyła publiczną deklarację, że gabinety powrócą do szkół, dyskusja rozgorzała na nowo.

Foto: Marta Jakubiak

Kiedy Narodowy Fundusz Zdrowia zaostrzył wymagania, zawierając kontrakty na 2011 r., tysiące dzieci pozbawiono możliwości skorzystania z opieki lekarza dentysty. NFZ zażądał bowiem, by w każdym gabinecie stomatologicznym był aparat rtg, a także by znajdowała się w nich toaleta dla pacjentów. Oczekiwano również, aby gabinety były czynne pięć dni w tygodniu, w tym przynajmniej dwa razy do godz. 18.00. Dodatkowo miały one przyjmować pacjentów przez pięć godzin również w soboty.

Dla wielu wymogi stawiane przez NFZ okazały się nie do spełnienia. Dostosowanie się do wspomnianych wymagań pociągało za sobą nie tylko koszty, ale nakazywało pracę w godzinach, w których prawdopodobieństwo pojawienia się pacjenta było naprawdę niewielkie. To sprawiło, że ze szkół bardzo szybko zaczęły znikać kolejne gabinety stomatologiczne. Dodatkowo, przy tak postawionych warunkach wycena punktowa świadczeń była zdecydowanie niewłaściwa. 80 proc. dzieci między 6. a 12. rokiem życia ma próchnicę, a w wieku od 5 do 10 lat aż 84 proc.*.

– Intensywność choroby próchnicowej i częstość jej występowania są niezwykle wysokie. Dane są przerażające – mówi prof. Dorota Olczak-Kowalczyk, konsultant krajowy w dziedzinie stomatologii dziecięcej. Przez ponad 20 lat Polska nie zrobiła postępu, jeśli chodzi o zapobieganie próchnicy, choć postęp w medycynie dokonał się znaczący, a nawet – jak pokazał ostatni monitoring zdrowia jamy ustnej – nastąpił wzrost częstości występowania próchnicy i jej intensywności.

– Jeżeli chodzi o 12-latki, w 1987 r. częstość występowania próchnicy wynosiła 89,9 proc., w 2012 r. – 79,6 proc., z czego łatwo wyliczyć, że zmniejszyła się ona o zaledwie 10 proc. Z kolei intensywność próchnicy w 1987 r. wynosiła 4,4 PUW, w 2007 r. – 3,07, a w roku 2012 wzrosła do 3,53. W przypadku 6-latków w 1995 r. częstość występowania próchnicy wynosiła 87,4 proc., a w 2012 r. było to 85,6 proc. Te różnice są właściwie nieistotne statystycznie – komentuje prof. Olczak-Kowalczyk.

Problem był przez lata bagatelizowany, a decydenci pozostawali głusi na głos środowiska lekarskiego i samorządu, jak choćby na apel Komisji Stomatologicznej NRL, która w 2011 r. zwróciła się „do władz publicznych oraz innych podmiotów, których zadaniem jest zaspokajanie potrzeb społeczeństwa w zakresie ochrony zdrowia, a w szczególności do Prezesa Rady Ministrów, Ministra Zdrowia, Ministra Edukacji Narodowej oraz Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, o pilne podjęcie szerokich działań w celu realizacji zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) odnoszących się do zdrowia jamy ustnej”**.

Komisja Stomatologiczna NRL sugerowała wówczas, że poprawę dramatycznej sytuacji epidemiologicznej mogłoby przynieść reaktywowanie medycyny szkolnej – zarówno opieki stomatologicznej, jak i pediatrycznej. W roku 2012 Najwyższa Izba Kontroli wykazała, że opieka stomatologiczna w Polsce wymaga zmian. W raporcie opublikowanym „Dostępność i finansowanie opieki stomatologicznej ze środków publicznych”, NIK wyraźnie wskazuje, że działania podejmowane przez Ministra Zdrowia na rzecz edukacji prozdrowotnej i profilaktyki chorób jamy ustnej, zwłaszcza próchnicy zębów u dzieci i młodzieży, są nieskuteczne.

„Jedynie 2,96% populacji dzieci i młodzieży skorzystało z gwarantowanych świadczeń profilaktycznych finansowanych ze środków publicznych w 2011 r. Likwidacja gabinetów dentystycznych w szkołach spowodowała przerzucenie na rodziców całej odpowiedzialności za stan zdrowia jamy ustnej dzieci” – czytamy w raporcie. Ponadto jeden z końcowych punktów podsumowujących kontrolę NIK wyraźnie wskazuje, że minister zdrowia nie zapewnił sprawnej realizacji zadań podejmowanych w ramach Narodowego Programu Zdrowia (NPZ) na lata 2007-2015, dotyczących m.in. profilaktyki chorób jamy ustnej.

Nie spełniono także zaleceń WHO. – Już w 2009 r. podczas 7. Światowej Konferencji w sprawie Promocji Zdrowia zorganizowanej przez Światową Organizację Zdrowia podkreślano, że szkoły na całym świecie są idealnymi miejscami do promocji zdrowia – mówi Anna Lella, prezydent elekt ERO-FDI. Mimo że szkoła nie jest w stanie dotrzeć do wszystkich dzieci, placówki te dają ogromną szansę wyrównania społeczno-gospodarczych różnic w zachorowalności oraz w zmiennych czynnikach ryzyka istotnych dla zdrowia jamy ustnej, takich jak wiedza na temat zdrowia jamy ustnej, postawa i zachowanie.

Być może liczne głosy w sprawie poprawy opieki stomatologicznej, a także raport NIK sprawiły, że w końcu dostrzeżono problem. W maju tego roku minister Sławomir Neumann deklarował: „Pracujemy nad prawnym uregulowaniem współpracy między pielęgniarką szkolną a dentystą. Chcemy też wprowadzić książeczki zdrowia dziecka, dzięki którym stomatolog będzie stymulowany do wpisywania wyników badań jamy ustnej, a rodzic do zgłaszania się z nim do lekarza”.

Nie była to jednak propozycja satysfakcjonująca zarówno pacjentów, jak i lekarzy. Dlatego deklaracja wypowiedziana w exposé premier Kopacz okazała się bardziej cenna, gdyż wywołała dyskusję o opiece stomatologicznej w Polsce, nie tylko tej dotyczącej dzieci i młodzieży. – Najwyższy czas, żeby zwrócono uwagę, co się dzieje, jeśli chodzi o zdrowie jamy ustnej dzieci i młodzieży, a także dorosłych, bo to olbrzymi problem – mówi prof. Dorota Olczak-Kowalczyk.

Jak twierdzi, gabinety stomatologiczne w szkołach nie rozwiążą jednak wszystkich problemów. Ich usytuowanie nie jest najważniejsze. Należy zadbać o to, by były rozmieszczone stosowanie do potrzeb. Są bowiem białe plamy na mapie Polski, gdzie w ogóle nie ma dostępu do świadczeń ogólnostomatologicznych dla dzieci i młodzieży poniżej 18. r.ż. Ponadto bardzo ważne są przepisy obowiązujące w Polsce – określają one między innymi, że w przypadku dzieci poniżej 16. r. ż. nie powinno się wykonywać żadnych świadczeń leczniczych bez obecności opiekuna prawnego lub rodzica, co praktycznie uniemożliwia wykonywanie jakichkolwiek świadczeń, kiedy dziecko jest w szkole.

– Wprowadzenie gabinetów dentystycznych do szkół nie jest prostym zabiegiem polegającym na drobnej korekcie jednego zarządzenia Prezesa NFZ – twierdzi mec. Michał Kozik, radca prawny Naczelnej Izby Lekarskiej. – Być może dla realizacji pomysłu powrotu lekarzy dentystów do szkół trzeba stworzyć odrębny zakres świadczeń gwarantowanych z zakresu stomatologii, określony jako świadczenia ogólnostomatologiczne dla dzieci i młodzieży udzielane na terenie szkoły, wówczas należałoby jednak rozważyć odstąpienie od zasady konkursu ofert na rzecz zasady, że każdy gabinet położony w szkole ma sfinansowane tyle świadczeń gwarantowanych, ile zostanie faktycznie dzieciom udzielone – dodaje mec. Kozik.

To utrudnić może uzyskanie kontraktu dentystom leczącym dzieci, np. obok szkoły. Może korzystniejsze byłoby stworzenie kontraktu, w którym lekarz obejmowałby opieką dzieci z pobliskiej szkoły lub szkół – np. przeglądy (zaproszenie do leczenia) oraz profilaktyka grupowa (w szkole) i indywidualna w gabinecie przy stwierdzonym wysokim ryzyku próchnicy. Gabinet mógłby znajdować się na terenie szkoły lub w miejscowości – obok szkoły. Obecnie żaden z obowiązujących aktów prawnych odnoszących się do świadczeń stomatologicznych w systemie ochrony zdrowia nie wyodrębnia gabinetów stomatologicznych usytuowanych na terenie szkół, jako jednostki ocenianej na innych zasadach.

Ministerstwo Zdrowia utrzymuje, że w sytuacji, gdyby NFZ kontraktował świadczenia stomatologiczne, traktując w sposób priorytetowy świadczeniodawców ze względu na lokalizację gabinetów, mogłoby to być sprzeczne z art. 134 ust. 1 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 roku o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, tj. nieprzestrzegania podstawowej na gruncie procedury konkursowej zasady równego traktowania świadczeniodawców.

– Czy gabinet będzie znajdował się na terenie szkoły, czy obok szkoły, to jest mniej istotne. Najważniejsze jest stworzenie dostępności do leczenia. Na świadczenia stomatologiczne dzieci przeznaczany jest zaledwie niewielki ułamek budżetu NFZ, a procedury są bardzo nisko i źle wyceniane. Punkty przyznawane są nie za to, że przyjmuje się dzieci, a jak wiadomo ich leczenie jest znacznie trudniejsze niż dorosłych, nie premiuje się też specjalistów stomatologii dziecięcej, tylko wyposażenie gabinetu w rentgen. Przecież on wcale nie musi być w gabinecie, wystarczy, że będzie dostępny w tej samej miejscowości, gdzie znajduje się gabinet, który ma podpisaną umowę z funduszem. Obecnie sytuacja wygląda tak, że wygrywają gabinety najlepiej wyposażone w sprzęt, podczas gdy jest on niekoniecznie niezbędny do udzielania świadczeń ogólnostomatologicznych dla dzieci i młodzieży, a specjalista tak, lecz tego się nie premiuje – zauważa prof. Olczak-Kowalczyk.

20 października delegacja przedstawicieli Komisji Stomatologicznej Naczelnej Rady Lekarskiej spotkała się z Ministrem Zdrowia, Bartoszem Arłukowiczem, by zabiegać o poprawę opieki stomatologicznej nad dziećmi, uwzględniającej wdrożenie i funkcjonowanie gabinetów stomatologicznych w szkołach. Wszyscy uczestnicy spotkania zgodzili się, że problemów nie rozwiąże się jedynie przez fizyczne wprowadzenie gabinetów stomatologicznych w szkołach. Najważniejsze jest, by dołożyć wszelkich starań, aby zwiększyła się dostępność do leczenia dzieci, a co za tym idzie – nastąpiła poprawa zdrowia ich jamy ustnej. Ważne jest również wsparcie rządowe dla zwiększenia liczby specjalistów wśród lekarzy dentystów z postawieniem priorytetu na stomatologię dziecięcą.

Jak poinformował Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, tworzenie i wyposażenie gabinetów stomatologicznych w szkołach pozostaje obowiązkiem organów prowadzących szkoły, którymi dla szkół publicznych są samorządy terytorialne gmin i powiatów.

– Premier Ewa Kopacz w swoim exposé wskazała władzom samorządowym możliwości pozyskiwania środków na wyposażanie w szkołach gabinetów dentystycznych z wykorzystaniem funduszy unijnych. Działania ministra zdrowia – zgodnie z wypowiedzią premier Kopacz – mają koncentrować się na finansowaniu kształcenia specjalistycznego dla możliwie najliczniejszej grupy lekarzy, w tym lekarzy dentystów, którzy w przyszłości będą mogli udzielać świadczeń zdrowotnych w uruchomionych na terenie szkół gabinetach – podkreśla Krzysztof Bąk.

Jak potoczą się losy powrotu gabinetów do szkół, czas pokaże. Już teraz ważne jest, że rozpoczęła się publiczna dyskusja o konieczności poprawy opieki stomatologicznej w Polsce.

Marta Jakubiak

* Dane z badań Ipsos przeprowadzonych wspólnie z Polskim Towarzystwem Stomatologicznym w pięciu województwach: opolskim, warmińsko-mazurskim, świętokrzyskim, podkarpackim i lubelskim.

** Apel Nr 2/VI/11 Komisji Stomatologicznej Naczelnej Rady Lekarskiej z dnia 10 stycznia 2011 r. do władz państwowych w sprawie realizacji zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia dotyczących działań na rzecz zdrowia jamy ustnej”.

Artykuł ukazał się w „Gazecie Lekarskiej” nr 12-2014/1-2015


Jesteś lekarzem dentystą? Studiujesz na kierunku lekarsko-dentystycznym? Interesuje cię stomatologia? Sprawdź, co na ten temat ostatnio opublikowaliśmy na naszym portalu (zobacz więcej).

Powiązane aktualności

komentarze 2

Skomentuj
  1. :)
    Sty 29, 2015 - 01:25 PM

    Calkiem rzeczowy tekst

    ODPOWIEDZ
  2. link do strony www
    Lip 29, 2018 - 11:26 PM

    Ciekawy artykuł. Ja osobiście nie mam dobrych wspomnień, jeżeli chodzi o wizyty w szkolnym gabinecie stomatologicznym.

    ODPOWIEDZ

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.