Piękno a zdrowie. Medycyna estetyczna to także powikłania

Czy próżnością człowieka jest to, że chce „poprawić” usta lub nos? Czy takie zabiegi służą tylko upiększaniu? Dlaczego w żadnym kraju medycyna estetyczna nie jest specjalizacją lekarską?

Foto: Marta Jakubiak, pixabay.com

Między innymi na takie pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy konferencji „Medycyna estetyczna. Wyzwania prawne, etyczne i medyczne”, która 23 listopada odbyła się w Warszawie.

Kilkugodzinne spotkanie było starciem trzech punktów widzenia: lekarskiego, prawniczego i filozoficznego, ale to nie powinno dziwić, skoro zorganizowała je Komisja Edukacji Prawnej Naczelnej Rady Adwokackiej w Warszawie wraz z Ośrodkiem Bioetyki Naczelnej Rady Lekarskiej i Komisją Etyki NRL.

Ponad 1000 lekarzy uczestniczyło w kongresie zorganizowanym we wrześniu przez Polskie Towarzystwo Medycyny Estetycznej i Anti-Aging. Istnieje ono od 25 lat, zrzeszając przeszło 1700 członków, jednak – jak powiedział prezes PTMEiAA Andrzej Ignaciuk – w naszym kraju medycyną estetyczną zajmować się może nawet ok. 3 tys. lekarzy. W szkoleniach i kongresach organizowanych przez to towarzystwo uczestniczyło już 15 tys. lekarzy, a to nie jedyna instytucja skupiająca medyków wykonujących zabiegi z zakresu medycyny estetycznej.

Legalność i rygor

Liczba Polek i Polaków decydujących się na zabiegi medycyny estetycznej rośnie, za to spadają ich ceny. W przeciwieństwie do wielu dziedzin, ten obszar w dalszym ciągu pozostaje mocno nieuregulowany. Spory dotyczą nawet semantyki: czy mówić o medycynie estetycznej, czy raczej o dermoestetyce lub po prostu o usługach estetycznych poprawiających wygląd ludzkiego ciała.

– Jeżeli usługi, to nie świadczenia zdrowotne. Sformułowanie „świadczenia zdrowotne” powinno być zarezerwowane wyłącznie dla medycyny rekonstrukcyjnej i naprawczej – podkreśliła Jolanta Orłowska-Heitzman, były Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej.

– Zabiegi medycyny estetycznej są „pierwotnie nielegalne”, bo w ich przypadku nie można mówić wprost o leczeniu. Są jednak oczekiwane przez wielu pacjentów, wobec czego należy dyskutować nad nadaniem im wtórnej legalności – powiedział Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Grzegorz Wrona, którego wystąpienie rozpoczęło merytoryczną część konferencji.

W jego opinii te zabiegi powinny być wykonywane zgodnie ze sztuką lekarską, lekarz, który się na nie decyduje, powinien pamiętać, że nadal pozostaje przede wszystkim lekarzem, a ich specyfika sprawia, że pacjenta należy dokładnie poinformować o wszystkich możliwych skutkach, w tym przede wszystkim o ewentualnych powikłaniach.

– W stosunku do tych zbiegów staranność informacyjna powinna być jeszcze większa niż w przypadku np. usunięcia wyrostka czy leczenia zapalenia płuc – powiedział NROZ. Podobne stanowisko zajęli także inni dyskutanci. – Warunki uzyskiwania tej zgody powinny być szczególnie rygorystyczne – podkreślił wiceprezes NRL Krzysztof Madej.

Jak lekarz zastąpił rodzinę

Rosnąca popularność zabiegów z zakresu medycyny estetycznej wynika z rosnącej medykalizacji wielu sfer ludzkiego życia – tak przynajmniej uważa kierownik Centrum Bioetyki i Bioprawa w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego prof. Paweł Łuków. Jeszcze nie tak dawno o pomoc w rozwiązaniu problemów zwracano się do najbliższych członków swojej rodziny lub do duchownych, obecnie wiele osób woli skierować swe kroki do lekarzy, bo dają nadzieję na lepsze jutro dzięki poprawie swojego wyglądu. – Ani brzydota, ani starość, nie są chorobą – podkreślił.

O tym, że istnieją zabiegi z zakresu medycyny estetycznej niekonieczne, mówił członek Prezydium NRL Jerzy Friediger, dodając, że z punktu widzenia osoby przekonanej o swoich mankamentach czasami lepszym rozwiązaniem byłaby wizyta u psychoterapeuty. Każda interwencja w ciągłość tkanek jest bowiem obarczona możliwością wystąpienia powikłań, dlatego nie zawsze warto się na nie narażać, próbując poprawić błahe defekty. – Widziałem bardzo wiele efektów takich zabiegów, przy których konieczna była interwencja medycyny naprawczej. Było wtedy co leczyć – dodał dr Jerzy Friediger.

W tym miejscu pojawia się pytanie: czy pacjent ma prawo żądać wykonania zabiegu i kiedy lekarz może pacjentowi odmówić? Z pomocą przychodzi m.in. art. 6 Kodeksu Etyki Lekarskiej, ale przede wszystkim dokładna, chłodna analiza sytuacji. – Jeśli lekarz uzna, że ryzyko ewentualnych powikłań nie równoważy determinacji pacjenta i problemu, z którym przyszedł, to powinien odmówić. Pacjent ma prawo żądać wszystkiego, ale czasami rolą lekarza jest postawić temu tamę – zauważył wiceprezes NRL Andrzej Cisło.

Staranność czy skutek?

Podobne stanowisko zajęła dziekan Izby Adwokackiej w Białymstoku Agnieszka Zemke-Górecka, apelując, by nie traktować medycyny estetycznej wyłącznie jako beauty business. – Pięćdziesiąty botoks to nie jest zgoda na upiększenie, lecz na oszpecenie – dodała. Dyskutując nad zasadnością powiedzenia „nie” oczekiwaniom pacjenta przez lekarza, ci ostatni powinni pamiętać o zmianie stanowiska sądów przy rozpatrywaniu skarg pacjentów niezadowolonych z efektów zabiegów z zakresu medycyny estetycznej.

– W wielu przypadkach sąd mówi nie o staranności działania, lecz o skutkach. Dla lekarzy stanowi to wielkie ryzyko, bo są rozliczani z efektu, a nie ze staranności, wiedzy i umiejętności – podkreśliła mec. Agnieszka Zemke-Górecka. Część pacjentów żąda od lekarzy gwarancji, tymczasem – co wielokrotnie podkreślano w czasie konferencji – w przypadku ingerencji w organizm trudno przewidzieć skutki w 100 proc. Jak podkreślił dr Krzysztof Madej, zawód lekarza charakteryzuje słowo „staranność”, a nie „efekt”, dlatego wyraził zaniepokojenie ewolucją orzecznictwa sądów w tej materii.

W czasie dyskusji wielokrotnie padały głosy, aby zabiegów medycyny estetycznej nie traktować tylko jako przejawu kaprysu osób niepotrafiących pogodzić się z upływem czasu. Obecni na sali m.in. lekarze dermatolodzy podkreślali, że są one sposobem nie tylko na pozbycie się defektów, ale również szansą na podniesienie poziomu akceptacji samego siebie. – Medycyna estetyczna to nie tylko upiększanie. To też działanie prozdrowotne – mówił prezes PTMEiAA, dodając, że toksyna botulinowa zaczyna być stosowana jako lek zmniejszający objawy depresji.

Rośnie ilość powikłań

Zdaniem przewodniczącego Ośrodka Bioetyki NRL dr. hab. Marka Czarkowskiego kilkugodzinna dyskusja świadczy o tym, że należy zacząć się poważnie zastanawiać nad tym, w jakim zakresie medycyna estetyczna powinna być zarezerwowana tylko dla lekarzy, a ile zabiegów z tej dziedziny mogłoby być wykonywanych przez osoby po odbyciu specjalnych kursów. W

czasie dyskusji wielokrotnie padał argument, zarówno z ust wieloletnich praktyków medycyny, jak i prawa, że to lekarz – w odróżnieniu od np. kosmetologa – dobrze zna anatomię człowieka, potrafi pomóc pacjentowi w razie wystąpienia nieprzewidzianej, nagłej sytuacji oraz wie, jak leczyć ewentualne powikłania. Prezes PTMEiAA wyraził zdanie, że część zabiegów mogłaby być wykonywana przez nielekarzy. Zdaniem wielu osób zabierających głos w trakcie 3,5-godzinnej dyskusji, stworzenie specjalizacji z medycyny estetycznej wydaje się dyskusyjne lub zbędne.

Jak zaznaczył dr Andrzej Cisło, samorząd lekarski od dawna chce ograniczyć krąg osób zajmujących się medycyną estetyczną nie w interesie korporacyjnym, ale z troski o pacjentów. – Chodzi o ludzkie nieszczęścia, które w przypadku niektórych powikłań czasami trudno sobie wyobrazić – podkreśliła jedna z lekarek dermatologów w czasie dość emocjonalnego wystąpienia, dodając, że skala powikłań narasta i środowisko lekarskie musi zmierzyć się z tym problemem.

Pieczątki kosmetologów

– Kosmetolodzy wyrabiają pieczątki jako „specjaliści medycyny estetycznej” – dodała inna z lekarek obecnych na sali. Listopadowa konferencja może stanowić przyczynek do rozpoczęcia prac nad przeniesieniem niektórych postulatów dotyczących medycyny estetycznej na grunt obowiązującego prawa.

Głosów opowiadających się za uregulowaniem rynku medycyny estetycznej nie brakuje. Wydaje się, że ich ilość wzrasta, im więcej osób poszkodowanych przez kosmetyczki trafia do gabinetów lekarskich, choć – jak parokrotnie podkreślano w czasie konferencji – powikłania po zabiegach medycyny estetycznej mogą wystąpić także wtedy, gdy wykonywał je lekarz.

Ważnym argumentem w dyskusji jest fakt, że o ile szeroko rozumiane zabiegi o charakterze estetycznym są na ogół finansowane z prywatnych kieszeni, o tyle pacjenci z powikłaniami zwykle trafiają później do publicznych przychodni i szpitali, przez co, chcąc – nie chcąc, za koszty ich leczenia pośrednio płacą wszyscy podatnicy.

Mariusz Tomczak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.