21 maja 2024

Ostatnia tajemnica Marszałka Józefa Piłsudskiego

Prof. Andrzej Garlicki w przedmowie do pamiętników kpt. Mieczysława Lepeckiego, adiutanta Józefa Piłsudskiego, stwierdza: „wbrew zamierzeniom autora rysuje się tu dziś przerażający obraz powolnego rozpadu osobowości. Była to jedna z najściślej strzeżonych tajemnic obozu rządzącego1”.

Krynica, styczeń 1934 r. Przejażdżka saniami. Siedzą od prawej: Wanda Piłsudska, Józef Piłsudski, Jadwiga Piłsudska. Foto: www.audiovis.nac.gov.pl ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego (Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – archiwum ilustracji)

Natomiast oficjalne rozpoznanie choroby poprzedzającej śmierć Komendanta to rak wątroby. Rzecz w tym, że przy tej chorobie rozpada się wszystko, za wyjątkiem osobowości. Poza tym raka wątroby nie było sensu do ostatniej chwili wręcz paranoicznie utajniać. Osobowości – owszem.

Wiarygodność oficjalnego komunikatu

Artykuł „O chorobie poprzedzającej zgon pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego” opublikowano w dwutygodniku „Lekarz Wojskowy” 1 września 1935 r. Ukazał się on pod nazwiskiem płk. dr. Stefana Mozołowskiego, ale da się tutaj stosunkowo łatwo zidentyfikować wkład „cenzora-korektora”2. Publikacja zajęła cztery strony. Ograniczę się tu do opisu stanu obecnego przedstawionego 24 kwietnia 1935 r. przez dr. Mozołowskiego wezwanemu z Wiednia prof. Karelowi Wenckebachowi.

„Stan obecny przedstawiłem następująco: na pierwszy plan wybijają się objawy ze strony układu naczyniowego: 1) ogólna zdolność do pracy fizycznej – zła; wstawanie z łóżka łączy się z dużym wysiłkiem; po kilku krokach całkowite wyczerpanie.; 2) zastój – duży; obejmuje obie kończyny dolne i brzuch; wątroba sięga do pępka, w jamie brzusznej gromadzi się płyn; 3) wymiarów serca nie da się stwierdzić wskutek znacznej rozedmy płuc; 4) tętno jest miarowe, do 84 w spokoju, do 100 przy wstawaniu z łóżka lub przy irytacji; tętno przed chorobą – stale poniżej 60 na minutę; 5) zastawki prawidłowe; 6) zakażenia żadnego nie stwierdzam; 7) naczynia – miażdżyca tętnic, ciśnienie 170 max /105 min.; 8) etiologia – nieustalona. W płucach rozedma w znacznym stopniu i rozlany nieżyt oskrzeli. W moczu poza śladami białka, obfitymi moczanami i czasem kilkoma krwinkami w preparacie – zmian nie było; raz tylko w moczu z dnia 17 IV stwierdzono ponadto w preparacie 2-3 wałeczki szkliste i drobnoziarniste”.

Pierwsze zasadnicze wątpliwości budzi punkt 6. Zakażenie można stwierdzić albo wykluczyć wyłącznie ze wskazaniem konkretnego układu bądź narządu. Zakażenia – zwłaszcza „żadnego” – u chorego w tak ciężkim stanie klinicznym wyeliminować nie sposób. Chyba że chodziło o zakażenie ledwie wydolnego układu krążenia. Jeśli tak, to wtrącenie to, choć medycznie niezrozumiałe, byłoby wytłumaczalne politycznie, jako że wtedy układ krążenia „zakażał” się głównie za sprawą kiły sercowo-naczyniowej (Lues cardiovascularis). Natomiast zupełnie bez sensu jest punkt nr 8, czyli „etiologia – nieustalona”. Nie ma wątpliwości, że jest to wynik nieudolnej ingerencji cenzora, który wykreślił opis kłopotliwej obserwacji klinicznej, nie przedłużając kreski za „8)” i komentarz „etiologia – nieustalona”. Po „nieustalonej etiologii” mamy opis płuc, po którym powinno nastąpić badanie brzucha, zwłaszcza że właśnie tam znajdował się oficjalny rak wątroby.

A tu o brzuchu ani słowa, nie mówiąc o szczegółowym badaniu wątroby, której powiększenie napomknięto mimochodem jako miernik niewydolności krążenia. Nie ma też obowiązkowego badania neurologicznego, mimo że Marszałka badał i referował jego stan prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. Natomiast ni to z gruszki, ni z pietruszki mamy rozwlekły opis praktycznie normalnego moczu. Wygląda na to, że cenzor dosłownie w ostatniej chwili się zorientował, że informacje obejmujące prawie 22 proc. „stanu obecnego” podważają końcowe rozpoznanie bądź zdradzają prawdziwe. Tak więc kłopotliwe kwestie bezceremonialnie wykreślił, przeoczywszy „8) – etiologia nieznana”, a powstałą dziurę po prostu wypełnił informacjami o moczu.

Sekcja i balsamowanie zwłok

W niedzielę 12 maja 1935 r. o 20:45 umiera Marszałek. Przez kolejne cztery godziny następują pożegnania. Następnie odbywa się sekcja zwłok i ich balsamowanie, co wymagało wymiany krwi na konserwujący roztwór, „odrzucenia” organów wewnętrznych za wyjątkiem serca i mózgu, i wykąpania pozostałości w mieszance glicerynowo-octowej. W normalnych okolicznościach dokonano by tego w prosektorium, chociażby niedalekiego Szpitala Ujazdowskiego. Ale tu chodziło o jedną z najściślej strzeżonych tajemnic obozu rządzącego. Dlatego już w trzy godziny po śmierci rozpoczęto sekcję i balsamowanie na stole belwederskiej sali konferencyjnej.

Józef Piłsudski (trzeci z lewej) opuszcza Dworzec Wschodni w towarzystwie m.in.: żony Aleksandry Piłsudskiej, ministra Michała Butkiewicza, ministra Mariana Zawadzkiego, córki Wandy i gen. Tadeusza Kasprzyckiego 16 sierpnia 1934 r. Foto: www.audiovis.nac.gov.pl ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego (Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – archiwum ilustracji)

Bez odpowiedniego oświetlenia, wentylacji, specjalnego stołu i hydrauliki umożliwiającej utrzymanie choćby minimalnej higieny i estetyki, nie mówiąc o szacunku dla zwłok i wrażliwości obecnych w ich wciąż jeszcze wspólnym domu żony i córek. W sekcji uczestniczyli wszyscy zajmujący się chorym lekarze. Oficjalnie protokołował dr Czyż, nieoficjalnie zaś dyżurujący adiutant, rotmistrz Hrynkiewicz, któremu pozwolono pozostać na sali. W nieoficjalnym protokole znalazło się stwierdzenie: „Serce: normalne, tylko aorta niegdyś owrzodzona ma nieliczne zwapnienia, kształtu i wyglądem podobne do podobnych oznak spotykanych u drzew niektórych jak łozina, wierzba, lipa”3.

Proszę zwrócić uwagę, że aortę główną opisano jako niemalże część serca. Jest to o tyle istotne, że lokalizuje opisane zmiany w aorcie wstępującej. Słowo „tylko” ma tu podkreślać zdrowie serca i bagatelizować owrzodzenie oznaczające nic innego jak kiłowe zapalenie aorty, główną składową kiły sercowo-naczyniowej. W tamtych czasach pofałdowanie powierzchni pierwszych kilku centymetrów aorty było dla patologów niemalże codziennością.

Czy komendant miał zapalenie mózgu?

Powyższa obserwacja rozstrzyga jednoznacznie kwestię rozpoznania choroby Piłsudskiego jako późną kiłę naczyniową. Rzecz w tym, że zwykle kiła późna atakowała co najmniej dwa albo i trzy układy. Podstawowym jest zatem pytanie, czy miał on również kiłę układu nerwowego, zwaną porażeniem postępującym. A. Hrynkiewicz zapisał: „Mózg waga 1460 g, normalny o pięknych zwojach silnie uwydatnionych. W tym momencie, kiedy ponad wszelki wyraz straszna kończyła się i grozą przejmująca funkcja wydobywania mózgu z oskalpowanej czaszki i opiłowanej przy niesamowitym odgłosie zgrzytu piły, młotka i innych narzędzi użytych do tego celu, vice minister Piestrzyński, b. lekarz przyboczny Komendanta z pierwszych lat powojennych, zadaje głupie pytanie: »Czy Komendant nie miał zapalenia mózgu?«. Gen. Wieniawa-Długoszowski oburzył się na to bez sensu i taktu zapytanie byłego lekarza Komendanta”4.

Dr Piestrzyński5 bez wątpienia od dawna był świadomy istoty zdrowotnych problemów Piłsudskiego, zresztą takich pytań nie zadaje się bez konkretnego podejrzenia. Wygląda na to, że zapytał on o coś, co wszystkich nurtowało, mianowicie, czy od lat postępujący powolny rozpad osobowości był spowodowany podejrzewanym zapaleniem mózgu. A rozpad ten rzeczywiście był przerażający. Oto jego przykłady z trzech niezależnych źródeł: M. Lepecki (styczeń 1932): „O trzeciej poszedłem do sypialni i zajrzałem przez drzwi do gabinetu. Marszałek siedział w tej samej pozie, w jakiej pozostawiłem Go przed godziną. Tylko wyraz twarzy miał jakiś inny i gniewny. W pewniej chwili szepnął coś sam do siebie, jakby robiąc komuś wyrzut, po czym, niby w odpowiedzi na niedostatecznie wyjaśnienie spraw, złożył rękę w pięść i uderzył nią z całej siły w stolik (…) Marszałek wciąż rozprawiał z jakimś niewidocznym przeciwnikiem, Groził mu, to znów szydził lub bił pięścią w stolik. Zrobiło mi się nieswojo.”6 .

Anthony Eden (2 kwietnia 1935): „Z trudnością usiłowałem nawiązać kontakt z tą uświęconą i zaledwie wymawiającą słowa postacią”7. A. Hrynkiewicz (23 kwietnia 1935): „Stałem przez cały czas nieposkromionego wybuchu złości na tarasie z Panią Marszałkową w drzwiach (…). Na zakończenie tej sceny, jak gdyby obudzony z oszołomienia do rzeczywistości, patrząc na Komendantową badawczo, jakie to czyni na niej wrażenie, usłyszałem: – >> Chcecie mnie zamęczyć tą ciągłą swoją opieką !!! Chcecie mnie zabić!! … parszywcy!!…”8. Powyższe sytuacje to niemalże podręcznikowe opisy umysłowego aspektu porażenia postępującego. Wyłącznie na ich podstawie można by z dużym prawdopodobieństwem rozpoznać to schorzenie. Kiłowe zmiany w aorcie i pytanie dr. Piestrzyńskiego redukują prawdopodobieństwo innej etiologii opisanych zachowań praktycznie do zera. Tak więc co najmniej od stycznia 1932 r. Józef Piłsudski chorował na porażenie postępujące, chorobę mogącą według obowiązującego tak wtedy, jak i dziś prawa, stanowić podstawę sądowego uznania niepoczytalności9.

Z tym, że Piłsudski był wtedy w Polsce ponad wszelkimi prawami. Poza jednym. Prawem biologicznej śmiertelności.

Marek Kamiński

Przypisy:

  1. A. Garlicki, przedmowa do:, M. Lepecki , „Pamiętnik adiutanta Marszałka Piłsudskiego”, Warszawa, 1987.
  2. Moim zdaniem był to gen. dr Sławoj Składkowski. Z wykształcenia lekarz, który decydował o ostatecznej formie tak ważnego doniesienia w bezpośrednio podlegającym mu periodyku „Lekarz Wojskowy”.
  3. A. Hrynkiewicz, „Dziennik adiutanta Marszałka Józefa Piłsudskiego”, „Zeszyty Historyczne”, Paryż, 1988, 85, s. 75-138.
  4. A. Hrynkiewicz, op. cit., s. 135.
  5. Dr Eugeniusz Piestrzyński był nie tylko lekarzem Komendanta, ale także jego bliskim przyjacielem i świadkiem na jego ślubie z Aleksandrą, za: A. Garlicki, „Piękne lata trzydzieste”, Pruszyński s S-ka, Warszawa 2008, s. 196.
  6. M. Lepecki, op.cit., s. 100.
  7. A. Garlicki, „Józef Piłsudski 1867–1935”, Kraków, 2012, s. 1041.
  8. A. Hrynkiewicz. op. cit., s. 113.
  9. J. Bafia, Kryspin Miodulski, Mieczysław Siewierski, „Kodeks karny. Komentarz”, Wydawnictwo Prawnicze, 1977, teza 20, s. 104.