LEK i LDEK 2019: Rozmowa z dyrektorem CEM o wynikach egzaminów

Z prof. dr. hab. Mariuszem Klenckim, dyrektorem Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi, rozmawia Mariusz Tomczak.

Foto: Mariusz Tomczak

W sesji wiosennej 2019 r. w skali kraju nie zdał co czwarty przystępujący do Lekarskiego Egzaminu Końcowego. Przygotowano za trudne pytania czy były inne powody tak niskiej zdawalności?

Na zdawalność wpływa wiele czynników. Przede wszystkim od lat obserwujemy wyraźną prawidłowość: wyniki w sesji wrześniowej są lepsze niż te notowane w sesji lutowej. Zjawisko to dotyczy szczególnie wyraźnie LDEK, ale jest typowe także dla LEK. Wyraźne są różnice w liczbie osób przystępujących do egzaminów w obu sesjach (na korzyść wrześniowej).

Inna jest struktura zdających: w lutym mamy większy udział lekarzy, którzy ukończyli studia ponad dwa lata przed egzaminem, a ta grupa zawsze notuje gorsze wyniki z różnych przyczyn. Także dlatego, że część z tych lekarzy ma już PWZ, często uzyskane wiele lat wcześniej, i przystępuje do LEK, gdyż jest to warunek wzięcia udziału w postepowaniu kwalifikacyjnym do specjalizacji. Pytania na każdą sesję LEK i LDEK przygotowywane są w ten sam sposób i z założenia powinny cechować się zbliżoną trudnością. Najwyraźniej na wyniki egzaminu wpływa nie tylko trudność pytań, ale też poziom wiedzy zdających.

Czy można powiedzieć, że to najtrudniejszy LEK w historii? Jak wyglądają wyniki tego egzaminu na tle poprzednich lat?

W analizie porównawczej egzaminów posługujemy się tzw. średnim wskaźnikiem trudności zadań i to ograniczonym do grupy zdających stanowiących dwa ostatnie roczniki absolwentów. I ten wskaźnik – odpowiadający średniej liczbie punktów uzyskiwanych przez zdających z pojedynczego pytania – wyniósł na ostatnim egzaminie 0,634. Jego przeciętna wartość wynosi około 0,680, a najniższa dotychczas obserwowana 0,657 (w lutym 2017 r.). Jak wspomniałem, wyniki egzaminu (a więc i wartość tego wskaźnika) nie zależą wyłącznie od trudności pytań, choć istotnie ostatni egzamin przyniósł tym samym lekarzom (a więc dość podobnie przygotowanym) wyniki niższe przeciętnie o 3-4 punkty niż egzamin we wrześniu 2018 r. Z założenia tzw. obiektywna trudność pytań na LEK powinna być utrzymywana na stałym poziomie, ale kilkupunktowe fluktuacje są nieuniknione.

Z pewnością CEM ma już pogłębione analizy tegorocznych wyników LEK i LDEK. Co najbardziej pana w nich zaskoczyło?

Tak, zawsze analizujemy trudność w poszczególnych zakresach pytań. Pozytywnym zaskoczeniem jest fakt, że na ostatnim LEK zdający najlepiej odpowiadali na pytania z zakresu medycyny ratunkowej. To chyba pierwszy taki przypadek, zwykle ten zakres pytań sprawia zdającym ponadprzeciętne kłopoty, a w obszarze medycyny ratunkowej, jak chyba w żadnej innej dziedzinie, wszyscy lekarze, niezależnie od uprawianej specjalności, powinni być kompetentni. Były duże trudności w odpowiadaniu na pytania z obszaru etyki i prawa medycznego oraz chorób wewnętrznych. W tym ostatnim przypadku jest to pewna prawidłowość. Pytania z chorób wewnętrznych mają charakter bardzo kliniczny, często dotyczą tzw. przypadków klinicznych. Są przez to bardzo praktyczne, ale też sprawiają więcej problemów niektórym lekarzom. W przypadku LDEK zaskakujące są stosunkowo dobre wyniki ogółu zdających, lepsze niż zwykle w sesji lutowej. Co cieszy, dotyczy to również absolwentów studiów w języku angielskim.

W jaki sposób odniesie się pan do zarzutów, że zakres pytań w LEK i LDEK jest zbyt szeroki, a pytania zbyt szczegółowe?

W tej kwestii każdy może mieć swoje własne zdanie. W mojej opinii to najtrudniejsze egzaminy na ścieżce zawodowej lekarzy i lekarzy dentystów, właśnie ze względu na ich szeroki zakres. Oczywiście można się spierać, czy przyszły chirurg powinien odpowiadać na pytania z chorób wewnętrznych, albo psychiatrii. Ale idąc tym samym torem rozumowania należałoby ograniczyć staż podyplomowy przyszłych chirurgów do dziedzin zabiegowych, a w następnym kroku także i odpowiednio sprofilować zajęcia na studiach. A w przypadku przyszłych internistów oczywiście odpowiednio odwrotnie. Jednak w dobie coraz większej i głębszej specjalizacji w zawodzie lekarza wydaje się racjonalne wymuszenie pewnego poziomu kompetencji ogólnych, tym bardziej, że pacjenci często wymykają się podziałom na poszczególne specjalności. Warto przypomnieć w tym miejscu, że zakres LEK i LDEK odpowiada zakresowi tematycznemu stażu podyplomowego, nie są to więc egzaminy pokrywające cały zakres studiów. Zdecydowanie też nie wymagają od zdających głębokiej wiedzy specjalistycznej, która oczekiwana jest na PES.

Ile osób nie zalicza testu co najmniej dwukrotnie? Czy to problem poważny, czy marginalny?

To bardzo dobre pytanie. Jeśli popatrzymy na zdawalność pojedynczego egzaminu można odnieść wrażenie, że LEK i LDEK stanowią istotną barierę na drodze do uzyskania prawa wykonywania zawodu dla absolwentów naszych uczelni. W istocie tak jednak nie jest. Wynika to z faktu, że zwykle lekarze po skończeniu studiów mają aż trzy podejścia do egzaminu w trakcie stażu podyplomowego. Wystarczy że próg zdania egzaminu przekroczą w jednym z nich. Dlatego dokonaliśmy analizy zdawalności LEK i LDEK przez poszczególnych absolwentów. Jej wyniki, uwzględniające podział na poszczególne uczelnie i roczniki absolwentów, są dostępne na stronie internetowej CEM. Ich analiza pokazuje, że w większości przypadków odsetek absolwentów, którzy nie zdali LEK podejmując co najmniej trzy próby, mieści się w granicach 2 proc., choć trzeba przyznać, że poszczególne uczelnie różnią się pod tym względem. Podobne dane dotyczą LDEK. Egzaminy te stanowią natomiast istotną przeszkodę do uzyskania PWZ dla absolwentów uczelni zagranicznych.

Czy rosnąca liczba podejść do tych egzaminów wiąże się z jeszcze gorszą zdawalnością?

W przypadku LEK, w którym jednak chodzi przede wszystkim o jak najlepszy wynik do postępowania kwalifikacyjnego, kolejne podejścia do egzaminu niekoniecznie wiążą się z gorszym wynikiem. Wydaje się wręcz, że lekarze przystępujący do LEK po raz drugi zwykle poprawiają swój rezultat. W przypadku PES (egzaminu specjalizacyjnego) wyniki osób przystępujących do egzaminu po raz kolejny są już jednak przeciętnie wyraźnie gorsze niż osób zdających po raz pierwszy. To wynika z faktu, że kolejny raz do egzaminu PES przystępują tylko osoby, które go nie zdały, a nie osoby, które uzyskały pozytywny wynik i chcą go poprawić. Dlatego w celu oceny rzeczywistej trudności/zdawalności PES analizujemy jedynie wyniki osób zdających po raz pierwszy. Swoją drogą możliwość zdawania PES bez żadnych ograniczeń co do liczby poprawek nie funkcjonuje dobrze i moim zdaniem trochę demotywuje osoby wielokrotnie poprawiające się. Lepszym rozwiązaniem byłoby obowiązkowe doszkolenie, np. po upływie trzech lat bezskutecznych prób zdania PES.

Dlaczego jest pan przeciwny upublicznianiu pytań z LEK i LDEK zaraz po ich przeprowadzeniu?

Na ten temat wypowiadałem się wielokrotnie, także na łamach „Gazety Lekarskiej”. Ciekawsze wydaje mi się przeanalizowanie argumentów tych, którzy oczekują takiej niezwłocznej publikacji. Podstawowy argument to konieczność społecznej kontroli nad egzaminami. Tyle tylko, że nie bardzo dostrzegam, by taka kontrola była dokonywana na podstawie pytań z egzaminów sprzed pięciu lat, które są upubliczniane. Sądzę, że nielekarze nie mają po prostu wystarczających kompetencji, by oceniać merytoryczny poziom egzaminów lekarskich. A kontrola ze strony środowiska lekarskiego? Przecież egzaminy dla lekarzy w Polsce przygotowują i przeprowadzają lekarze. CEM jest tylko organizatorem tego procesu i podmiotem stojącym na straży odpowiednich procedur. Jedną z najważniejszych z nich jest procedura zachowania tajności pytań przed egzaminem. Bez niej egzamin staje się swoją karykaturą, przestaje realizować swoje podstawowe zadanie, jakim jest pomiar wiedzy osób egzaminowanych. Egzamin z giełdy pytań nie sprawdza wiedzy tylko sprawdza opanowanie tej giełdy. A w przypadku medycyny to wielka różnica.

Czy w Unii Europejskiej istnieje jeden w miarę spójny system egzaminów podobnych do LEK i LDEK? Do których krajów nam najbliżej?

Zdecydowanie nie. Brakuje spójności w tym zakresie. Ale w niektórych krajach UE istnieją odpowiedniki naszych egzaminów, pełniące rolę egzaminu kwalifikacyjnego przed rozpoczęciem szkolenia specjalizacyjnego. Najbardziej znane przykłady to hiszpański Examen Medico Interno Residente (MIR), francuski Epreuves Classantes Nationales (ECN) i portugalski Exame da especialidade (EE). Nawiasem mówiąc nigdy nie udało mi się uzyskać dostępu do pytań wykorzystywanych na tych egzaminach, gdyż są one tajne. Niestety w dyskusji na temat upubliczniania pytań z naszych egzaminów bardzo często powtarzana jest nieprawda, jakoby była to powszechna praktyka w Europie Zachodniej i USA. Co ciekawe, choć to absolutny fałsz, wiele osób uwierzyło.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.