Koronawirus w Polsce. Czuliśmy wielką presję, telefon dzwonił non stop

Od kilkunastu tygodni tematy związane z szeroko rozumianym zdrowiem przykuwają uwagę całego świata. Niestety w pogoni za sensacją i szybkością w przekazywaniu informacji nie zawsze przebija się głos ekspertów.

Dr hab. Katarzyna Pancer. Foto: arch. prywatne

Komentuje dr hab. Katarzyna Pancer, kierownik Laboratorium BSL3 w NIZP-PZH, której zespół wykrył pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce:

– Na początku marca nasz zespół wykrył pierwszy w kraju przypadek zakażenia SARS-CoV-2. Z jednej strony to była zła wiadomość dla pacjenta i jego otoczenia, a także dla wielu służb czekających na potwierdzenie, że ten wirus już jest w Polsce, ale z drugiej strony cieszyliśmy się, że to, co robimy, ma sens. Postawienie właściwej diagnozy jest niezwykle ważne.

Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że to SARS-CoV-2, potwierdziliśmy wyniki na wszystkie możliwe sposoby. Następnie próbkę wysłaliśmy do Krakowa do dalszych badań. Naukowcy z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ wyizolowali wirusa z próbki „pacjenta zero”.

Kiedy okazało się, że nowy koronawirus może pojawić się na naszym kontynencie, stanowiąc realne zagrożenie, w bardzo krótkim czasie wszystkie europejskie laboratoria zarzuciły firmy produkujące odczynniki swoimi zamówieniami.

Pracowaliśmy po 12-13 godzin dziennie, jeszcze zanim trafiły do nas pierwsze próbki do badania na obecność SARS-CoV-2. Kiedy zaczęły spływać, wielu z nas przychodziło do laboratorium rano i wychodziło nawet o drugiej w nocy. Pracowaliśmy w oparciu o wytyczne WHO, co jest pracochłonne, bo na każdą próbkę trzeba nastawić trzy reakcje. Aby zwiększyć tempo, zaczęliśmy pracować w trybie zmianowym.

Na początku czuliśmy wielką presję, a telefon z pytaniami m.in. od lekarzy dzwonił non stop. Tamten czas odespałam na kwarantannie, na którą trafiłam w połowie marca, gdy koronawirusa wykryto u jednej z pracownic naszego instytutu, choć nie z mojego laboratorium. Na szczęście wynik badania okazał się ujemny i po dwóch tygodniach wróciłam do pracy.

W początkowym okresie nawet do 10 proc. próbek na mojej zmianie było w złym stanie, co uniemożliwiało ich zbadanie, ale z biegiem czasu to się zmieniło i od kwietnia zdarzają się już tylko pojedyncze takie przypadki. Myślę, że błędy wynikały z niewiedzy i stresu, a w pewnych przypadkach może z nadmiaru ostrożności. Na początku dostawaliśmy trochę próbek nieszczelnych – wówczas nie ma pewności, co znajduje się w środku, nie wspominając o tym, że tak nieodpowiednio zabezpieczony materiał stanowi zagrożenie dla osób mających styczność z taką przesyłką.

W tej chwili trudno powiedzieć, jak sytuacja potoczy się dalej. Epidemia SARS rozpoczęła się w 2002 r. i trwała mniej więcej rok, ale tamten wirus powodował stosunkowo mało zakażeń bezobjawowych. Przypadki zachorowań diagnozowano, chorych izolowano, a epidemia przestała nam zagrażać.

SARS-CoV-2 powoduje dużo zachorowań bezobjawowych, więc są niewielkie szanse na wykrycie wszystkich takich przypadków i ich odizolowanie. Obawiam się, że koronawirus będzie dalej się szerzył, ale z mniejszą częstotliwością niż w czasie pierwszej fali epidemii. Mam nadzieję, że wkrótce zejdziemy z krzywej epidemicznej i będą tylko odizolowane ogniska zachorowań. Najgorszym scenariuszem byłoby, gdyby pomimo ogromnych wysiłków ten wirus cały czas krążył wśród całej populacji, bo nieustannie mielibyśmy dużą liczbę nowych zakażeń.

Notował: Mariusz Tomczak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.