Inżynier czy doktor? Nowa wizja kształcenia przyszłych lekarzy

Dla osób marzących o medycynie to większa szansa na zdobycie dyplomu, i to bez konieczności przeprowadzki. Dla uczelni – prestiż i źródło dodatkowych pieniędzy. Dla lokalnych władz – zaspokojenie ambicji połączone z próbą przyciągnięcia medyków – pisze Mariusz Tomczak.

Limit miejsc na kierunku lekarskim zwiększa się. Foto: pixabay.com

Trend wydaje się oczywisty: rośnie liczba studentów na kierunku lekarskim, a ich edukacją zaczęły zajmować się także mniejsze uczelnie, w tym niepubliczne, czasami niemające doświadczenia w kształceniu w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu.

Lekarz z dawnej politechniki

W efekcie wkrótce prawo wykonywania zawodu otrzymają absolwenci uczelni nieznanych dużej części lekarzy. Ich nazwy czasami mogą mylić.

Za kilka lat nie wszyscy początkowo będą chcieli uwierzyć, że stoi przed nimi lekarz z dyplomem Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach (dotąd kojarzonej głównie z prowadzenia studiów w zakresie architektury, mechatroniki i grafiki) czy Uniwersytetu Techniczno-Humanistycznego w Radomiu (jeszcze kilka lat temu znanego jako Politechnika Radomska, działająca wcześniej przez dwie dekady pn. Wyższa Szkoła Inżynierska).

W ostatnich latach znacząco wzrosły szanse na zdobycie indeksu nie tylko dlatego, że nie ubiega się o to pokolenie wyżu demograficznego z lat 80. XX w. Od roku akademickiego 2014/2015 do 2020/2021 limit miejsc na kierunku lekarskim zwiększył się z 5510 do 8309, podczas gdy jeszcze w roku akademickim 2008/2009 wynosił 3402.

Tegoroczny limit byłby jeszcze wyższy, gdyby nie to, że Uniwersytet Techniczno-Humanistyczny w Radomiu, gdzie obecnie studiuje 270 przyszłych lekarzy, dostał czerwoną kartkę od Polskiej Komisji Akredytacyjnej. – Staramy się przekonać ministerstwo, iż wypełniliśmy wszystkie zalecenia. Ewentualny brak naboru dotknie jedynie pierwszy rok studiów – komentuje tę sytuację prof. Dariusz Trześniowski, rzecznik prasowy uczelni. – Jesteśmy przekonani, że za kilka lat nikt nie będzie pamiętał o naszych obecnych problemach – dodaje.

Częstochowa? Lublin? Elbląg?

– Kierunek lekarski jest perłą, niewiele uczelni może się nim poszczycić – mówił na początku 2017 r. ówczesny szef Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin przed uroczystym podpisaniem zgody na uruchomienie kierunku lekarskiego w UTH w Radomiu. Ta „perła” staje się coraz bardziej dostępna dla młodego pokolenia. Od kilku lat medycynę można studiować m.in. na Uniwersytecie Rzeszowskim, Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach, Uniwersytecie Zielonogórskim i Uniwersytecie Opolskim.

Rok temu studia na kierunku lekarskim zainaugurowano na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Władze tej publicznej uczelni właściwie od początku jej powstania w 1999 r. nosiły się z zamiarem powołania wydziału medycznego (w połowie sierpnia wmurowano kamień węgielny pod jego siedzibę).

Bazę kliniczną dla studentów stanowią m.in. Wojskowy Instytut Medyczny, Narodowy Instytut Kardiologii, Instytut Matki i Dziecka, a także szpitale publiczne. Partnerem strategicznym wydziału jest założony prawie 100 lat temu Katolicki Uniwersytet Najświętszego Serca w Mediolanie, a poliklinika Gemelli w Rzymie, czyli oficjalny szpital papieża, jest bazą dydaktyczną i naukową UKSW dla prowadzenia studiów i badań w obszarze nauk medycznych.

Starania o uruchomienie kierunku lekarskiego czyni Uniwersytet Humanistyczno-Przyrodniczy w Częstochowie. – U podłoża tej inicjatywy, oprócz podniesienia rangi uniwersytetu, znajduje się akademicka odpowiedź na niedobór lekarzy w Polsce – zgodnym głosem mówią pełnomocnik rektora ds. utworzenia lekarskiego kierunku studiów prof. Aleksander Sieroń i dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu prof. Wiesław Pilis.

W toku są postępowania w sprawie wniosków o utworzenie studiów na kierunku lekarskim w Elbląskiej Uczelni Humanistyczno-Ekonomicznej (sprawa z 2015 r., postępowanie sądowe) oraz w Wyższej Szkole Ekonomii i Innowacji w Lublinie. Z kolei wniosek Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy został pozostawiony bez rozpoznania z uwagi na brak uzupełnienia po wezwaniach ministra nauki i szkolnictwa wyższego.

Zaczęło się w Krakowie

Pierwszą niepubliczną uczelnią w naszym kraju umożliwiającą zdobycie dyplomu lekarza była Krakowska Akademia im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Zajęcia ruszyły w roku akademickim 2016/2017.

– Bazę do nauczania studentów kierunku lekarskiego w warunkach klinicznych stanowią przede wszystkim wybrane oddziały krakowskich szpitali. Czasem są to nawet całe szpitale, tak jak w przypadku Szpitala Klinicznego im. dr. J. Babińskiego w Krakowie, czasem jednostki pozamiejscowe, jak Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca zlokalizowane na Śląsku – tłumaczy prof. Filip Gołkowski, dziekan Wydziału Lekarskiego i Nauk o Zdrowiu tej uczelni.

W nadchodzącym roku akademickim limit przyjęć w Krakowskiej Akademii wynosi 125 miejsc na studiach stacjonarnych prowadzonych w języku polskim i tyle samo w języku obcym. Nie są to małe liczby, zważywszy choćby na fakt, że na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie te limity wynoszą odpowiednio 240 i 125, choć UJ ma zgodę na dodatkowe kilkadziesiąt miejsc w dwóch innych wariantach.

– Trudno w kwestii prestiżu konkurować z uczelniami publicznymi, które mają często już kilkudziesięcioletnią i dłuższą tradycję nauczania na kierunkach lekarskich. My dostrzegamy jednak pozytywy w budowaniu od podstaw zarówno programu nauczania, jak i zespołów dydaktycznych – podkreśla prof. Filip Gołkowski.

Prestiż bez gwarancji?

W 2017 r., jako druga niepubliczna placówka w Polsce, kształcenie przyszłych lekarzy rozpoczęła Uczelnia Łazarskiego w Warszawie. Bazę kliniczną stanowią 24 podmioty lecznicze, do których należą m.in. Instytut Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka, Instytut Hematologii i Transfuzjologii oraz szpitale wojewódzkie i miejskie.

– Niewielka liczba studentów pozwala na przywrócenie relacji mistrz-uczeń, która w standardowym systemie kształcenia powoli zanika – przekonuje Sylwia Wrzosek, szefowa marketingu w Łazarskim, dodając, że obecnie liczba osób chcących studiować medycynę jest taka sama jak w poprzednich latach.

Ze wzrostem liczby kandydatów mierzy się Wyższa Szkoła Techniczna w Katowicach, która w Wydziale Nauk Medycznych noszącym imię prof. Zbigniewa Religi kształci na kierunku lekarskim od 2018 r. Bazą są tutaj dwa własne budynki w Zabrzu. – To miasto, w którym koszty utrzymania dla studentów są o wiele niższe niż w dużych aglomeracjach, a szanse, aby dostać się na medycynę w mniejszych ośrodkach akademickich, są zawsze większe – zauważa Marzena Kliś z Działu Promocji i Rozwoju WST.

W jej opinii w obecnych czasach dla absolwenta ma znaczenie przede wszystkim wiedza, umiejętności i kompetencje, jakie osiągnie po ukończeniu studiów. – Prestiż uczelni jest owszem ważny, ale nie daje żadnych gwarancji – w ten sposób odpowiada na pytanie, czy władze rektorskie nie mają obaw, że dyplom lekarza zdobyty na ich uczelni okaże się mniej prestiżowy od uzyskanego w znanej uczelni medycznej.

Czwarta uczelnia w Warszawie

Za kilka tygodni studia na kierunku lekarskim po raz pierwszy rozpoczną się w Uczelni Medycznej im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Uprawnienia do prowadzenia jednolitych studiów magisterskich na kierunku lekarskim uzyskała niecałe pół roku temu w wyniku starań prowadzonych od 2015 r. To czwarta placówka w stolicy, w której przyszły lekarz może zdobyć dyplom.

Na początku nosiła inną nazwę, kształcąc studentów ekonomii. Później rozszerzyła ofertę m.in. o zdrowie publiczne, turystykę i rekreację, pedagogikę. Z biegiem lat zdecydowano się ukierunkować działalność uczelni na studia w obszarze nauk medycznych i nauk o zdrowiu, czego konsekwencją była zmiana nazwy na obecną, a w jej struktury włączono m.in. Wyższą Szkołę Zawodową Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia.

– Posiadamy własną bazę kliniczną w Mazowieckim Szpitalu Onkologicznym w Wieliszewie – mówi rektor UM MSC prof. Mirosław Cienkowski. Uczelnia jest w trakcie budowy szpitala, który również ma być bazą własną do realizacji zajęć klinicznych.

Ile za czesne?

Rozpoczynając studia na kierunku lekarskim w prywatnej placówce, trzeba liczyć się z niemałymi wydatkami. Wysokość czesnego jest zróżnicowana. Za pierwszy semestr nauki w trybie stacjonarnym w języku polskim w UM MSC trzeba zapłacić 18 tys. zł, a w krakowskim Fryczu – 22 tys. zł. W WST w Katowicach czesne w zależności od roku studiów waha się między 21 tys. a 23 tys. zł, w Uczelni Łazarskiego wynosi 29-34 tys. zł. Chętnych jednak nie brakuje.

Mariusz Tomczak


Tłumy w Kielcach

44 osoby na jedno miejsce zarejestrowały się w pierwszym etapie rekrutacji na kierunek lekarski na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach, gdzie medycynę można studiować dopiero od pięciu lat. W tyle znalazło się m.in. pielęgniarstwo, położnictwo i prawo (na każdy z tych kierunków było średnio po 2,8 kandydata na jedno miejsce). Poza kierunkiem lekarskim dużym zainteresowaniem cieszyły się kryminologia stosowana (6,5), psychologia (5,9), fizjoterapia (5,4) i kosmetologia (5,0).

Powiązane aktualności

Jeden komentarz

Skomentuj
  1. Avatar
    jan janowski
    Wrz 21, 2020 - 03:45 PM

    żenada, nie ma porządnego szkolenia dla rezydentów, którzy już są, tylko produkuje się nowe pieczątki, cóż prawnicy zacierają ręce na te nowotwory

    ODPOWIEDZ

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.