18 lipca 2024

Dr Jacek Miarka: Wytrwać w działaniu

Nie wyobrażam sobie istnienia samorządu lekarskiego bez organów odpowiedzialności zawodowej – rzeczników i sądu – działających całkowicie niezależnie. Z Jackiem Miarką, przewodniczącym Naczelnego Sądu Lekarskiego, rozmawia Lucyna Krysiak.

Jacek Miarka. Foto: Marta Jakubiak/Gazeta Lekarska

VIII kadencja samorządu lekarskiego przebiegała w niezwykłych okolicznościach. Jaki to był czas dla NSL?

Działam w sądzie lekarskim od 30 lat i z doświadczenia mogę powiedzieć, że ta kadencja jest zdecydowanie inna niż poprzednie. Sąd lekarski nie działa w oderwaniu od rzeczywistości, a ta dynamicznie się zmieniała – lockdown, praca w ekstremalnych warunkach, spotkania online – to wszystko niekorzystnie wpłynęło na nasze funkcjonowanie.

Chcę jednak zaznaczyć, że mimo tych ograniczeń zachowaliśmy ciągłość orzekania, nawet w okresie ustawowego zamknięcia biur działała kancelaria NSL i był utrzymany kontakt z członkami naszego zespołu. Uważam, że jeśli się czegoś podejmujemy, powinniśmy wytrwać w działaniu i Naczelnemu Sądowi Lekarskiemu to się udało. Przystosowaliśmy się do zmieniających się okoliczności i z perspektywy czasu oceniam ten okres pozytywnie.

Co można określić jako sukces, a co było porażką w pracy NSL?

Na pewno trafionym pomysłem była przeprowadzka do nowej, bardziej przestronnej siedziby, dzięki czemu jesteśmy w stanie zapewnić dyskrecję uczestnikom spraw trafiających na wokandę NSL. Jednak w mojej ocenie największym sukcesem jest stworzenie zespołu kilkunastu sędziów, którzy prowadzą wszystkie rozprawy w Naczelnym Sądzie Lekarskim. Są to lekarze doświadczeni, z dużym stażem zawodowym, wiedzą, a jednocześnie ze znajomością meandrów prawa. Co należy podkreślić, są to osoby całkowicie niezależne w swoich opiniach. Pracujemy w składach pięcioosobowych i nie zawsze zgadzamy się ze sobą, ale orzeczenia opierają się na argumentach merytorycznych.

W tej kadencji udało nam się znacząco skrócić czas od wpłynięcia akt do NSL do rozprawy oraz utrzymać całkowitą niezależność od jakichkolwiek wpływów z zewnątrz. Tej niezależności – jak wynika z rozmów kuluarowych – zazdroszczą nam nawet sędziowie sądów powszechnych. Porażką jest dla mnie każda sprawa, która przy całkowicie udokumentowanej, pewnej winie lekarza, ulega przedawnieniu. Dzieje się tak nie z powodów merytorycznych, ale z działania adwokatów wykorzystujących luki prawne. Poznaliśmy już te „sztuczne” zabiegi zmierzające do wydłużenia postępowania i radzimy sobie z nimi coraz lepiej. Składamy na adwokatów działających w ten sposób skargi do izby adwokackiej i będziemy w tym konsekwentni.

Jak w przyszłości unikać takich manipulacji?

Konieczne są zmiany w prawie i należy je zacząć od naszego regulaminu. Zaproponuję je wspólnie z Naczelnym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej na najbliższym Krajowym Zjeździe Lekarzy. Chodzi o możliwość zwiększenia liczby zespołów orzekających, ponieważ w tej chwili pracujemy na granicy wydolności. Jednak to nie wystarczy, potrzebna jest przede wszystkim modyfikacja zapisów z ustawie o izbach lekarskich.

Wspólnie z NROZ utworzyliśmy zespół pod kierunkiem prawnika prof. Teresy Gardockiej, który przygotował nowelizację tej ustawy w punktach dotyczących orzecznictwa zawodowego i działania sądów lekarskich. Nowelizacja ta jest skorelowana z innymi aktami prawnymi, a więc napisana pod względem prawnym bardzo profesjonalnie. Aby te zmiany wprowadzić w życie, potrzebna jest jednak wola polityczna, a takiej w tej chwili nie ma.

Co pan wyniósł z kontaktów z lekarzami, którzy stanęli przed tą instancją?

Po latach pracy w zawodzie wydawałoby się, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Jednak to się zdarza. Nie wyobrażam sobie istnienia samorządu lekarskiego bez organów odpowiedzialności zawodowej – rzeczników i sądu – działających całkowicie niezależnie. Tymczasem właśnie za tę niezależność sądów, opartych przecież zawsze o Kodeks Etyki Lekarskiej, byliśmy najbardziej krytykowani, poddawani presji z różnych stron, również kolegów działaczy samorządowych. To bardzo frustrujące i obciążające psychicznie.

A przecież nie ma sądów, z których wyroków byłyby zadowolone wszystkie strony postępowania. I żaden sąd nie spowoduje, że społeczeństwo stanie się mniej roszczeniowe, a lekarze bardziej empatyczni. Może jestem naiwny, ale wierzę w samorząd, jego mądrość zbiorową, w sens tego, co robię, w potrzebę respektowania zasad etycznych w naszym wolnym zawodzie. Na pytanie, czy będę kandydował na przewodniczącego NSL w przyszłej kadencji, odpowiem, że jeszcze nie wiem – decyzję podejmę w ciągu miesiąca. Na razie jestem skupiony na zakończeniu obecnej kadencji, aby mojemu następcy nie pozostawić niezałatwionych spraw.