21 kwietnia 2024

Dr Lidia Stopyra: Każda fala pandemii była inna

W trakcie ostatniej fali liczba pacjentów z COVID-19 w ciężkim stanie znacznie wzrosła. Z dr Lidią Stopyrą, ordynatorem Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii w Szpitalu Specjalistycznym im. Stefana Żeromskiego w Krakowie, rozmawia Mariusz Tomczak.

Foto: arch. prywatne

Czy pojawienie się koronawirusa utrudniło pracę na pani oddziale?

Liczyliśmy się z możliwością pojawienia się jakiejś groźnej choroby zakaźnej. Zanim wybuchła pandemia, pod koniec 2019 r., nasz oddział został wyremontowany m.in. z myślą o izolacji pacjentów już na etapie przyjmowania do szpitala, tak by nie mieli żadnego kontaktu z innymi. To bardzo dobrze sprawdziło się po pojawieniu się koronawirusa.

Pierwszy dorosły pacjent zakażony SARS-CoV-2trafił do nas w połowie marca 2020 r., kilkanaście dni później – pierwsze dziecko z COVID-19. Stanęliśmy w obliczu wielkiej mobilizacji. Na początku nie znaliśmy wroga i mieliśmy problemy z diagnostyką.

Mimo to już od początku pandemii organizowaliśmy opiekę nad dziećmi w taki sposób, aby nie odraczać leczenia chorób przewlekłych i zabiegów. Staraliśmy się wykonywać je na bieżąco w warunkach zaostrzonego reżimu sanitarnego. Udało się to m.in. dzięki dobrej współpracy z Instytutem Pediatrii i innymi oddziałami pediatrycznymi.

Pani oddział, jak wskazuje jego nazwa, mógł być przygotowany na epidemię, ale jej wybuch wielu kompletnie zaskoczył. Placówki odwoływały zabiegi planowe, a część pacjentów ze strachu rezygnowała z wizyt w szpitalu. Czy takie przypadki były częste?

Był okres, gdy rodzice się bali i bardzo późno zgłaszali się do szpitala, ale w większym stopniu dotyczyło to pacjentów dorosłych. Trudno określić, jaka była skala tego zjawiska, ale faktem jest, że powstały zaległości w zakresie wykonywania planowych zabiegów. Czasami nawet te w trybie pilnym były odraczane.

Bywało i tak, że w szczycie zachorowań, gdy hospitalizowano mnóstwo pacjentów z COVID-19, anestezjolodzy pracowali na intensywnej terapii, a w oddziałach niecovidowych nie miał kto znieczulać, bo osoby, które mogłoby to robić, ratowały życie innym pacjentom.

Teraz, gdy wszystko wskazuje, że schodzimy z fali zachorowań, powinniśmy nadrobić zaległości. Ważne jest, aby jak najwięcej osób się zaszczepiło. COVID-19 nie zniknie, ale należy zrobić wszystko, by liczba zachorowań była marginalna.

Czy podczas kolejnych fal pandemii przebieg COVID-19 był różny?

Każda fala była inna. Pierwsza, w porównaniu z drugą i trzecią, była niewielka pod względem liczby zachorowań. Osoby trafiające do naszego szpitala w czasie tegorocznej wiosny, w trzeciej fali były w znacznie cięższym stanie i w młodszym wieku.

W czasie drugiej fali mieliśmy pacjentów covidowych głównie powyżej 70. i 80. roku życia, a podczas trzeciej dominowali 30- i 40-latkowie. W trakcie ostatniej fali liczba chorych w ciężkim stanie, wymagających leczenia pod respiratorem, znacznie wzrosła, a COVID-19 ciężej przechodziły także dzieci.