19 lipca 2024

Dr Sławomir Dudek: Ochrona zdrowia może stać się ofiarą tej wojny

Odsetek PKB na ochronę zdrowia, obronę narodową czy szkolnictwo wyższe nie bierze się z nieba – przypomina dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, adiunkt w Instytucie Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Foto: arch. prywatne

Wojna w Ukrainie wpłynęła nie tylko na zmianę priorytetów deklarowanych przez polityków, ale przede wszystkim ujawniła słabości systemowe i złe zarządzanie finansami publicznymi w ostatnich latach. W odpowiedzi na to, co się dzieje za naszą wschodnią granicą, rząd zapowiedział wzrost wydatków obronnych do 3 proc. PKB już w przyszłym roku, jednocześnie realizuje kosztowne programy socjalne i pomocowe, np. różne tarcze, i dodatkowo obniżył niektóre podatki, nie mówiąc w ogóle, skąd weźmie na to wszystko pieniądze. Badania opinii publicznej pokazują, że społeczeństwo nie jest gotowe, by płacić wyższe daniny, np. podatek na ochronę zdrowia. Znaleźliśmy się w klinczu.

Obawiam się, że w związku z wojną trwającą w Ukrainie w budżecie państwa na pewne ważne wydatki zabraknie pieniędzy, a usługi publiczne, w tym ochrona zdrowia, mogą stać się ofiarami tego konfliktu. Będzie trudniej o dodatkowe nakłady na ochronę zdrowia, które zgodnie z zapowiedziami za kilka lat osiągną 7 proc. PKB. Napływ uchodźców to wzrost liczby potencjalnych pacjentów, a wysoka inflacja to rosnące koszty funkcjonowania placówek ochrony zdrowia, m.in. z powodu drożejących usług. Mamy słabnącą złotówkę, co skutkuje m.in. wzrostem cen paliw, które jest kupowane za dolary i wzrostem cen towarów pochodzących z importu. Nie omija to szpitali.

Odsetek PKB na ochronę zdrowia, obronę narodową czy szkolnictwo wyższe nie bierze się z nieba. Samo zapisanie w ustawie procentów, jeśli nie jest połączone z rozwojem gospodarczym, nic nie da. Co z tego, że rząd obiecuje rosnące wydatki na ochronę zdrowia, skoro kształtuje politykę tak, że w przyszłości czeka nas spowolnienie lub w długim okresie polska gospodarka nie będzie się rozwijać. Moim zdaniem rząd prowadzi politykę dezaktywizacji społeczeństwa, wydając za dużo środków na programy nietrafiające do osób pracujących, płacących składki zdrowotne, lecz do tych, które korzystają z usług publicznych, np. medycznych, a nie dokładają się do w ogóle do budżetu.

Na razie stan finansów publicznych jest napompowany inflacją, a kondycja gospodarki pocovidowym odbijaniem się od dna. Zadłużać się za bardzo już nie można, bo dotykamy progów ostrożnościowych. Na polskie obligacje popytu nie ma, teraz są one zresztą drogie. Odsetki od zaciąganego długu w czerwcu przekroczyły 8 proc., w sierpniu, mimo że nieco spadły, utrzymywały się na poziomie nieco poniżej 6 proc., a jeszcze nie tak dawno były poniżej 1 proc. W najbliższych dwóch latach może to oznaczać dodatkowy wydatek sięgający 1 proc. PKB.

Aby było więcej pieniędzy na zdrowie trzeba wywierać nacisk metodami demokratycznymi. Raz na cztery lata wybieramy parlament, a to parlamentarzyści decydują o priorytetach w państwie. Ponadto samo zwiększenie nakładów nie wystarczy – ograniczenie budżetowe jest coraz silniejsze, zatem potrzebny jest też wzrost efektywności, tj. wydatkowanie w ochronie zdrowia na jak najbardziej skuteczne procedury i najbardziej efektywne podmioty.

Notował: Mariusz Tomczak