18 lipca 2024

Należało wprowadzić uzasadnione wiedzą zasady walki z epidemią

Nie ma cudownych szczepionek, ale dzięki nim szanse na przeżycie wzrosły – mówi prof. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, ordynator I Oddziału Chorób Zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu, w rozmowie z Mariuszem Tomczakiem.

Prof. Krzysztof Simon. Foto: arch. prywatne

Co pan czuł, gdy kilka tygodni temu minister zdrowia poinformował, że z powodu COVID-19 zmarło już 100 tys. osób? Z psychologicznego punktu widzenia to ważna liczba.

Od zeszłorocznej wiosny wiedziałem, że do tego dojdzie. Wielokrotnie mówiłem, że trzeba przygotować się na taki scenariusz, a chcąc mu przeciwdziałać, należało wprowadzić uzasadnione wiedzą zasady walki z epidemią, w tym restrykcje dla osób, które ich nie przestrzegają.

Skąd tak wielka liczba zgonów covidowych i nadmiarowych?

Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, oportunistycznie nastawionym do szczepień, kontestujemy zalecenia związane z utrzymywaniem dystansu czy noszeniem maseczek i wprowadzeniem certyfikatów covidowych. Wiele osób jest podatnych na nieprawdziwe informacje rozpowszechniane m.in. w internecie, że szczepionki szkodzą.

W efekcie śmiertelność wśród Polaków jest ogromna, ponad 90 proc. umierających to osoby starsze, obciążone chorobami i niezaszczepione. Szczepionka zabezpiecza przed zakażeniem się wirusem SARS-CoV-2, niezależnie od wariantu, a także łagodzi przebieg COVID-19. Nie ma oczywiście cudownych szczepionek, które w 100-proc. dają odpowiedź na jej przyjęcie ze strony każdego organizmu, ale to właśnie dzięki nim rośnie szansa na przeżycie tej epidemii.

Czy chodzi tylko o szczepienia?

Na dużą liczbę zgonów nadmiarowych w Polsce nakłada się również bardzo wiele innych czynników, np. zbyt mała liczba lekarzy. Nie lubię słuchać informacji o zwiększeniu liczby łóżek dla pacjentów z COVID-19, bo kiedy się je tworzy, zaczyna brakować personelu i łóżek dla innych chorych. To są naczynia połączone.

Kolejny powód to brak jasnych reguł gry zabezpieczających większość populacji przed epidemią. Od dawna powinny być wprowadzone różne ograniczenia zmniejszające ryzyko zakażenia się i przeniesienia wirusa na innych. Sprawa byłaby prosta, gdyby egzekwowano przepisy dotyczące noszenia maseczek w miejscach zamkniętych, by na przykład do teatrów i kin mogli chodzić tylko ludzie z „paszportem covidowym”.

Do tego dochodzi słabe przygotowanie naszego państwa do przeciwdziałania kolejnym falom pandemii. Organizacja walki z COVID-19 kuleje, mimo racjonalnego podejścia ze strony premiera i ministra zdrowia, którzy jednak nie mają w tej sprawie poparcia swojego środowiska politycznego. To było jednym z powodów mojego odejścia z Rady Medycznej przy Prezesie Rady Ministrów. Nie wiem, dlaczego wśród obozu rządzącego panuje taka obstrukcja przed wprowadzeniem restrykcji stosowanych w większości cywilizowanych krajów.

Ilu niepotrzebnych zgonów można było uniknąć w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy?

Z różnych danych, do których mam dostęp, wynika, że w Polsce z powodu COVID-19 zmarło mniej więcej tyle samo osób, co z powodu opóźnienia dostępu do opieki medycznej lub wręcz braku dostępu do niej w trakcie pandemii. Moim zdaniem przeżyć mogła większość tych, którzy mieli utrudniony dostęp do lekarza, szpitala czy zabiegu. Być może nawet prawie wszyscy, ale tego nie da się ustalić.

Odnośnie zgonów covidowych – wśród chorujących na COVID-19 jest kilkuprocentowa śmiertelność, ale po 60. r.ż. podatność na zakażenie jest większa, a odsetek zgonów w tej grupie wiekowej byłby zdecydowanie mniejszy, gdyby wszystkie starsze osoby się zaszczepiły. Trudno jednak wyrokować dokładniej, bo każdy pacjent choruje inaczej.

Trwa piąta fala. Czy dostrzega pan jakieś powody do optymizmu?

Niestety nie robi się nic, by cokolwiek się zmieniło w najbliższym czasie. W ostatnich dniach za sposób walki z pandemią mocno skrytykował nas „Lancet”, a każdy, kto ma jakąkolwiek wiedzę z medycyny, wie, co to za pismo.  

Nie tak dawno byłem pierwszy raz na urlopie od dwóch lat. W samolocie wszyscy musieli mieć maseczki, wszyscy musieli być zaszczepieni, każdy musiał również posiadać certyfikat covidowy. Wymagało tego państwo, o którego istnieniu do niedawna nie wiedziałem. Skoro tam zdają sobie sprawę, że warto chronić się takimi metodami przed koronawirusem, to na jakim poziomie intelektualnym jest polskie społeczeństwo?

Jeśli ktoś ma raka płuca i nie chce się leczyć, jest to jego prywatną sprawą, bo nie zagraża nikomu innemu, nie ma choroby zakaźnej, choć szpital zawsze go przyjmie na leczenie. Jednak jeśli ktoś nie szczepi się przeciw COVID-19 i chce zarażać innych, to taka osoba jest łobuzem.