Łukasz Jankowski: Teraz pora na czyny
Przyznaję, że mam wrażenie déjà vu. Pod koniec roku w systemie znowu brakuje pieniędzy, kryzys finansowy w NFZ jest coraz głębszy, szpitale przesuwają planowe zabiegi, a rządzący są tym wszystkim zaskoczeni.
Przyznaję, że mam wrażenie déjà vu. Pod koniec roku w systemie znowu brakuje pieniędzy, kryzys finansowy w NFZ jest coraz głębszy, szpitale przesuwają planowe zabiegi, a rządzący są tym wszystkim zaskoczeni.
Udało się nakłonić przedstawicieli resortu zdrowia do dialogu. I od razu padły istotne dla całego środowiska deklaracje. Właściwie nie wiem, o czym mam napisać, tyle się przez ten miesiąc działo!
Stomatologia w Polsce znalazła się w punkcie krytycznym. Decyzje podejmowane przez rządzących nie tylko nie rozwiązują istniejących problemów, ale często je pogłębiają. Następuje wtórna prywatyzacja – stomatologia publiczna za chwilę przestanie istnieć.
W medycynie nie da się wszystkiego naprawić – także własnych wyborów. Czasem lekarz po latach odkrywa, że droga, którą obrał, prowadzi donikąd. Jak trudno wtedy zawrócić i przyznać się do pomyłki, wie każdy, kto choć raz trafił na ścieżkę nie do końca własną.
Nowoczesny sprzęt, programy NFZ, imponujące statystyki – na papierze wszystko działa. Ale w praktyce szpitale i apteki to nie maszyny, tylko ludzie. A ludzie mają granice. Ile jeszcze razy musimy o tym przypominać i komu?
W polskiej kulturze słowo „tylko” ma moc zaklęcia. Usprawiedliwia, tłumaczy, rozgrzesza. Aż w końcu staje się początkiem historii, która dla wielu kończy się na oddziale ratunkowym, w izbie wytrzeźwień albo w samotności, z utraconą kontrolą i zdrowiem.
Pacjenci przekierowują swoją frustrację wywołaną niedostatkami systemu na lekarzy. W takiej sytuacji trudno myśleć o skutecznym leczeniu, którego fundamentem jest przecież wzajemne zaufanie.
Odnoszę wrażenie, że zamiast prób rozwiązania problemów trapiących stomatologię, rządzący kierują się bardziej nieśmiertelnym tekstem Wojciecha Młynarskiego.
Bez sygnalistów wiele trudnych spraw nie ujrzałoby światła dziennego. Możecie być pewni, że każdy lekarz, który walczy o bezpieczeństwo swoje i pacjentów, otrzyma wsparcie samorządu.
Kiedy siadałem do pisania tego felietonu, media informowały właśnie o agresywnej pacjentce próbującej udusić lekarza stetoskopem. Nie ma tygodnia, aby podobne zdarzenia nie wstrząsały naszym środowiskiem.
Brak zdolności przewidywania konsekwencji własnych działań i zaniechań stał się znakiem rozpoznawczym polskiej polityki. I dotyczy to niestety również sfery zdrowia publicznego.
Na sali operacyjnej czas dłuży się niemiłosiernie – igła wciąż nie wbita, operatorzy zerkają jak diabeł do Betlejem, pielęgniarki kamienne jak posągi. Kusi, żeby huknąć. Ale czy naprawdę o to chodzi w kształceniu lekarzy?