17 czerwca 2024

Opiniodawstwo sądowo-lekarskie. Bycie biegłym to obciążenie

Potrzebne jest nowe prawo, które ureguluje status biegłego lekarza sądowego w systemie wymiaru sprawiedliwości – pisze Lucyna Krysiak.

Foto: pixabay.com

Spośród około 16 tys. biegłych sądowych w Polsce, ponad 3 tys. stanowią lekarze i jest ich zdecydowanie za mało, aby sprostać oczekiwaniom sądów. Szczególnie dotyczy to zapotrzebowania na opinie z zakresu psychiatrii czy neurochirurgii dziecięcej, ale także np. medycyny pracy.

Na przykład w Gliwicach jest tylko jeden biegły lekarz sądowy z zakresu medycyny pracy, a w Sądach Okręgowych w Częstochowie, Bielsku Białej, Świdnicy czy Płocku – nie ma ani jednego. Samorząd lekarski podejmuje działania, aby zmienić tę sytuację, ale bycie biegłym w obecnych warunkach jest dla lekarza obciążeniem i chętnych jest coraz mniej.

Bałagan legislacyjny

Dzieje się tak, ponieważ brakuje zachęt finansowych i merytorycznych, aby lekarze decydowali się szkolić w tym kierunku. Nie zawsze też są poprawne relacje między biegłymi lekarzami sądowymi a sądami, szczególnie tych najniższych instancji. Ryszard Szozda, kierownik Ośrodka ds. Opiniowania Sądowo-Lekarskiego i Orzecznictwa Naczelnej Izby Lekarskiej, wskazuje, że wynagrodzenia biegłych lekarzy sądowych są wciąż na żenująco niskim poziomie oraz wytyka systemowi bałagan legislacyjny, który dopuszcza różne interpretacje przepisów dotyczących wynagrodzeń w sprawach cywilnych i karnych.

Lekarz bez stopnia czy tytułu naukowego za godzinę pracy przy sporządzaniu opinii jako biegły otrzymuje od 22,9 zł do 32,39 zł. Stawka godzinowa dla lekarza z doktoratem wynosi 45,63 zł, dla dra hab. – 55,11 zł, a profesora – 70,32 zł, i są to kwoty brutto. W przypadku bardziej skomplikowanej opinii stawka może wzrosnąć o 50 proc. Z kolei np. Kodeks postępowania cywilnego stanowi, że po zapoznaniu się z aktami sprawy biegły może określić, jaka kwota mu przysługuje, nie opierając się na ustalonych stawkach, ale w oparciu o stawki rynkowe. Sąd, po zasięgnięciu opinii stron, ma prawo się na taką wycenę zgodzić lub nie.

Ostatnio często się nie zgadza. Niestety przepis nie wskazuje, co dalej w takiej sytuacji. – Jestem w posiadaniu dokumentów, które dowodzą, że sądy zmniejszały biegłym lekarzom sądowym ich wynagrodzenie, uzasadniając swoje decyzje tym, że opinie są „zbyt dokładne”, a sąd takowych nie zamawiał – tłumaczy Ryszard Szozda. Dodaje, że zdarza się także kwestionowanie przez sądy liczby godzin podanych przez lekarza sporządzającego opinię w karcie pracy. Tak więc z jednej strony sąd przyjmuje opinię biegłego, z drugiej zarzuca mu nierzetelność i obniża wynagrodzenie.

Być partnerem

Ośrodek ds. Opiniowania Sądowo-Lekarskiego i Orzecznictwa NIL został powołany na początku obecnej kadencji w celu opracowywania standardów edukacji biegłych lekarzy sądowych, zasad taktyki procesowej, określenia zakresu wiedzy niezbędnej biegłemu oraz pisania opinii. Te standardy pozwoliłyby m.in. ujednolicić zasady szkoleń biegłych w izbach okręgowych. Dążeniem ośrodka jest jednak zmiana statusu biegłego lekarza sądowego w systemie wymiaru sprawiedliwości.

– Chodzi nam nie tylko o wynagrodzenia, ale o partnerstwo. Nie jesteśmy urzędnikami podległymi sądom, ale specjalistami w swoich dziedzinach i powinniśmy być właściwie traktowani i wykorzystywani przez wymiar sprawiedliwości – podkreśla Ryszard Szozda i mówi, że dotyczy to również dyspozycyjności biegłych. Prawnicy wzywają ich na rozprawy w celu przesłuchania, nie licząc się z tym, że lekarz ma umówionych pacjentów na określony termin. Po interwencjach byłego już prezesa jednej z okręgowych izb lekarskich uzgodniono z sądami, że termin musi być ustalony z biegłym, aby ten nie musiał wybierać między sądem a pacjentem.

W Gliwicach i Katowicach, ale też np. w Opolu czy Krakowie, sądy stosują się do tych wymogów. – To powinno być normą, wówczas nasze kontakty nie będą tak napięte i staną się partnerskie – przekonuje Ryszard Szozda. Biegły sądowy, w tym wypadku lekarz, do postępowania procesowego wnosi swoją wiedzę medyczną i dodatkowe kompetencje nabyte w trakcie rozlicznych szkoleń, lecz nie jest instytucjonalnie umocowany w systemie prawnym i sądy powinny to szanować. Izby okręgowe mogłyby prowadzić listę przeszkolonych przez siebie biegłych i w ten sposób pomagać wymiarowi sprawiedliwości w znajdowaniu właściwych do sprawy ekspertów, ale nie na zasadzie podległości instytucjonalnej.

Lucyna Krysiak