29 sierpnia 2025

Płeć metrykalna: wybór czy fakt?

Coraz więcej państw pozwala na uzgodnienie płci prawnej bez zabiegów medycznych czy opinii psychiatrycznych. Także w Polsce prawo ewoluuje, choć wolniej. Gdzie dziś przebiega granica między biologią, tożsamością a statusem cywilnym? I co te zmiany oznaczają dla lekarzy – również jako biegłych czy świadków narodzin?

Fot. pixabay.com

Od zarania dziejów znane są przypadki przychodzenia na świat osób o nieprzesądzonej przynależności płciowej. Dawniej chodziło niemal wyłącznie o tzw. hermafrodytyzm (obojnactwo). Obecnie rzecz jest bardziej skomplikowana nie tylko biologicznie, ale też kulturowo i społecznie.

Współczesna medycyna zmuszona jest pomagać naturze i korygować jej „błędy”. Zarówno te bardziej oczywiste, jak obojnactwo, jak i te mniej manifestujące się, wiążące się z faktem (jedynie psychicznego) braku identyfikacji z płcią biologiczną. A więc poczuciem przynależności do innej płci niż wskazywałaby na to budowa biologiczna.

Medycyna (lepiej lub gorzej) radzi sobie również z takimi przypadkami.  Aktualnym i bardziej skomplikowanym problemem jest natomiast płeć prawna albo potocznie: metrykalna. Chodzi przede wszystkim o status prawny osoby, która skorygowała swą – nie do końca przesądzoną przez naturę – płeć albo też dokonała tranzycji (czyli będąc urodzoną kobietą, stała się mężczyzną lub odwrotnie). Jedną rzeczą jest natura biologiczna, drugą rzeczywistość prawna. To właśnie ta druga określa tzw. stan cywilny osoby. A zatem umożliwia zawarcie małżeństwa, przejście na emeryturę w określonym wieku czy całkiem prozaiczne korzystanie z toalet dla osób określonej płci.

Pomiędzy biologią a tożsamością

W Polsce płeć określana jest (przez kierownika urzędu stanu cywilnego) w akcie urodzenia na podstawie oceny lekarza dokonanej po urodzeniu dziecka (przy niemal powszechnej dziś praktyce porodów szpitalnych wkrótce po urodzeniu dziecka). W przypadku obojnactwa decydują cechy przeważające (a w praktyce wola rodziców lub personelu medycznego). W razie wątpliwości rozstrzyga w postępowaniu sąd, opierając się na opinii biegłego.

Problem pojawia się, gdy zainteresowany pragnie zmienić swój status cywilny określony w akcie urodzenia. Nie od razu wypracowano tu jednolite i satysfakcjonujące stanowisko. Początkowo Sąd Najwyższy wskazywał (np. uchwała z 25 lutego 1978 r., III CZP 100/77), że możliwe jest sprostowanie aktu urodzenia, gdy dokonany został już stosowny zabieg korekcyjny albo nawet jeszcze „przed dokonaniem korekcyjnego zabiegu zewnętrznych narządów płciowych, jeżeli tylko cechy nowo ukształtowanej płci są już przeważające, zaś wskazany stan jest nieodwracalny”.

Podstawą miał być art. 31 dawnej ustawy o aktach stanu cywilnego pozwalający na sprostowanie aktu stanu cywilnego w razie błędnego lub nieścisłego zredagowania.

Prawnicy wiedzą, z jak frontalną krytyką spotkała się uchwała. W pełni słusznie podkreślano, że o żadnym nieścisłym, tym bardziej błędnym, zredagowaniu mowy być nie może. Stan rzeczy w momencie sporządzania aktu był zgodny z jego treścią. Zmiana płci nastąpiła przecież później. Pod wpływem krytyki Sąd Najwyższy zmienił stanowisko i… zdecydowanie wykluczył transseksualizm jako podstawę zmian w zakresie płci człowieka określonej w akcie urodzenia.

W uchwale z 22 czerwca 1989 r. mającej moc zasady prawnej (III CZP 37/89) orzekł, że „żaden przepis nie przewiduje możliwości zmiany płci na drodze sądowej”, i zamiast aplauzu spotkał się z równie zdecydowaną krytyką. Tym razem wskazywano na naruszenie praw osobistych człowieka, do których należy również płeć. Dopuszczalność zmiany uważano nie tylko za uzasadnioną, ale za bezwzględnie potrzebną.

Obecnie w Polsce przyjmuje się dopuszczalność sądowego ustalenia, iż nastąpiła zmiana płci człowieka, a w konsekwencji ujawnienie tej okoliczności w formie wzmianki dodatkowej w aktach stanu cywilnego. A więc zmiana „na przyszłość”, nie zaś korekta „przeszłości”. Dalszymi skutkami są m.in. możliwość korekty imienia na zgodne z nową płcią oraz zmiana numeru PESEL (skoro wskazuje on również płeć osoby).

Całkiem niedawno Sąd Najwyższy (w pełnym składzie Izby Cywilnej, uchwała z 4 marca br., III CZP 6/24) orzekł, że postępowanie toczy się w trybie nieprocesowym, a oprócz wnioskodawcy jego uczestnikiem może być wyłącznie małżonek. Uchwała znacznie ułatwia zainteresowanym osiągnięcie zmiany. Uczestnikami postępowania przestali być rodzice, co dotychczas utrudniało proces w przypadku braku ich zgody.

Rewolucja w Niemczech

U naszego zachodniego sąsiada (podobnie jest już w kilkunastu innych krajach europejskich) sprawy mają się inaczej. Od dość dawna (od 2017 r., a nawet – w pewnym zakresie – od 2013 r.) system rejestracji stanu cywilnego, w tym określania płci, uwzględnia potrzeby tzw. osób niebinarnych. Przewiduje możliwość rejestracji „trzeciej płci”, a właściwie deklarację wykluczającą przynależność do dwóch tradycyjnych (tj. mężczyzna i kobieta). Istnieją więc trzy rodzaje określenia płciowości człowieka w niemieckich aktach stanu cywilnego.

Można być: kobietą, mężczyzną lub nie identyfikować się (prawnie) z żadną z tych płci. Rejestracja w zakresie „trzeciej płci” (oficjalnie: płeć odmienna) nie zawsze następuje tuż po urodzeniu (chodzi o czas do namysłu dla rodziców dziecka z obojnactwem). Rejestracja późniejsza (czyli wynikająca z woli osób niebinarnych) wymaga aktywności samych zainteresowanych, a więc wytoczenia procesu. Podobnie zmiana płci oparta jest (a precyzyjniej: była do niedawna) na procedurze sądowej. Tę ostatnią od 1980 r. reguluje (albo raczej regulowała) ustawa o transseksualizmie.

Od jakiegoś czasu sprawy nabrały prawdziwie rewolucyjnej dynamiki. 12 kwietnia 2024 r. Bundestag przyjął ustawę o samostanowieniu. Ułatwia ona osobom transpłciowym, interseksualnym i niebinarnym zmianę płci metrykalnej, a także imienia (na dopasowane do tożsamości płciowej). W miejsce dotychczasowej czasochłonnej i absorbującej procedury, wymagającej m.in. dwóch niezależnych ekspertyz psychiatrycznych i finalnie orzeczenia sądowego, wprowadzono regulację opartą na oświadczeniu składanym w urzędzie stanu cywilnego.

Każdy może zmienić płeć, nawet wielokrotnie (ustawa wprowadza tu ograniczenie, tzn. kolejnego w niosku nie można złożyć przed upływem 12 miesięcy od poprzedniego). Wniosek, a następnie osobiste oświadczenie, mogą złożyć także małoletni. Jeśli nie ukończyli 14 lat, nie mogą wprawdzie samodzielnie złożyć oświadczenia, ale mogą to za nich zrobić rodzice. Gdy już ukończyli 14 lat, złożenie przez nich wniosku wymaga jedynie zgody rodziców albo – w wypadku jej braku – zezwolenia sądu rodzinnego. Nowe przepisy weszły w życie 1 listopada 2024 r. i już budzą bardzo mieszane uczucia.

Z założenia chodziło o poprawę sytuacji osób transpłciowych, transseksualnych i niebinarnych, skarżących się na dotychczasową dyskryminującą, a nawet – zdaniem wielu – poniżającą procedurę (środowiska te od lat wskazywały m.in. na to, że ich tożsamość płciowa traktowana jest nierzadko jak schorzenie psychiczne). Chodziło również o usunięcie nadmiernych barier związanych m.in. z kosztownymi ekspertyzami psychiatrycznymi oraz niepewnym rezultatem długotrwałego najczęściej postępowania sądowego. Dotychczas orzeczenie sądu uzależnione było w Niemczech od prowadzenia przez pewien czas życia zgodnie z wewnętrzną tożsamością płciową wnioskodawcy.

Krytycy zarzucają, że nowa regulacja może nie tylko prowadzić do częstej (nawet corocznej) zmiany płci przez tę samą osobę, ale też wytykają nazbyt liberalne zasady zmiany płci małoletnich. Niepokój budzi brak automatyzmu w informowaniu policji o zmianach (ta może uzyskać informację, ale jedynie na żądanie), co może ułatwić życie przestępcom ukrywającym się przed wymiarem sprawiedliwości.

Co ciekawe, do grona krytyków domagających się uchylenia obowiązywania ustawy o samostanowieniu dołączyła ostatnio Valerie Wilms, urodzona jako chłopiec, jako dorosła kobieta polityk niemieckiej Partii Zielonych i parlamentarzystka. Jej zdaniem ustawa paradoksalnie zagraża społecznej akceptacji transseksualistów. Umożliwia nazbyt swobodną i nieprzemyślaną zmianę płci (dostępną nie tylko dla rzeczywistych transseksualistów, do tego nawet każdego roku).

Samostanowienie bez granic

Nowa niemiecka ustawa nie jest wyjątkiem. Już 11 krajów europejskich posiada analogiczne (Belgia, Dania, Finlandia, Hiszpania, Irlandia, Islandia, Luksemburg, Malta, Norwegia, Portugalia, Szwajcaria). Prawzorem i ideałem dla środowisk transseksualnych jest ustawa argentyńska (Ley de Identidad de Género z 2012 r.). W Argentynie już od dawna każdy ma prawo wnioskować o zmianę zapisanej płci metrykalnej i imienia, jeżeli nie są one zgodne z własną tożsamością. Od 1 listopada ubiegłego roku podobnie rzecz ma się w Niemczech.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że rozwiązując realny problem, prawodawcy zbliżyli się do stworzenia swoistego „prawa do wyboru dla każdego”. Płeć coraz wyraźniej staje się dobrem, którym można – nawet jeśli nie całkiem, to dość swobodnie – dysponować, i to nie zawsze po to, aby rzeczywiście realizować prawo do samostanowienia płciowego. Tym łatwiej, że do zmiany płci metrykalnej coraz częściej nie jest wymagana medyczna korekta wyglądu płciowego. W konkretnych przypadkach rzeczywistym powodem tranzycji może stać się nawet chęć uniknięcia służby wojskowej lub zamiar przejścia na wcześniejszą emeryturę.

Nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Swoistym cieniem tranzycji jest pojawiający się już coraz wyraźniej problem niedostatecznie przemyślanych decyzji o zmianie płci. Szczególnie tych połączonych z korektą medyczną, co jest szczególnie dramatyczne. Pojawiają się już pierwsze pozwy odszkodowawcze.

Prof. dr hab. Tomasz Justyński, kierownik Katedry Prawa Cywilnego UMK w Toruniu

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 9/2025