Poruszające słowa prof. Mariana Zembali

– Choroba sprawiła, że moja egzystencjalna przestrzeń być może się skróciła, a co za tym idzie – niewykluczone, że czas życia też. Ale to nie ma znaczenia… – powiedział prof. Marian Zembala.

Foto: Marta Jakubiak

Dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu prof. Marian Zembala 10 stycznia odebrał nagrodę specjalną za dokonania życia podczas gali „Sukces Roku 2018 w Ochronie Zdrowia – Liderzy Medycyny”, która odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie.

– Dziękuję kapitule, nagrodzonym i nominowanym, posłańcom słowa, a jeszcze bardziej posłańcom czynów, ponieważ nie tylko ewangelicznie człowieka można poznać po czynach. Nas, obecnych dziś na tej sali, łączy wiele: wszyscy mamy poczucie wspólnoty w tworzeniu pewnego dobra, które wraca. To nie są banały. Tak rzeczywiście jest. Zawsze staram się wspierać wszystkich moich kolegów, którzy bardzo dużo robią, aby to dobro uczynić jeszcze większym – tak prof. Marian Zembala mówił po odebraniu nagrody. Wszyscy wstali, by wysłuchać jego wystąpienia.

Odniósł się do problemu braków kadrowych i przeciążenia pracą. – Jeżeli popatrzymy schematycznie na problem braku pielęgniarek, oczywiste jest, że powinny mieć wyższe wynagrodzenia, ale to nie wskaźniki poprawią sytuację, ale coś, co Nowozelandczycy zauważyli i nazwali komplementarnością zawodu. Proszę sobie wyobrazić, że pielęgniarka, którą często jest filigranowa dama, nie podniesie takiego faceta jak ja po udarze. Jeśli spróbuje, następnego dnia będzie miała dyskopatię i nie przyjdzie do pracy – mówił prof. Marian Zembala.

– Wielu wybitnych jest na tej sali, panie ministrze, proszę, popatrzmy na ten problem inaczej – z perspektywy tych, którzy rozwiązali go już wcześniej. Jeżeli sprawimy, że ratownik wejdzie do szpitala, a mamy przecież nadmiar ratowników i w większości są to mężczyźni, to jego obecność na dyżurze sprawi, że pielęgniarka nie będzie musiała dźwigać chorego, nie nabawi się dyskopatii i nie pójdzie na zwolnienie, nie wyjedzie z kraju – kontynuował były minister zdrowia.

– Jeżeli wprowadzimy asystentkę medyczną, to nie zaburzymy systemu wynagradzania, a w znaczący sposób poprawimy jakość pracy. Wprowadźmy też zawód asystenta lekarza. Gdyby przeprowadzić teraz analizę sytuacji personalnej w chirurgii, to okazałoby się, że są ośrodki, które mają trzech chirurgów, a najmłodszy z nich ma 72 lata i nie jest w stanie dyżurować co drugi dzień. Asystent lekarza sprawi, że w znaczący sposób wzmocnimy zespoły leczące, by miały więcej czasu dla chorych – wyjaśniał prof. Zembala. – Nie życzę państwu pobytu w szpitalu, a zwłaszcza na OIOM-ie. Ale muszę powiedzieć, że nie wyglądamy w Polsce tak źle, jak to często malujemy. Mamy więcej niż czynnik sprawczy sukcesu niedocenianego w relacji lekarz-pacjent. Tego uczymy młodych lekarzy, także własnym przykładem. Mam nadzieję, że oni to po nas przejmą – kontynuował.

– Przed siedmioma dniami otrzymałem bardzo miły list od minister zdrowia Belgii, która pisze do mnie tak: „Nie wiem, czy masz świadomość, ale zakładam, że masz” – przyznam, że nie do końca miałem – „że na polskiej ziemi żyli geniusze medycyny, tacy jak: Alzheimer, Mikulicz, ale także Ebstein urodzony w Jaworze. I prosi, bym zrobił wszystko, by doprowadzić do upamiętnienia tych nazwisk. Pisze też, że dzisiejsza echokardiografia na świecie święci triumfy w diagnostyce dzięki Polakowi, który nazywał się Tomasz Cieszyński. Jego ojciec, jeden z nestorów polskiej stomatologii, zginął jako jeden z profesorów lwowskich. Z jego synem, Tomaszem Cieszyńskim, pracowałem przez osiem lat, we wrocławskiej klinice prof. Brossa, który zawsze mówił: „Zostawcie go. Nie szkodzi, że nie jest superchirurgiem, chirurgów mamy dużo. On jest naukowcem, który wymyśla to, czego wy nie wymyślicie”. Tomasz, zamknięty w małej kanciapie, zawsze otoczony był setkami galwanoskopów i różnych urządzeń, których znaczenia nie rozumiałem. I ciągle mi tłumaczył: „Marian, niczego nie zrobisz sam. Musisz szanować zespół”. Zawsze wokół niego kręcili się inni specjaliści, jak fizycy czy chemicy, był wśród nich Kornel Morawiecki. To właśnie Tomasz Cieszyński wymyślił echokardiografię serca. Panie ministrze, proszę o upamiętnienie tych postaci – tymi słowami prof. Zembala zwrócił się do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego.

– Choroba sprawiła, że moja egzystencjalna przestrzeń być może się skróciła, a co za tym idzie – niewykluczone, że czas mojego życia też. Ale to nie ma znaczenia… Przywołam postać mojego mentora, Zbigniewa Religi, który teraz na pewno się cieszy, że zrobiliśmy w tym roku 73 przeszczepy serca. To coś niewiarygodnego. Religa cieszy się i kibicuje nam. Zrobiliśmy też 23 przeszczepy płuc bez powikłania. Chcę zachęcić, byśmy zamiast biadolić i lamentować, pokazywali jako posłańcy czynu, że wiele rzeczy można dobrze zrobić – apelował.

– Religa patrzy na nas z góry i się cieszy, żeśmy nie zawalili z jego testamentem transplantacyjnym i działaniem. Jego dewizą było, by nie bać się podejmowania decyzji. Brak decyzji jest zawsze niedobry. Jeśli problem był nierozwiązany, Franek Walczak nigdy nie ustawał. To był góral z olbrzymią wiedzą, potrafił cieszyć się z sukcesów innych. Niech ten rok nas zmobilizuje do wspólnego działania – od sejmu poczynając, poprzez media – posłańców słowa, i nasze codzienne działania. Zamiast komuś dokopać, wesprzyjmy go. Jeśli robi coś dobrego, doceńmy. To jest ważniejsze i dużo bardziej potrzebne – podkreślał prof. Zembala. – Zapewniam, że dla ludzi, którym się trochę zatrzasnął świat, tak jak mnie, to będzie w was najlepsze. A ja obiecuję, że będę ćwiczył codziennie i stanę na nogi, by pogratulować i podziękować – już na stojąco – za wszystko, co dobrego udało się zrobić. Wszystkiego dobrego, kochani, bądźcie pozytywni – tymi słowami prof. Marian Zembala zakończył, momentami bardzo osobiste, wystąpienie.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.