Do Lekarskiego Egzaminu Weryfikacyjnego podchodzę z rezerwą

Ministerstwo Zdrowia, z myślą o cudzoziemcach spoza Unii Europejskiej, chce wprowadzić możliwość leczenia w Polsce bez nostryfikacji dyplomu i specjalny egzamin uprawiający do posługiwania się tytułem lekarza lub lekarza dentysty.

Dr hab. Tomasz Smiatacz. Foto: archiwum GUMed

Między innymi takie pomysły są zawarte w najnowszym projekcie nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Z dr. hab. Tomaszem Smiataczem, prorektorem ds. studenckich Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, rozmawia Mariusz Tomczak.

Lekarski Egzamin Weryfikacyjny albo Lekarsko-Dentystyczny Egzamin Weryfikacyjny miałby sprawdzać wiedzę osoby, która ukończyła studia medyczne w kraju nie będącym członkiem Unii Europejskiej. Jak pan ocenia taką formę uznania kwalifikacji do wykonywania tych zawodów w Polsce?

Do Lekarskiego Egzaminu Weryfikacyjnego podchodzę z rezerwą. Sam pomysł nie jest zły, 60 proc. prawidłowych odpowiedzi zalicza również przedmioty na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Kwestią kluczową pozostaje pytanie o poziom trudności pytań, czy będzie porównywalny z Lekarskim Egzaminem Końcowym? Jeżeli tak, to LEW może być jednym z akceptowalnych rozwiązań na drodze do uzyskania polskiego prawa wykonywania zawodu.

Czy wprowadzenie LEW i LDEW, które miałoby przeprowadzać Centrum Egzaminów Medycznych, można uznać za próbę ominięcia – uznawanej za długą i trudną – procedury nostryfikacyjnej?

Nie jestem w stanie precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie. Jeżeli pytania na LEW będą zbyt proste, myślę, że można to potraktować jako próbę ominięcia procedury nostryfikacji, która wcale nie jest długa ani złożona, jak się powszechnie wydaje. Tyle tylko, że obcokrajowcom trudno jest uzyskać taki poziom wiedzy i umiejętności, jak po ukończeniu studiów na polskich uniwersytetach medycznych.

Pragnę również podkreślić, że w prawie o szkolnictwie wyższym i nauce nie przewiduje się przyjęcia na studia na kierunku lekarskim poprzez uznanie dotychczasowych kwalifikacji i umiejętności (jest to wyjątek od reguły zapisany ustawowo), a tymczasem na poziomie przyznawania prawa wykonywania zawodu taka ścieżka zostałaby stworzona. To daleko idąca niekonsekwencja. Pod względem formalnym brak wymogu nostryfikacji dyplomu może odciąć naszych absolwentów od rynku pracy w Unii Europejskiej, gdyż polskie prawo wykonywania zawodu będzie można uzyskać bez ukończenia studiów spełniających wymogi UE, a jedynie poprzez uznanie kwalifikacji zawodowych (nie bez powodu taką ścieżkę zamknięto ustawowo na drodze przyjęcia na studia). Jeśli dodać do tego proceder fałszowania dyplomów ukończenia studiów wyższych w wielu krajach spoza UE (widzimy to na poziomie szkół średnich i rekrutacji na studia anglojęzyczne), może być kłopot.

Nie ma pan obaw, że szybka ścieżka przyznawania prawa wykonywania zawodu na określone czynności zawodowe dla lekarzy specjalistów może zagrażać bezpieczeństwu pacjentów, bo w szpitalach pojawią się gorzej wykształceni lekarze?

Nie mam nic przeciwko dobrze wykształconym lekarzom spoza UE, jednak dotychczasowe doświadczenia z nostryfikacjami dyplomów wskazują, że osiągnięcie dostatecznego poziomu wiedzy i umiejętności jest dla nich bardzo trudne. Dlatego nie podpisałbym się pod rozwiązaniem pozwalającym wypróbować ich umiejętności i wiedzę na żywych pacjentach.

Czy wprowadzenie nowego egzaminu państwowego, Państwowego Egzaminu Modułowego, wydaje się uzasadnione?

Wiem zbyt mało o samym PEM, o potencjalnych niedoborach wiedzy naszych lekarzy, jak i celach motywujących pomysłodawców, aby udzielić wiążącego komentarza. Na poziomie bardzo ogólnym obawiam się, czy to nie za dużo reform, jak na stosunkowo krótki okres. Dopiero dobiegają końca studiów pierwsze roczniki, którym stworzono szósty rok w formie zajęć wyłącznie praktycznych, nie znamy jeszcze efektów tej reformy.

Czego w projektowanej nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty brakuje z punktu widzenia obecnych studentów kierunku lekarskiego i lekarsko-dentystycznego?

Zbyt powierzchownie znam ten projekt, aby udzielić merytorycznego komentarza. Nierozwiązanym problemem jest tu staż podyplomowy, istotny jest też wymóg znajomości języka polskiego, aby uzyskać prawo wykonywania zawodu w Polsce. Czy zamierzamy zwolnić z obowiązku stażu medyków spoza UE, a utrzymać go wobec absolwentów polskich uczelni medycznych? Byłoby to działanie dyskryminujące własnych obywateli. Czy przewidujemy wymóg utrzymania znajomości przez obcokrajowców języka polskiego (potwierdzonej egzaminem państwowym), bo jeżeli nie – rzeczywiście wielu „medyków”, np. z Chin czy Indii będzie chciało praktykować w Polsce, jednak nie będą porozumiewać się w języku polskim. W praktyce uniemożliwi im kontakt nie tylko z pacjentami, ale także z polskimi lekarzami, NFZ czy ZUS.

Czas na eksperymenty, działania pozorne i udawanie, że problemu nie ma minął mniej więcej 10 lat temu. Teraz należy pilnie stworzyć normalne, uczciwe i ludzkie warunki pracy i płacy w systemie ochrony zdrowia. Inaczej będziemy jedynie przystankiem przesiadkowym dla lekarzy spoza UE, tak jak to dzieje się ze studentami anglojęzycznymi pochodzącymi ze Wschodu: kończą porządne uczelnie w Polsce, następnie jadą pracować i zarabiać na Zachód. Teraz będzie im jeszcze łatwiej, nie będą musieli kończyć trudnych studiów po angielsku, bo po polsku zazwyczaj mówią z dużą trudnością i niechętnie. Do rozwiązania jest pilny problem kadrowo-płacowy leżący poza uczelniami medycznymi, a w samych uczelniach – bez zwiększenia finansowania za chwilę będzie bardzo duży problem z kadrą kształcącą polskich lekarzy.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.