Trencadis. Mozaika katalońska (fragmenty)

Światło w tym miejscu Wszechświata ma szczególne właściwości. Niemożliwie jasne, ale nie oślepia. Zdaje się, że nie ma jednego źródła. Przejrzyste do granic najmniejszych szczegółów, ale niemal gęste i namacalne.

Foto: pixabay.com

Można chwycić w dłonie i poskręcać w dowolny sposób. Można przelewać go między palcami, nie zostawiając ani jednej zmarszczki.

W takim świetle wczesnym popołudniem przysiadł Anioł. Na kamieniu. Nie siedzi jednak tak po prostu, zamyślony czy obserwujący. Siedzi, jakby właśnie przed chwilą wylądował. Tylko na moment. Czarnozielonkawe skrzydła jeszcze niedokładnie złożone. Bo ten Anioł ma skrzydła w tym właśnie kolorze. Włosy również. Palcami lewej stopy niespokojnie gładzi grzbiet prawej. Tak. To na pewno nie jest chwila anielskiej zadumy.

W nieco nerwowym skupieniu zagląda do własnego wnętrza. Przegląda zawartość szuflad otwierających się z jego ciała. Zagląda w głąb siebie. Jedne szuflady są większe, inne mniejsze. Wszystkie puste. Ale jednak intensywnie się w nie wpatruje. Głowę ma pochyloną i nie widać twarzy. To utrudnia obserwację i wyciągnięcie wniosków. Po wyrazie oczu, układzie brwi moglibyśmy dowiedzieć się więcej. Ale nie wiemy.

Nie możemy też podejść bliżej, anioł wygląda na płochliwego, nie sądzę, by chciał z nami porozmawiać. Skazani jesteśmy więc na domysły. Musimy stworzyć własną historię. Być może to upadły anioł, który poszukuje choćby śladu swojej natury, odebranej mu właśnie przed chwilą? A jeśli nie? Nie do końca wygląda na całkowicie załamanego swoim stanem. Więc może właśnie gdzieś zmierzał z ważnym posłannictwem, w pośpiechu nie domknął swojej cielesnej powłoki i bezcenne artefakty gdzieś w locie wypadły?

To przeczyłoby jego perfekcyjnej przecież naturze, ale kto wie? A może to tylko naszym ludzkim oczom się wydaje, że szuflady są puste. On tylko usiadł na chwilę, by się upewnić, że wszystko jest na swoim miejscu, i sprawdzić, czy nie pomylił kolejności poleceń z góry? W takiej tezie też są luki, jak w poprzedniej, ale w końcu co możemy wiedzieć na pewno o aniołach? Bardzo niewiele oznacza też prawie nic. Być może to młody anioł, który po raz pierwszy zobaczył człowieka i próbuje pojąć różnice. Bo jego wnętrze to czyste światło, sterylna moc i łaska, a w ludzkich szufladach panuje nieporządek i chaos? Może to właśnie chciałby zrozumieć?

My też mamy szuflady, wyrastające z ciał i umysłów. W niektórych panuje porządek, wszystko jest poukładane. I na swoim miejscu. Ale też zawsze, bez wyjątku, są takie, gdzie jest po prostu bałagan. Rzeczy pomieszane bez ładu i składu. Wystające na zewnątrz, niepozwalające szufladom na domknięcie. Rzeczy w tajemniczy sposób przeskakujące z szuflady do szuflady, znikające bez śladu w momencie, w którym akurat są potrzebne. Jak skarpetki w pralce. Mamy też inny rodzaj szuflad. Zewnętrzne. Z etykietami.

Bardziej dla innych niż dla siebie. To trochę bez znaczenia, bo przecież inni też mają takie przygotowane właśnie dla nas. Czasem zostajemy złapani przez przypadek, czasami z rozmysłem. Zwabieni. Czasem wchodzimy sami, zastanawiając się wcześniej, lub nie. Bo niektóre szuflady wydają się wręcz stworzone dla nas. Czemu więc nie skorzystać i nie pozwolić sobie na wygodę? Na trwanie bez konieczności rozmyślania o rzeczach poplątanych? To, co niewygodne, można zamknąć na zawsze i wyrzucić klucz.

Zdarza się też, że próbujemy zająć taką szufladę i stwierdzamy, że nie pasujemy. Jest ciasno i niewygodnie. I wtedy ktoś może tę szufladę domknąć za nas. Może to zrobić delikatnie, ułożymy się w środku i z czasem zaczyna nam być wygodnie. Może to zrobić też jednym gwałtownym ruchem. Najpierw będzie bolało i stracimy coś, co się nie mieściło. Potem być może przywykniemy i nie będziemy czuć braku. I od przypadku tylko zależeć będzie, czy ktoś inny niechcący uchyli szufladę. Bo nawet najsłabszy promyk światła może sprawić, że poczujemy. I nic już nie będzie mogło być takie samo.

Odchodzimy powoli, by stopa przypadkiem nie poruszyła kamienia, który przestraszy na zawsze naszego Anioła. Zostawmy go jego anielskim rozważaniom. Odchodzimy w skupieniu, bo przyszła nam do głowy jeszcze jedna, pozornie absurdalna myśl: być może on chciałby znaleźć wewnątrz siebie choć ślad naszego nieporządku. Bo może ten nieporządek oznacza możliwość wyboru. A wybór to wolność. (…)

Marek Gawlik

O autorze

Laureat IX edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Profesora Andrzeja Szczeklika „Przychodzi wena do lekarza”. Wyróżnienie w kategorii Proza. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. Specjalista w dziedzinie pediatrii. W Szpitalu Powiatowym im. Jana Pawła II w Wadowicach kieruje oddziałem neonatologicznym. Wielbiciel przyrody i kultury Półwyspu Iberyjskiego. Laureat konkursu „Przychodzi wena do lekarza” z 2018 r., a także zdobywca, wspólnie z Moniką Kunstman, II miejsca w kategorii Poezja w IX edycji „Weny” (za utwór „Im eshkachech Yerushalayim”).

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.