Polski Ład. Plan na dekadę?

7 proc. PKB na zdrowie w 2027 r. – taki postulat znajduje się na pierwszym miejscu wśród pięciu fundamentów „Polskiego Ładu”. Od jakiej wartości PKB będziemy je liczyli, nie wiadomo – pisze Mariusz Tomczak.

Premier Mateusz Morawiecki. Foto: twitter.com/pisorgpl

„Polski Ład” to program społeczno-gospodarczy PiS i jego koalicjantów, Solidarnej Polski i Porozumienia, na najbliższą dekadę.

W polityce to długi okres, a w demokracji parlamentarnej snucie wieloletnich scenariuszy na kolejne 2,5 kadencji przypomina loterię. Aby rozliczyć polityków Zjednoczonej Prawicy z realizacji obietnic „Polskiego Ładu”, musieliby oni utrzymać ster władzy po wyborach przewidzianych zgodnie z konstytucją w 2023 i 2027 r.

Jeśli obóz rządzący umieszcza w swoim programie na pierwszym miejscu ochronę zdrowia, co ma miejsce w „Polskim Ładzie”, to ci, którzy marzą, by polityka zdrowotna stała się jednym z kluczowych obszarów działania państwa, mogą mieć powody do radości.

Obietnica wzrostu nakładów jest jednak dość mocno oddalona w czasie, a nawet jeśli się ziści, to nie postawi nas na czołowym miejscu w porównaniu z większością krajów UE. „Nowe środki przeznaczymy na inwestycje, cyfryzację, nowe kadry i nowoczesne terapie” – wskazano w programie. Zapowiedziano również osiągnięcie poziomu 6 proc. PKB. na zdrowie w 2023 r., czyli rok wcześniej niż zakłada to obecna ustawa.

Pieniądze, profilaktyka, limity

Wśród najważniejszych zmian w obszarze ochrony zdrowia, poza wzrostem nakładów, zapowiedziano nacisk na profilaktykę dla osób powyżej 40. r.ż. połączony z okresowymi badaniami w zakresie medycyny pracy, oraz rozszerzenie opieki ambulatoryjnej i zniesienie limitów przyjęć u specjalistów – najpierw dla pacjentów poniżej 18. r.ż., później dla obywateli innych grup wiekowych.

Jak czytamy w programie, „efektem będzie skrócenie kolejek”, ale w obliczu dramatycznego niedoboru lekarzy pewnych specjalności ten cel nie będzie prosty do osiągnięcia.

W „Polskim Ładzie” znajduje się sporo deklaracji ogólnikowych (np. usprawnienie nocnej pomocy lekarskiej m.in. w oparciu o „sieć powiatowych ambulatoriów całodobowych”), niejednoznacznych („minimalne wynagrodzenie pracowników medycznych zostanie podwyższone”, „kluczowe będzie odpowiednie opłacanie specjalistów”, „planowane jest zwiększanie wynagrodzeń młodych lekarzy, w szczególności w dziedzinach priorytetowych”), padających wcześniej z ust premiera czy ministra zdrowia (np. rozwój Krajowej Sieci Onkologicznej i Krajowej Sieci Kardiologicznej, powstanie Agencji Rozwoju Szpitali).

Jest obietnica rozszerzenia dostępu do diagnostyki prenatalnej dla wszystkich kobiet w ciąży i zagwarantowania darmowej szczepionki przeciwko HPV.

Podatkowe emocje

Duże emocje budzą zapowiedziane w „Polskim Ładzie” zmiany podatkowe. Media i portale internetowe są zasypane symulacjami ekspertów i amatorów, przy czym jedni i drudzy nierzadko dochodzą do różnych wniosków, nie zawsze z powodu odmiennego stosunku do wzrostu danin publicznych. Wielu skupia się na likwidacji odliczenia składki zdrowotnej w PIT, jak i na tym, że dla działalności gospodarczej ma być ona liczona proporcjonalnie do dochodu.

Nie każdy bierze pod uwagę skutki ulgi w PIT, dzięki której reforma ma być ponoć neutralna dla podatników zatrudnionych na umowę o pracę pod warunkiem osiągania dochodów w wysokości 6-10 tys. zł miesięcznie, choć czy tak się stanie, wstępnie przekonamy się we wrześniu, po przyjęciu przepisów przez rząd.

Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że wielu lekarzom podniesienie kwoty wolnej od podatku nic nie da, a po zmianie sposobu naliczania składki zwrotnej ich obciążenia fiskalne znacząco wzrosną. To oznaczałoby, że część tej grupy zawodowej z własnej kieszeni przyczyni się do wypełnienia pierwszego z fundamentów „Polskiego Ładu”, który stanowi wzrost nakładów na ochronę zdrowia, a jednocześnie, chcąc nie chcąc, ułatwi realizację także drugiego z fundamentów programu – obniżki podatków dla 18 mln osób, w tym emerytów.

Liderzy szpitalnictwa

Oceniając „Polski Ład”, niewiele uwagi poświęca się zapowiedzi wprowadzenia obowiązkowego monitorowania jakości klinicznej, obsługi pacjenta i efektywności zarządzania, co ma stanowić drugi etap reformy sieci szpitali.

„Analiza porównawcza będzie obowiązkowa, a na jej podstawie wyłonieni zostaną liderzy szpitalnictwa” – bez względu na to, czy tę zapowiedź potraktuje się jako szansę na podniesienie efektów leczenia, czy też jako nahajkę, wskazuje ona, że po jej wprowadzeniu w życie część placówek odniesie korzyści finansowe i wizerunkowe, a część straci. Wszyscy nie mogą być przecież liderami.

Jako „przełom w kontaktach ze służbą zdrowia” określono powstanie Centrum Obsługi Pacjenta, które ma doprowadzić m.in. do „zapisywania się do lekarzy, w tym specjalistów” z przychodni i szpitali przez internet czy infolinię.

Mało mówi się również o ustawie o jakości, która – jak wskazano w programie – pozwoli zbudować krajowy system monitorowania zdarzeń niepożądanych. Minister zdrowia zapowiedział, że projekt ustawy w tej sprawie ma być gotowy w czerwcu. Te przepisy mogą odcisnąć duże piętno na codziennej pracy wielu lekarzy, ale wszystko zależy od tego, co ostatecznie uchwali Sejm.

Mariusz Tomczak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.