Pierwiastki etyczne w Przysiędze Hipokratesa

Każdy lekarz nosi w sercu tę Przysięgę. „Przyjmuję z czcią i głęboką wdzięcznością nadany mi stopień lekarza (…), przyrzekam i ślubuję (…)” – pisze prof. Jerzy Woy-Wojciechowski.

Popiersie Hippokratesa autorstwa Rubensa / domena publiczna

Będąc na wyspie Kos, gdzie w 460 r. p.n.e. urodził się Hipokrates, oczami wyobraźni ujrzałem medyków – w białych tunikach, w pobliżu jatrejonu, pod platanem, przy swoim mistrzu, na tle świątyni Asklepiosa… Z 72 ksiąg „Corpus Hippocraticum” najbardziej znana jest „Przysięga”.

Ten tekst po blisko 2500 lat nadal jest w dużej mierze aktualny. Postęp medycyny rzuca jednak wyzwanie, by Przysięga była aktualna i nadążała za rozwojem immunologii, syntezy leków, cytologii, biochemii molekularnej, transplantologii, inżynierii genetycznej i za możliwościami przedłużania życia. Praktyka stawia nowe pytania, lecz odpowiedź na nie każdy musi znaleźć w swym sumieniu i doświadczeniu.

Sztuka leczenia

Lekarz, etyk i filozof Heliodor Święcicki mówił: „medycyna jest bez wątpienia nauką, ale spełnianie zawodu lekarskiego, opiekowanie się chorym, jest i było zawsze sztuką”, zaś „celem artysty jest wytworzenie piękna, celem lekarza jest przywrócenie piękna zdrowego człowieka, bowiem wyleczony pacjent to dla lekarza żywy obraz estetyczny wywołany jego sztuką”.

Tak, medycyna to sztuka leczenia. Kanony zawodu można ująć w regulaminy i formuły prawne, ale trudniej ująć w paragrafy sztukę. Czy idealnym lekarzem winien być uczony wertujący nowinki z zakresu diagnostyki i terapii? A może cierpliwy samarytanin lub genialny diagnosta? To odwieczne pytania.

Przysięgę Hipokratesa składa dojrzały człowiek, absolwent trudnych, wieloletnich studiów, który zetknął się już z odpowiedzialnością zawodową, cierpieniem, śmiercią, problemami szybkiej decyzji i wyborem trafnego postępowania. Lecz postawy lekarza winno się kształtować wcześniej. W rodzinie o wysokim autorytecie moralnym i w szkole.

Dobry lekarz, czyli kto?

Co prawda Denis Diderot mówił: „najlepszym lekarzem jest ten, którego nie mogę znaleźć”, a Voltaire, że „sztuka medyczna polega na zabawianiu pacjenta, podczas gdy natura leczy chorobę”, ale dobrze wiemy, że dobry lekarz jest jak oficer na froncie – toczy walkę z chorobą, cierpieniem, śmiercią.

Dziś od lekarza wymaga się szerokiej wiedzy, nie tylko medycznej, benedyktyńskiej cierpliwości, stałych wyrzeczeń w życiu prywatnym i absolutnej charyzmy w służbie chorym. No i doświadczenia. Stan lekarski, jak całe społeczeństwo, jest zróżnicowany. Wymienię, subiektywnie, kilku sklasyfikowanych przeze nie przedstawicieli medycyny.

Medicus desperatus – „lekarz zdesperowany”. Nie umie się znaleźć w warunkach wolnego rynku, tęskni za czasami, gdy ktoś „na górze” o wszystkim myślał i nie trzeba było się zastanawiać, ile kosztują usługi medyczne. To lekarz, który tęskni za czasami, gdy można było wypisywać skierowania na wszelkie badania largo manum, bo przecież służba zdrowia jest za darmo.

Medicus dexter – „lekarz zręczny”. Umie doskonale znaleźć się w nowej rzeczywistości wolnego rynku.

Medicus oeconomicus – „lekarz ekonomista”. Świetnie gospodaruje, potrafi zadbać o dobrą praktykę w dobrze urządzonym, prywatnym gabinecie. To ci lekarze sprawili, że dostęp do wielu świadczeń medycznych jest powszechny.

Medicus rapax – „lekarz zachłanny”. Na szczęście to rzadka i nieliczna odmiana „lekarza ekonomisty”. Już w trzy lata po rozpoczęciu praktyki nie może sypiać, bo ordynator ma lepszy samochód. Chętnie dyżuruje w wolne dni, bo za nie więcej płacą, za to niechętnie zostaje w pracy po godzinach, bo ma akurat zajęcia w spółdzielni, prywatnym gabinecie czy kogoś zastępuje za „uczciwe” (jak mówi) pieniądze. Jego dewizą jest cytat z Talmudu: „lekarz niebiorący nic, nie wart nic”. Nie wstydzi się zapytać „za ile?” lub „co z tego będę miał?”.

Medicus formica laboris – „lekarz pracowita mrówka”. Jest typem pracoholika. Chętnie podejmuje się dodatkowej pracy, „bo pacjent z daleka przyjechał, kolega zachorował i nie ma nikogo chętnego na dyżur”. Uważa, że obowiązkowość i uczciwa praca są najważniejsze.

Medicus magister – „lekarz nauczyciel”. Ma wrodzone zdolności wychowawcze i pedagogiczne. Śledzi fachową literaturę, lubi uzupełniać wiedzę. Jest typem lekarza, bez którego działalność uczelni i postęp nauki byłyby trudne.

Medicus helluo librorum – „lekarz mól książkowy”. To specyficzna odmiana „lekarza nauczyciela”. Molowi książkowemu chęć poszerzenia wiedzy teoretycznej przesłania nieraz sens medycyny – konieczność niesienia pomocy chorym.

Medicus traditionalis seu antiquo modo – „lekarz tradycjonalista”. Niechętnie posługuje się nowymi technikami medycznymi i mówi, że żadne „enemery” nie zastąpią jego doświadczenia. W badaniach chorych jest skrupulatny i mimo awersji do nowinek medycznych najczęściej jest dobrym diagnostą i terapeutą.

Medicus technicus – „lekarz stechnizowany”. Uwielbia wszelkie nowoczesne techniki diagnostyczne. Lekarz ten bez kompletu badań uzupełniających niechętnie stawia rozpoznanie. Prof. Gryglewski z Krakowa ostrzega, że „jeżeli lekarze technicznych umiejętności i fachowej wiedzy nie dopełnią blednącą staroświecką Sztuką Medyczną – chorzy wymienią ich na sztukmistrzów”.

Medicus politicus – „lekarz polityk”. Był w dawnych czasach, jest i obecnie, postacią często spotykaną. Nie tylko w parlamencie, gdzie zasiada wielu lekarzy. Także w izbach działa wielu, dla których polityka jest chlebem powszednim. Dla lekarza polityka medycyna często schodzi na drugi plan.

Medicus publicus – „lekarz społecznik”. Podejmuje akcje charytatywne, organizuje konferencje, działa w towarzystwach naukowych. Nigdy nie rezygnuje z zawodu. Takim „nawiedzonym lekarzom” zawdzięczamy, że mamy samorząd, że w wiejskich ośrodkach zdrowia są dobre warunki pracy.

Medicus magnus – „lekarz wielki”. Wzorzec dla studentów i lekarzy. W tej grupie jest wielu Kawalerów Medalu Gloria Medicinae, bo Medicus magnus jest rzeczywiście „chwałą medycyny”, a jego „życie to ofiarna służba ludziom, to stale przejawiany najwyższy szacunek dla zdrowia i życia ludzkiego, to sumienne wykonywanie sztuki leczenia, podtrzymywanie honoru i tworzenie nieprzemijających wartości dla dobra stanu lekarskiego”.

Medicus cum cordis – „lekarz z sercem”. Dar serca wypływa z najszlachetniejszych pobudek i uczuć lekarza, który odnosi się do osób chorych, jak do swych braci. Okazuje im miłość, bezgranicznie poświęca się im i oddaje serce.

Wiedza i wartości

Co sprawia, że lekarze startujący z jednego punktu, jakim jest uczelnia medyczna, często różnią się w dalszej praktyce? Różni ich nie tylko stan wiedzy, często uzupełnianej przez całe życie, ale wartości takie jak m.in. najwyższy szacunek dla zdrowia i życia ludzkiego, uczciwość, poświęcenie, życzliwość, wrażliwość, cierpliwość, chęć służenia i oddania drugiemu człowiekowi, szacunek dla cierpiącego, dbanie o najwyższą jakość usług czy widzenie w drugim człowieku bliźniego, a nie tylko przypadku chorobowego.

Dyrygentem tych wartości jest ludzkie sumienie, a mieszczą się one nie w granicach wiedzy zdobywanej przy użyciu podręczników, wykładów, komputerów, ale w wartościach aksjologicznych decydujących o wartości człowieka, wartości lekarza. To one decydują, czy lekarz ma postawę humanitarną dla pacjenta i jest tym, o którym się mówi, że ma powołanie do pracy.

Przez 2500 lat lekarze składają, zgodnie z postępem medycyny, stale aktualizowaną, Przysięgę Hipokratesa. Wiek XIX dał rozwój chirurgii, narkozę, aseptykę, erę szczepień i promienie X. Wiek XX to postęp w biochemii, genetyce, immunologii, cytologii, transplantologii, od Bantinga i Besta erę insulinoterapii, od Fleminga – antybiotykoterapii, od sztucznej nerki Kolfa – dializoterapii, aż do nowych technik, jak endoskopia, laparoskopia, scyntygrafia, cewnikowanie serca, USG, CT czy NMR.

Te techniki sprawiły, że ciało ludzkie jest szeroko otwarte dla oczu lekarza. Czy także dla serca? Patrząc na postęp medycyny, dający tyle możliwości leczenia i przedłużaniu życia, ma się wrażenie, że nie nadąża za nim docenianie roli sumienia lekarza oraz utrwalanie uczuć wyższych, które można ująć słowami: etyka i serce lekarza.

Najlepszej wiedzy, godnych warunków pracy i „właśnie serca przenikniętego miłością ludzi” życzę sobie i wszystkim lekarzom. Bo będąc lekarzem, czyli wykonując i zawód, i sztukę leczenia, i powołanie w służeniu innym, jedynie swoją wiedzę możemy sprzedać. Serce tylko podarować. A wtedy zgodnie z hinduską maksymą: „gdy nie możesz zostać królem, zostań lekarzem”, sztuka leczenia w połączeniu z darem serca będzie prawdziwie królewskim darem.

Darowanym przez każdego, nawet najbardziej zapracowanego lekarza, od chwili złożenia Przysięgi Hipokratesa, przez 12 miesięcy w roku, przez 7 dni w tygodniu, o każdej godzinie. Bo lekarzem zostaje się już na zawsze, od chwili zaślubin z medycyną po kres życia.

Prof. Jerzy Woy-Wojciechowski, prezes honorowy Polskiego Towarzystwa Lekarskiego

Tekst opracowany na podstawie wykładu inauguracyjnego Anno Domini 2021/22

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.