19 maja 2024

Krążą legendy, że szpitale zarabiają na pandemii. To brednie

– Nie sądzę, aby większość placówek cokolwiek zyskała na byciu szpitalem patronackim – mówi dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. S. Żeromskiego w Krakowie, a jednocześnie członek Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, w rozmowie z Mariuszem Tomczakiem.

Dr Jerzy Friediger. Foto: Mariusz Tomczak

Czy idea tworzenia szpitali tymczasowych jest słuszna?

Popieram koncepcję tworzenia szpitali tymczasowych, ale nie sposób jej realizacji. Obawiam się, że nie zachowujemy zasady złotego środka. Zgodnie z założeniami z początku listopada, w Krakowie w krótkim czasie miały powstać cztery takie placówki. Powinniśmy zacząć od jednej, a jednocześnie być przygotowani do uruchomienia drugiej.

Największą głupotą jest to, że choć placówki tworzone są w sytuacji niedoboru kadrowego, to nie próbuje się medykom odjąć części obowiązków, bo Ministerstwo Zdrowia nie raczyło ograniczyć w nich zakresu wymaganej dokumentacji medycznej.

Placówką patronacką jednego z czterech krakowskich szpitali tymczasowych miał zostać Szpital Specjalistyczny im. Żeromskiego, którego jest pan dyrektorem.

Do pomocy przy tworzeniu szpitala tymczasowego przystąpiliśmy na początku listopada mimo braku przekazania decyzji wojewody w formie pisemnej. Nie wiem, jakie były powody wskazania naszej placówki, ale jest faktem, że mamy dwa oddziały zakaźne i doświadczenie w leczeniu COVID-19 nabyte w ostatnich miesiącach.

Za całokształt spraw związanych z powstaniem szpitala tymczasowego miała odpowiadać spółka Tauron, bazę lokalową miała udostępnić Arena Kraków, a my jako szpital patronacki pomagaliśmy w konsultowaniu kwestii medycznych. To z naszego szpitala miała pochodzić m.in. osoba koordynująca funkcjonowanie tej placówki, lekarz nadzorujący pracę personelu lekarskiego, osoba sprawująca funkcję pielęgniarki naczelnej czy główny logistyk.

Takie były plany, ale szpital na bazie Areny nie powstanie. Za dużo trudności technicznych i formalno-prawnych. Szpital tymczasowy za to ma powstać w pomieszczeniach bezpośrednio sąsiadujących z naszym szpitalem, udostępnionych przez Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Decyzja podjęta w tej sprawie przez wojewodę małopolskiego jest moim zdaniem ze wszech miar słuszna.

Wszędzie brakuje medyków. Czy powinni być zatrudniani studenci?

Nie widzę powodów, aby nie skorzystać z pomocy m.in. studentów VI roku kierunku lekarskiego, w końcu to już prawie lekarze, czy pielęgniarek kończących studia magisterskie, zresztą część z nich ma dyplomy licencjackie. Jedni i drudzy za kilka miesięcy otrzymają prawo wykonywania zawodu, nie wspominając o tym, że będzie to dla nich znakomita okazja do nauki i zdobycia praktyki, oczywiście pod właściwym nadzorem.

Fakty są takie, że powstają nowe szpitale, a zanim wybuchła pandemia brakowało lekarzy specjalistów czy pielęgniarek. Skąd weźmiemy dodatkowych internistów, specjalistów chorób zakaźnych czy pediatrów?

Czy do szpitali tymczasowych mają trafiać najciężej chorzy pacjenci?

Żaden szpital z samej definicji nie jest przeznaczony dla lżej chorych, pomijając niektóre zabiegi planowe. Osoby lekko chore niech będą leczone w domu, a szpitale tymczasowe należy tworzyć dla pacjentów wymagających hospitalizacji ze względów medycznych – taka powinna być uniwersalna zasada.

W całym kraju z powodu pandemii część łóżek internistycznych czy chirurgicznych pozamieniano na covidowe, mimo że ludzie nie przestali chorować na nowotwory, choroby układu krążenia, układu oddechowego czy dolegliwości przewodu pokarmowego. Jeśli pacjentów niecovidowych pozbawiamy dostępu do leczenia, to wcześniej czy później pojawią się konsekwencje i w tej chwili widzimy je bardzo wyraźne.

Czy szpitale zyskają finansowo na leczeniu pacjentów z COVID-19?

Krążą jakieś idiotyczne legendy, że szpitale zarabiają na pandemii. To brednie. Mogłoby tak być, gdyby szpitale miały puste łóżka dedykowane dla zakażonych pacjentów przy jednoczesnym pobieraniu ryczałtu covidowego.

Z taką sytuacją mamy do czynienia w szpitalu zlokalizowanym na Stadionie Narodowym w Warszawie, gdzie w połowie listopada przebywało mniej niż trzydziestu pacjentów, choć jest dostępnych kilkaset łóżek. To woła o pomstę do nieba, że wielkim nakładem sił i środków zbudowano duże izolatorium.

Nie sądzę, aby większość placówek cokolwiek zyskała na byciu szpitalem patronackim. Leki, sprzęt, płyny, kroplówki – to wszystko kosztuje, nie ma nic za darmo. Oczywiście można by coś zarobić, ale tylko pod warunkiem, że w szpitalu tymczasowym nie leżeliby chorzy i pobierano by pieniądze tylko za samą gotowość do leczenia pacjentów z COVID-19. Natomiast „normalny” szpital (nietymczasowy), leczący chorych, nie ma żadnych szans na tym zarobić, a wręcz odwrotnie. Świadczenia covidowe nie są wycenione lepiej niż wszystkie inne, a nawet gorzej. Zyskać finansowo nie ma szans.