24 kwietnia 2024

Otyłość dziecięcą trzeba leczyć

Otyłość u dzieci i młodzieży to narastający problem. Dlatego Naczelna Izba Lekarska zaprasza na szkolenia dotyczące rozpoznawania i postępowania w leczeniu tej choroby – pisze Lucyna Krysiak.

Fot. pixabay.com

– Jeszcze kilkanaście lat temu otyłością lub nadwagą było dotknięte 13 proc. polskich dzieci. Dane uzyskane przed pandemią COVID-19 na podstawie badań prowadzonych przez WHO u ośmio- i dziewięciolatków, w które włączyła się także Polska, wskazują, że odsetek ten sięga już 30 proc., dorównując tym samym Zachodowi. Co niepokojące, ta tendencja wzrasta – mówi prof. Paweł Matusik, prezes Polskiego Towarzystwa Otyłości Dziecięcej (PTOD), pediatra, endokrynolog w Oddziale Klinicznym Pediatrii, Otyłości Dziecięcej i Chorób Metabolicznych Kości Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Dlatego Naczelna Izba Lekarska podpisała z Polskim Towarzystwem Otyłości Dziecięcej porozumienie o współpracy w zakresie szkoleń na temat rozpoznawania i postępowania w leczeniu otyłości wieku dziecięcego, prowadzonych w ramach działalności Centralnego Ośrodka Badań, Innowacji i Kształcenia (COBIK NIL). Pierwsze szkolenia w postaci webinariów odbyły się już w październiku tego roku.

Choroba jak każda inna

– Chcemy dać lekarzom wskazówki, jak od początku do końca postępować z dzieckiem chorującym na otyłość, jak z nim rozmawiać, jakie procedury wdrożyć, jak pokonać własną niemoc na tej trudnej drodze leczenia, która wymaga od lekarza cierpliwości i wytrwałości – tłumaczy prof. Matusik. Otyłość wciąż jest postrzegana i traktowana jak defekt estetyczny, wynikający ze specyficznej budowy ciała i zaniedbań, a nie jak poważna choroba przewlekła.

– Takie podejście pokutuje nawet w środowisku medycznym. Lekarze nie wiedzą, jak rozmawiać o tej chorobie zarówno z dziećmi, jak i ich opiekunami. Standardem jest rada: „Proszę mniej jeść i więcej się ruszać”, za którą nie idą konkretne zalecenia lekarskie – mówi prof. Matusik. A te muszą być bezkompromisowe i jednoznaczne, np. „Proszę odstawić napoje słodzone, zjadać dwie porcje owoców dziennie na drugie śniadanie i podwieczorek, zrezygnować ze słodyczy, z białego pieczywa na rzecz pełnoziarnistego”.

Tylko tak można doprowadzić do zmian w sposobie żywienia, utrwalić je i doprowadzić do redukcji masy ciała i ją utrzymać. Pacjentowi w zaawansowanej fazie choroby należy zaproponować również leczenie farmakologiczne lub operacyjne. W Polsce są ośrodki leczenia chirurgicznego otyłości u osób poniżej 18. roku życia i pierwsi pacjenci poddani operacji bariatrycznej.

Potrzebna edukacja

Większość przyczyn otyłości u dzieci ma podłoże środowiskowe – nieprawidłowe nawyki żywieniowe rodziców czy otyłość u kobiety przed zajściem w ciążę. Ryzyko otyłości u dziecka niesie również zbyt duży przyrost masy ciała matki w czasie ciąży. Także sztuczne karmienie niemowląt i nieprawidłowe rozszerzanie diety może wpływać na późniejsze problemy niemowlęcia z masą ciała. U dzieci nieprawidłowo żywionych we wczesnym dzieciństwie występuje predyspozycja do tycia za sprawą tzw. pamięci metabolicznej.

– Rodzice dzieci chorujących na otyłość szukają przyczyn hormonalnych, endokrynologicznych czy genetycznych, jednak występują one rzadko. A to głównie czynniki środowiskowe. Nakładają się na nie np. czynniki emocjonalne, które uaktywniły się w pandemii. Lęk i izolacja stworzyły warunki do zajadania stresu, a w zaburzeniach odżywiania emocje odgrywają ogromną rolę – przekonuje prof. Matusik.

Zapobiegania otyłości powinno być wielodyscyplinarne. – Początkiem wytyczania tego kierunku jest np. opłata cukrowa, którą rząd wprowadził, ale na tym poprzestał. Nie wiadomo też, kiedy zostanie wdrożony opracowywany właśnie program skoordynowanej opieki walki z otyłością u dzieci. A temat wymaga dobrze zaplanowanej i skoordynowanej edukacji, by zmieniła się świadomość społeczeństwa – podsumowuje prof. Matusik.

Lucyna Krysiak