Powikłania cukrzycy. Niechciane dziecko systemu

Każdego roku z powodu powikłań cukrzycy umiera w Polsce 21,5 tys. osób. To sześć razy więcej niż na raka piersi. Tak podaje raport „Cukrzyca. Gdzie jesteśmy? Dokąd zmierzamy?” opracowany przez Instytut Ochrony Zdrowia.

Foto: pixabay.com

Ponieważ dane te zostały opracowane na podstawie wyłącznie kart zgonów, dlatego eksperci są zgodni, że rzeczywista liczba zgonów spowodowanych powikłaniami cukrzycy jest znacznie wyższa.

Raport powstał przy udziale Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków i Rady Naukowej w składzie: prof. Krzysztof Strojek, kierownik Oddziału Klinicznego Chorób Wewnętrznych Diabetologii i Schorzeń Kardiometabolicznych SUM, konsultant krajowy w dziedzinie diabetologii, i prof. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych WUM.

To jest nadumieralność

– Niewątpliwie mamy do czynienia z nadumieralnością z powodu powikłań w cukrzycy, głównie sercowo-naczyniowych, ale nie zawsze są one następstwem cukrzycy – mówi prof. Krzysztof Strojek i przekonuje, że cukrzyca ma wiele twarzy i aby jej obraz był prawdziwy, należy ją traktować wieloaspektowo. Prof. Czupryniak jest zdania, że nadumieralność w cukrzycy wynika z wszystkiego po trochu. Międzynarodowa Federacja Diabetologiczna (International Diabetes Federation) i Unia Europejska od wielu lat zalecają, by w każdym kraju stworzyć narodowe plany walki z tą chorobą, z wytycznymi dotyczącymi działań ukierunkowanych na m.in. wczesne wykrywanie cukrzycy typu 2 oraz optymalne leczenie i zapobieganie. IDF ustaliła też schematy postępowania, ale są to ustalenia, które pozostają jedynie na papierze. W Polsce cukrzyca jest w wielu przypadkach diagnozowana późno, kiedy już zdąży poczynić szkody.

– Nie ma wypracowanych struktur wczesnego wykrywania cukrzycy, nie ma badań przesiewowych w grupach ryzyka, nie ma rutynowej edukacji dla chorych (jest prowadzona wyrywkowo), a ośrodki leczenia specjalistycznego są nierównomiernie rozmieszczone – wylicza wady systemu profesor i dodaje, że wiele regionów i miast, np. Radom, Rawa Mazowiecka czy Siedlce, to czarne dziury diabetologiczne, gdzie nie działa poradnia diabetologiczna z prawdziwego zdarzenia, oddział tej specjalności, brakuje drastycznie pielęgniarek diabetologicznych, bez których nie ma właściwej edukacji i leczenia w zakresie cukrzycy. – To skutek złej organizacji leczenia i wieloletnich zaniedbań w finansowaniu tej dziedziny. Decydenci uważają, że w cukrzycę nie warto inwestować, bo to nie daje szybkich efektów leczenia, inaczej niż w przypadku kardiologii interwencyjnej czy onkologii – podsumowuje prof. Leszek Czupryniak.

Brak refundacji i współdziałania

Polskie Stowarzyszenie Diabetyków i lekarze znający temat uważają, że konieczne jest wprowadzenie kompleksowego programu zapobiegania, wczesnej diagnozy, a także leczenia cukrzycy i jej powikłań. Ekspert współpracujący z PSD, dr Jerzy Gryglewski, jest zdania, że wobec wzrastającej zapadalności na tę chorobę (8 proc. Polaków), ogromu związanych z nią powikłań, kosztów społecznych i ekonomicznych – to jest priorytet. Z danych NFZ wynika, że aż 20 proc. Budżetu na leczenie jest wydawanych na diabetologię, co stanowi ponad 1 mld 500 mln zł rocznie, a to i tak najmniej na jednego pacjenta chorego na cukrzycę w Unii Europejskiej.

Polska jest jedynym krajem w UE, który nie refunduje nowoczesnych leków przeciwcukrzycowych, mimo że nie tylko stabilizują poziom glikemii i pomagają kontrolować masę ciała, ale także chronią układ sercowo-naczyniowy przed zawałem i udarem oraz hamują postęp przewlekłej choroby nerek.

Ponieważ kosztują od 120 zł do 600 zł miesięcznie, pacjentów nie stać na takie leczenie. Jak zatem powstrzymać nadumieralność z powodu powikłań cukrzycy?Prof. Krzysztof Strojek przekonuje, że w tej specyficznej chorobie pacjenci muszą współdziałać z lekarzami, gdyż powodzenie terapii tylko w 20 proc. zależy od lekarza, 80 proc. to praca, jaką chory musi wykonać sam. Przyznaje, że jest za mało diabetologów (1,2 tys. pokrywa potrzeby chorych tylko w 80 proc., a w niektórych województwach tylko w 20-30 proc.), brakuje pielęgniarek diabetologicznych, które zajmowałyby się edukacją chorych, ale przede wszystkim modelu motywacji pacjenta do współdziałania. – Nowe terapie nie zastąpią wyrównania cukrzycy, mogą je jedynie wspomóc –zastrzega prof. Strojek.

Zespół stopy cukrzycowej

Jednym z najgroźniejszych powikłań cukrzycy jest zespół stopy cukrzycowej, którego następstwem są amputacje kończyn. Do niedawna rocznie przeprowadzano w Polsce 3,9 tys. tego rodzaju zabiegów. Obecnie ich liczba wzrosła do 4,2 tys. Paradoksem jest, że sposób wyceny zabiegu zachęca do takiego leczenia, ponieważ z ekonomicznego punktu widzenia jest ono bardziej opłacalne niż ratowanie kończyny. Prof. Maciej Małecki, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Metabolicznych CMUJ w Krakowie, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, mówi, że niedofinansowanie procedur leczenia powikłań diabetologicznych, w szczególności zespołu stopy cukrzycowej, utrudnia profilaktykę oraz innowacyjną terapię.

– Jeśli chcemy, aby spadła liczba amputacji, należy zwiększyć finansowanie leczenia zespołu stopy cukrzycowej w ogólnej puli finansowania diabetologii, zwiększyć liczbę gabinetów zajmujących się tym leczeniem i zainwestować w refundację nowoczesnych leków – podkreśla prof. Małecki. Jednak NFZ nie dostrzega takiej potrzeby. Wprawdzie Ministerstwo Zdrowia sfinansowało program ambulatoryjnego wsparcia leczenia zespołu stopy cukrzycowej (powstało ponad 30 gabinetów), ale to za mało. Potrzeba sieci takich gabinetów i systemu, który sprawiłby, że stopę cukrzycową opłacałoby się leczyć. PTD włączyło się w te działania, chce regularnie szkolić lekarzy w tym zakresie. Organizowane są konferencje szkoleniowe dla diabetologów i lekarzy POZ. Krajowy konsultant w dziedzinie diabetologii kładzie szczególny nacisk na praktyczną stronę tego typu spotkań.

Nieme migotanie przedsionków

Częstym powikłaniem w cukrzycy jest zawał serca i udar mózgu. Incydenty sercowo-naczyniowe u takich chorych są związanie z nadciśnieniem tętniczym, otyłością, miażdżycą, uszkodzeniem nerwów, nerek, ale też z migotaniem przedsionków. – Cukrzyca predestynuje do występowania migotania przedsionków. U osób z tym schorzeniem to zaburzenie rytmu serca występuje częściej, a nieleczone prowadzi do niedokrwiennego udaru mózgu, który jest najbardziej dramatycznym powikłaniem w tej chorobie – tłumaczy prof. Zbigniew Kalarus, kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Wad Wrodzonych i Elektroterapii Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Zwraca uwagę, że u takich pacjentów migotanie przedsionków często występuje w postaci niemej klinicznie, czyli bezobjawowej, co utrudnia rozpoznanie i wprowadzenie profilaktyki przeciwudarowej.

Zaznacza, że u chorego, który nie czuje arytmii, często pierwszym jej objawem jest udar, a migotanie diagnozuje się dopiero w oddziale neurologii, do którego trafia chory. – Dlatego, zgodnie z zaleceniami ekspertów w dziedzinie kardiologii, tego migotania trzeba u chorych poszukiwać, szczególnie u osób starszych (badanie tętna, ekg., badanie holterowskie) i na problem uczulić lekarzy zajmujących się leczeniem cukrzycy – podsumowuje prof. Kalarus i przypomina, że leczenie przeciwzakrzepowe zmniejsza ryzyko wystąpienia udaru o 80 proc. Zespół prof. Kalarusa zakończył badanie epidemiologiczne (uczestniczyło w nim 3 tys. osób) dotyczące zależności między czasem trwania i stopniem wyrównania cukrzycy oraz występowaniem migotania przedsionków w postaci niemej klinicznie. Wyniki są w trakcie opracowywania.

Lucyna Krysiak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.