Stomatologia. Nierówny rozkład sił

W prywatnych praktykach dentystycznych pracują specjaliści, którzy mogą realizować programy specjalizacyjne na bardzo wysokim poziomie. Dlaczego więc tak niewielu z nich chce szkolić młodszych kolegów i koleżanki? – pyta Lucyna Krysiak.

Foto: pixabay.com

Sprawa specjalizacji w stomatologii od lat porusza środowisko lekarzy dentystów. Ministerstwo Zdrowia przyznaje tak mało miejsc specjalizacyjnych, że lekarzom dentystom, pragnącym rozwijać się zawodowo, coraz trudniej zdobyć rezydenturę.

Ośrodki, gdzie mogą się specjalizować, głównie zlokalizowane są przy uczelniach medycznych, ale te – siłą rzeczy – mają ograniczoną pulę miejsc szkoleniowych. Z kolei prywatne praktyki niechętnie decydują się na prowadzenie specjalizacji, bo akredytacja, którą trzeba uzyskać, by móc szkolić, ma tak mocno wyśrubowane warunki, że trudno jest je spełnić. Poza tym brakuje też zachęt finansowych ze strony resortu zdrowia, by opłacało się kształcić specjalistów w prywatnych praktykach.

Potrzebne są zmiany

Z ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty wynika, że liczbę miejsc specjalizacyjnych w stomatologii uzależnia się od zapotrzebowania zgłaszanego przez konsultantów wojewódzkich, którzy uwzględniają wolne miejsca szkoleń, potrzeby zdrowotne społeczeństwa oraz dostępność do świadczeń zdrowotnych w danej specjalności stomatologicznej.

– Bardzo wątpię, czy decydenci posiadają rzetelne rozeznanie na ten temat, gdyż rezydentur jest zdecydowanie za mało w stosunku do zapotrzebowania na specjalistów w różnych dziedzinach, np. w ortodoncji, periodontologii, protetyce czy chirurgii stomatologicznej – mówi dr Jacek Woszczyk, specjalista protetyki, członek Komisji Stomatologicznej NRL, i dziwi się, dlaczego podaż i popyt na specjalistów są tak rozbieżne. Nadmienia jednocześnie, że w tegorocznej sesji wiosennej dla stomatologii przyznano zaledwie 34 miejsca specjalizacyjne, z czego 90 proc. jest zlokalizowanych w placówkach uniwersyteckich, a zaledwie 10 proc. w prywatnych ośrodkach, mimo że niejednokrotnie oferują one szerszy zakres różnego rodzaju zabiegów w jamie ustnej niż kliniki uniwersyteckie.

– To są spostrzeżenia oparte na własnych doświadczeniach związanych ze staraniem się o otwarcie miejsc akredytacyjnych, zakończonym z „nieznanych” mi powodów fiaskiem, mimo spełniania wszystkich wymogów – podkreśla dr Jacek Woszczyk. Uważa, że prywatne ośrodki mogłyby uzyskiwać więcej miejsc akredytacyjnych, ale należałoby poluzować wyśrubowane warunki dotyczące zasad akredytacji, uczciwie wycenić trud włożony w szkolenie specjalistów i adekwatnie za to płacić.

Ale z wyegzekwowaniem tego mają problem nawet kliniki uniwersyteckie, trudno więc uwierzyć, że resort zdrowia wywiązałby się z tego zobowiązania wobec podmiotów prywatnych. – Żeby wprowadzić zmiany w tym zakresie, potrzebne są chęci, dobra wola resortu zdrowia i złamanie stereotypów dotyczących trybu naboru chętnych do specjalizowania się i przyznawania akredytacji. Może też pora zrozumieć, że wolny rynek może dotyczyć także specjalizacji? Może to kandydat na specjalistę mógłby wybierać miejsce odbywania stażu, co by wiele wyjaśniało i weryfikowało – zastanawia się dr Jacek Woszczyk.

Przełamać opór

Wiadomo, że nowoczesna stomatologia nie istnieje bez specjalistyki. Na rynku skomercjalizowanych usług dentystycznych (stomatologia jest w 90 proc. sprywatyzowana) jest duża konkurencja, ich jakość jest więc kluczowa w walce o pacjenta i bez wysoko wykwalifikowanych specjalistów trudno byłoby ją osiągnąć. Za tą jakość pacjent płaci z własnej kieszeni i stomatolodzy, choć nie chcą się oficjalnie wypowiadać na ten temat, uważają, że decyduje tu czynnik ekonomiczny. Ministerstwu Zdrowia nie zależy na podejmowaniu działań, które umożliwiałyby komercyjnym ośrodkom prowadzenie specjalizacji, ponieważ resort musiałby z tego tytułu ponosić większe koszty.

Płatnik refundujący usługi stomatologiczne wychodzi natomiast z założenia, że do realizacji podstawowych kontraktów z NFZ, które oferują skromny zakres usług refundowanych, specjalizacja nie jest wymagana, nie każdy lekarz dentysta musi więc być specjalistą. Jednak ostatnio to się zmienia, w publicznym sektorze usług dentystycznych specjaliści także są potrzebni i to w coraz szerszym zakresie, np. w protetyce, chirurgii szczękowo-twarzowej czy ortodoncji.

– Na specjalistów ortodontów jest ogromne zapotrzebowanie, szczególnie jeśli chodzi o ortodoncję dziecięcą, do której wciąż są długie kolejki – powiedziała prof. Beata Kawala, krajowy konsultant w dziedzinie ortodoncji podczas odbywającej się niedawno w Lublinie XXI Konferencji Okrągłego Stołu, uspokajając jednocześnie, że ortodontów w Polsce nie jest tak mało, aby nie móc sprostać tym potrzebom. Według standardów europejskich jeden ortodonta powinien przypadać na 30 tys. mieszkańców i Polska jest bliska wypełnienia tego limitu.

– Problem polega nie na tym, że jest nas za mało, tylko na powiązaniu lekarzy legitymujących się tą specjalnością ze świadczeniem refundowanym. Wielu ortodontów rezygnuje ze świadczenia usług refundowanych przez NFZ ze względu na niekorzystne warunki ich finansowania. Mimo monitów konsultantów wojewódzkich i krajowego dotyczących zmiany warunków refundacji i koszyka ortodontycznego, nie podniesiono punktów za refundowane procedury ortodontyczne, w związku z czym notuje się odpływ lekarzy tej specjalności z publicznego sektora lecznictwa stomatologicznego – tłumaczy prof. Beata Kawala.

To dlatego ortodoncja komercyjna skierowana do pacjentów dorosłych jest przygotowana na ich leczenie, ale ortodoncja dziecięca ma z tym problem.

Najwięcej ortodontów jest w województwach: dolnośląskim i mazowieckim, gdzie limit jednego ortodonty na 30 tys. mieszkańców jest znacznie przekroczony, ale są regiony, np. woj. podlaskie, gdzie lekarzy tej specjalności jest jak na lekarstwo. Ortodoncja jest oblegana przez młodych lekarzy dentystów – aby dostać się na specjalizację w tej dziedzinie, trzeba mieć bardzo dobry wynik LDEK-u, często o przyznaniu miejsca decyduje różnica jednego czy dwóch punktów. Prof. Kawala jest przekonana, że miejsc specjalizacyjnych w ortodoncji będzie więcej ze względu na zapotrzebowanie na usługi specjalistów w tej dziedzinie i w systemie szkoleń specjalizacyjnych widzi w tym udział prywatnych podmiotów.

System do poprawki

Na temat kształcenia specjalistów pada wiele krytycznych uwag. Wśród lekarzy dentystów, szczególnie starej daty, są tacy, którzy uważają, że w Polsce jest wystarczająca liczba specjalistów w stomatologii i nie jest konieczne zwiększanie liczby szkolących się, gdyż rynek sam reguluje zapotrzebowanie na usługi specjalistyczne. Jednak wielu lekarzy dentystów, zwłaszcza tych, którzy praktykowali jakiś czas za granicą i widzieli, jak funkcjonują inne systemy lecznictwa, zauważa, że nie należy ograniczać liczby specjalizujących się, ale udoskonalać sposób ich kształcenia.

Kraje Unii Europejskiej, które zlikwidowały specjalizacje w stomatologii, teraz tego żałują i czynią starania, aby je przywrócić.

– Kiedyś wielokrotnie padały stwierdzenia, że ilość specjalistów w Polsce, jeśli chodzi o stomatologię, jest zadawalająca. Rzeczywistość pokazuje, że tak nie jest. Poczekajmy jeszcze 10 lat i zobaczymy, co będzie, jak odejdą z zawodu dzisiejsi 55-60-latkowie – komentuje dr Jacek Woszczyk i przekonuje, że chociaż są powody, dla których podmioty prywatne nie garną się do prowadzenia szkoleń specjalizacyjnych (obciążenia finansowe, brak gratyfikacji), to właśnie w nich tkwi ogromny potencjał, ponieważ pracują w nich specjaliści, którzy mogą realizować programy specjalizacyjne na bardzo wysokim poziomie. Jego zdaniem zrzucenie ciężaru prowadzenia specjalizacji na ośrodki uniwersyteckie jest czymś nienaturalnym. W systemie specjalizowania się stomatologów kluczowe będzie dążenie do zrównoważenia sił pomiędzy ośrodkami uniwersyteckimi a podmiotami prywatnymi, w których mogą szkolić się przyszli specjaliści.

Chcą być specjalistą

Młodzi lekarze dentyści chcą podnosić swoje kwalifikacje zawodowe, zdobywać specjalizacje, są jednak sfrustrowani tym, że od lat mówi się o zmianach w systemie szkoleń specjalizacyjnych, a niewiele się dzieje w tym zakresie. Ci, którzy w sesji wiosennej zdali LDEK i pragną się specjalizować, uważają, że 34 miejsca specjalizacyjne na cały kraj to kpina. – Zgłębiając przyczyny tego stanu rzeczy i rozmawiając z decydentami zajmującymi się specjalizacjami w stomatologii w urzędach wojewódzkich, potwierdziło się, że nie ma równowagi pomiędzy przydziałem miejsc akredytacyjnych w uczelniach i w podmiotach prywatnych – ocenia dr Alina Stępnik-Mardzyńska, przewodnicząca Zespołu ds. Kształcenia Podyplomowego działającego przy Komisji Stomatologicznej NRL.

W uczelniach siłą rzeczy ilość miejsc specjalizacyjnych jest ograniczona, a specjalizowanie się w podmiotach prywatnych, które mają duże możliwości w tym zakresie, jest blokowana przez trudności ze zdobyciem akredytacji i niechęcią ze strony prowadzących prywatne praktyki do angażowania się w pracochłonny, materiałochłonny i mało opłacalny proces kształcenia specjalizacyjnego. Szczególnie obecnie, w czasach pandemii, kiedy każda prywatna praktyka walczy o przetrwanie, podjęcie się obowiązku prowadzenia specjalizacji i kształcenia specjalizantów wydaje się karkołomne.

Zdaniem dr Stępnik-Mardzyńskiej w obecnych, pandemicznych warunkach, dyktowanych przez niepewny, wolny rynek i niefortunne przepisy dotyczące przyznawania akredytacji, trudno przebić się przez ten mur. Czy równie trudno przebić się przez mur sztywnych zasad, którymi kieruje się resort zdrowia, przyznając tak małą ilość miejsc specjalizacyjnych dla lekarzy dentystów? Swego czasu były podejmowane w tej sprawie rozmowy w Ministerstwie Zdrowia, gdzie zapewniano, że nie ma przeszkód, by przyznawać więcej miejsc specjalizacyjnych, ale przeszkodą jest znikoma liczba akredytowanych ośrodków, gdzie lekarze dentyści mogliby się specjalizować.

Dr Alina Stępnik-Mardzyńska jest jednak przekonana, że wiedza decydentów dotycząca specjalizowania się w stomatologii jest wyrywkowa i nie odzwierciedla prawdziwych potrzeb zdrowotnych społeczeństwa, jak również lekarzy pragnących się doskonalić w swoim zawodzie. Uważa, że istnieje konieczność zgłębiania wielu aspektów tego tematu. Andrzej Cisło, wiceprezes NRL i przewodniczący Komisji Stomatologicznej NRL zapowiada w tej sprawie spotkanie, które odbędzie się w czerwcu.

Lucyna Krysiak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.