Medycy na granicy. Jesteśmy tam potrzebni

Ponad 40 pracowników służb medycznych z całego kraju – lekarze, ratownicy, pielęgniarki – włączyło się do akcji pomocy imigrantom koczującym na granicy polsko-białoruskiej. Akcja prowadzona jest pod hasłem „Medycy na Granicy”, a jej inicjatorem jest warszawski lekarz anestezjolog dr Jakub Sieczko.

Od lewej: Sonia Tencer (lekarka), Jan Świtała (ratownik medyczny), Mikołaj Łaski (kierowca ratownik). Foto: arch. prywatne

Stan zdrowotny uchodźców i imigrantów znajdujących się w pasie granicznym między Białorusią i Polską, jak donoszą aktywiści, staje się dramatyczny. Powodem jest wychłodzenie spowodowane spadkiem temperatur związanych z porą roku i warunki, w jakich ci ludzie przebywają.

Niezrozumiały opór

Codziennie media podają informacje o osobach ze strefy granicznej, które zachorowały. Szczególnie narażeni na pogorszenie stanu zdrowia są kobiety i małe dzieci, którym zagrażają infekcje i zatrucia pokarmowe, także te o ciężkim przebiegu, ale i osoby starsze, przewlekle chore, u których dochodzi do zaostrzenia objawów, np. chorób układu krążenia czy oddechowego. Dodatkowo wszyscy ci ludzie są narażeni na zakażenie SARS-CoV-2. Potrzebują profesjonalnej pomocy medycznej i lekarstw.

Weronika Bujko, anestezjolożka z Warszawy, napisała na Twitterze, że sama ma trójkę dzieci i nie mogła pozostać obojętna na to, w jakiej sytuacji zdrowotnej są osoby przebywające na granicy polsko-białoruskiej. – Moje dzieci jeszcze nie rozumieją, co się dzieje, ale czują, że to coś ważnego, są podekscytowane, przed wyjazdem musiałam je do tego przygotować – napisała lekarka, która 11 października o godz. 8.00 rano wraz z kierowcą karetki i ratownikiem Piotrem Kołodziejczykiem oraz ratownikiem medycznym Piotrem Łukasiewiczem rozpoczęła swój pierwszy całodobowy dyżur na granicy.

Pierwszy zespół, który przetarł szlaki, rozpoczął swój dyżur 7 października. Ich śladem poszły inne, jednak medycy napotykają na opór. Nie otrzymali bowiem zgody ministra spraw wewnętrznych i administracji na wjazd do strefy objętej stanem wyjątkowym. Mimo to nie zrezygnowali. By mieć fundusze na realizację akcji „Medycy Na Granicy”, zbierają pieniądze na stronie internetowej Pomagam.pl. W połowie października na zbiórkę pieniądze przekazało blisko 4 tys. osób. Zebrano 350 tys. zł. Działania medyków popierają autorytety medyczne z całej Polski, które wystosowały w tej sprawie list do ministra Mariusza Kamińskiego.

Co dalej?

Medycy chcą pomagać obcokrajowcom, którzy znaleźli się w strefie granicznej, ale rządzący nie widzą takiej potrzeby. Odmawiając im wydania zgody na wjazd karetek do strefy stanu wyjątkowego, Mariusz Kamiński, minister spraw wewnętrznych i administracji, użył argumentu, że pomoc medyczna jest udzielana przez strażników granicznych, a w razie potrzeby są wzywane zespoły ratownictwa medycznego z Białegostoku. Jednak – jak informują medycy – ta pomoc nie jest dostateczna, ponieważ są już ofiary śmiertelne, zarówno po stronie polskiej, jak i białoruskiej. Jedną z nich jest 16-letni chłopiec.

Mimo blokowania akcji „Medycy Na Granicy” zespoły znajdują się w pełnej gotowości. W każdym z nich jest ratownik z uprawnieniami do prowadzenia pojazdów uprzywilejowanych, lekarz oraz drugi ratownik, lekarka lub pielęgniarka, którzy pełnią całodobowe dyżury. – Będziemy odpowiadać na zgłoszenia wolontariuszy o osobach potrzebujących oceny medycznej. Pojedziemy na miejsce, zbadamy, udzielimy pierwszej pomocy i zdecydujemy, czy jest potrzebna hospitalizacja. O naszej obecności zostaną poinformowane dyspozytornia i lokalne szpitale. Chcemy wspomóc regionalny system ratownictwa medycznego – napisał jeden z uczestników akcji na Twitterze.

Zespoły chcą zostać na granicy do 15 listopada, co – jak obliczono – przełoży się na 40 dyżurów. Zapowiadają, że nie ustaną w staraniach o uzyskanie zgody na wjazd z pomocą medyczną do strefy stanu wyjątkowego. Za zebrane pieniądze chcą kupić leki i uzupełnić sprzęt, ponieważ można się spodziewać, że trzeba będzie nieść pomoc nie tylko w przypadku infekcji czy zaostrzenia chorób przewlekłych, ale też w razie wystąpienia hipotermii i urazów, które będą coraz częstsze.

Lucyna Krysiak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.