12 lipca 2024

Łukasz Jankowski: Chcę wnieść nową energię

Chcę, byśmy nie byli postrzegani jako samorząd salonowy, ale jako samorząd lekarzy. Z Łukaszem Jankowskim, nowo wybranym prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej, rozmawia Marta Jakubiak.

Foto: Marta Jakubiak/Gazeta Lekarska

„Młodzi” wycięli „starych” – takie głosy słyszało się po zjeździe. Nowy samorząd to samorząd dla młodych? Dlaczego dla wielu doświadczonych działaczy nie znalazło się miejsce w Naczelnej Radzie Lekarskiej IX kadencji?

Jesteśmy już po zjeździe, wyborcze emocje opadają. Decyzją XV Krajowego Zjazdu Lekarzy wyłoniliśmy nową Naczelną Radę Lekarską, w skład której weszli i młodzi, i średni wiekiem, i trochę starsi. Każdy z nich jest reprezentantem środowiska lekarskiego.

Mam nadzieję, że traktują ten wybór tak jak ja – jako zobowiązanie do ciężkiej pracy. Zapraszam każdego, kto chce współpracować dla dobra środowiska. Myślę, że moja prezesura zakończy pewien konflikt między młodszym a starszym pokoleniem. Chcę być prezesem kompromisu. Takim, który łączy, a nie dzieli.

Czym ta kadencja będzie różnić się od poprzedniej?

Obiecałem delegatom pełne zaangażowanie i zamierzam zrealizować tę obietnicę. Chciałbym wnieść nową energię do samorządu. Jestem otwarty na współpracę ze wszystkimi, którzy mają pomysł i chcą go zrealizować. Tę kadencję pragnę oprzeć na słuchaniu, a następnie angażowaniu lekarzy, a także ekspertów w takie działania, dzięki którym dojdzie do realizacji zgłaszanych potrzeb. Tylko tak będziemy skuteczni.

Już pojawił się pierwszy projekt oparty na takiej kanwie. Zrodził się on z inicjatywy lekarzy z niepełnosprawnościami, którzy zgłaszali problemy w dostępie do zawodu. Jesteśmy po pierwszych rozmowach. Ich efektem będzie zgłoszenie nowej Naczelnej Radzie Lekarskiej propozycji powołania pełnomocnika ds. lekarzy z niepełnosprawnościami [został powołany w piątek, więcej TUTAJ – przyp. red.].

Chcemy znosić bariery, działając wspólnie. Pokazać czynami, że jako środowisko jesteśmy nie tylko otwarci, ale też realnie wspieramy koleżanki i kolegów, którzy chcą wykonywać zawód. Ten prosty przykład pokazuje, jak postrzegam samorząd: słuchamy, angażujemy i skutecznie działamy. Mam nadzieję, że projekt ten zakończy się sukcesem.

Startował pan w wyborach z hasłem „Samorząd przyszłości”. Czyli jaki?

To izba bliżej lekarzy. Chcę, byśmy nie byli postrzegani jako samorząd salonowy, ale jako samorząd lekarzy, będący narzędziem dla środowiska służącym do wdrażania potrzebnych zmian. Już po pierwszych dniach widzę, jak wielki potencjał tkwi w naszym samorządzie i w Naczelnej Izbie Lekarskiej.

Będziemy to narzędzie wykorzystywać skutecznie. Mam nadzieję, że mój pomysł, jak zagospodarować taki potencjał, okaże się dobry w skutkach dla środowiska i przełoży się na poprawę warunków pracy każdego lekarza i lekarza dentysty.

Deklarował pan, że chce łączyć środowisko, a nie dzielić. W jaki sposób można scalać ludzi o różnych poglądach? Gdzie widzi pan taką płaszczyznę, zwłaszcza po rewolucji, jaka dokonała się na XV KZL?

Nie proponuję radykalnych zmian ani w samorządzie, ani w strukturze biura NIL. Dostrzegam jednak konieczność ewolucyjnego rozwoju i dostosowywania się do wyzwań, które przynosi codzienność i za chwilę przyniesie przyszłość. Myślę, że osoby, które nie oddały na mnie głosu, z czasem przekonają się do mojej osoby, widząc, że jestem naprawdę otwarty na współpracę i skuteczny w działaniu. Wierzę, że spojrzą przyjaźniejszym okiem na zmianę, która się dokonała. Tę zmianę, która oznacza skuteczne wykorzystanie narzędzia, jakim jest samorząd lekarski.

Mam nadzieję udowodnić, że potrafię mądrze z niego korzystać. Na pewno nie stanie się to za sprawą wyłącznie jednej osoby – prezesa. Naczelna Izba Lekarska to zespół ludzi zaangażowanych w działanie na rzecz środowiska – to profesjonalni pracownicy i oczywiście zaangażowani lekarze. Chcę rozmawiać z każdym. Dziś, po wyborach, to, czy ktoś głosował na mnie, czy na mojego poprzednika, nie ma już znaczenia. Liczy się to, jak może zaangażować się w działania Naczelnej Izby Lekarskiej.

Jaka będzie współpraca z okręgowymi izbami lekarskimi?

Będąc prezesem OIL w Warszawie, miałem poczucie, że z poziomu Naczelnej Izby Lekarskiej brakuje koordynacji działań w okręgach. NIL powinna łączyć i wspierać skuteczne działania izb okręgowych. Będę chciał taką koordynację wprowadzić na różnych polach – poczynając od wspólnych szkoleń dla rzeczników praw lekarza, dla działów medialnych izb, poprzez współdziałanie w zakresie rodzących się na bieżąco tematów, jak chociażby przywołany wcześniej problem lekarzy z niepełnosprawnościami czy wspólne decydowanie o tym, w jakim trybie wydajemy decyzje administracyjne, np. lekarzom zza wschodniej granicy, którzy zgłaszają się po prawo wykonywania zawodu.

Planuję też unowocześnić biuro prawne, tak by powstał system, w którym okręgowe izby lekarskie mogą zgłosić się do NIL o wsparcie prawne i wyjaśnienie wątpliwości na poziomie skoordynowanym centralnie. Jesteśmy organem drugiego rzędu, w pierwszej kolejności to na izbach okręgowych leży cały ciężar wydawania decyzji administracyjnych. Muszą one czuć wsparcie pionu centralnego i planuję im je dawać.

A co chciałby pan zrobić dla środowiska lekarskiego?

Nie jestem związany ani ze środowiskiem naukowym, ani żadnym innym. Jestem po prostu lekarzem praktykiem, przedstawicielem środowiska lekarskiego. Wiem, w jakich warunkach pracują dziś polscy medycy i jakie mają problemy, bo sam je odczuwam. Sytuacja wymaga, aby postawić dziś akcenty na dwie lub trzy główne sprawy. Od nich powinniśmy zacząć działanie w samorządzie.

Na sztandarowy projekt wybrałem system no-fault i planuję zrobić wszystko, żeby wszedł on w życie, by lekarze nie musieli bać się kary za niezawiniony błąd medyczny czy za wystąpienie zdarzenia niepożądanego. Już zacząłem działać. Pierwsze dni to spotkania z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia, jestem też umówiony z osobami odpowiedzialnymi za ten obszar w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Pukam do wielu drzwi, żeby przekonać decydentów, że warto nam zaufać i wdrożyć system no-fault. Dla lekarzy, ale przede wszystkim dla pacjentów. Przed nami jest duża dyskusja o profesjonalizacji samorządowego pionu odpowiedzialności zawodowej. To także obszar w zakresie zainteresowania każdego lekarza.

Na czym miałoby to polegać?

W pionie odpowiedzialności zawodowej pracują wolontariusze z ogromną wiedzą ekspercką. Trzeba ich wesprzeć szkoleniami i skoordynować z poziomu centralnego wszystko to, co dzieje się w okręgach. Mam nadzieję ściśle współpracować z nowym Naczelnym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej.

Wiem, że potrzebne są pieniądze, żeby prowadzić szkolenia i zwracać realne koszty związane z pełnieniem funkcji rzecznika odpowiedzialności zawodowej i sędziego NSL. To nie powinna być praca, którą lekarz wykonuje po godzinach, ale taka, w którą może się w pełni zaangażować. W strukturach samorządu pion odpowiedzialności zawodowej musi być odpowiedni i adekwatny do tego, jakim jesteśmy zawodem.

Jak składka będzie wracać do lekarza?

Mam bardzo dobre doświadczenia z programem „Ubezpieczenie w składce”, który wprowadziliśmy w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie. Prowadzę już rozmowy nad projektem wdrożenia takiej inicjatywy we wszystkich izbach okręgowych. Myślę, że byłby to dobry początek. Dziś składka jest pożytkowana w interesie lekarskim m.in. w obszarze działania organów odpowiedzialności zawodowej czy komisji ds. rejestracji i prawa wykonywania zawodu.

Chcemy, by było to więcej. Należy jednak pamiętać, że jeżeli chcemy utrzymać naszą samorządność, a przez to decydować sami o własnych sprawach, musimy pogodzić się z tym, że składkę na samorząd płacimy, ale lwia jej część powinna wracać do lekarzy. Pamiętam o tym.

Na ostatnim KZL delegaci zdecydowali o zmniejszeniu odpisu składki na Naczelną Izbę Lekarską z 15 proc. do 10 proc. właśnie po to, by więcej pieniędzy zostawało w okręgowych izbach. To pozwoli skuteczniej działać w interesie członków każdej z nich. Pieniądze powinny pracować na rzecz lekarzy.

NIL jest organem koordynującym i nie ma swoich członków, których mają izby okręgowe, dlatego z tego poziomu trudniej sprawić, by do nich wracała. Mam ambicje, żeby każda izba była dla szeregowego lekarza ostoją i miejscem, w którym będzie czuł się zaopiekowany, i do którego będzie mógł się zwrócić o pomoc, kiedy zajdzie taka potrzeba.

Jak zamierza pan budować relacje z władzą, żeby głos samorządu przekładał się na realne zmiany?

Dialog z władzą jest dziś bardzo trudny. Mimo naszej otwartości i merytorycznych argumentów niewiele się zmienia. Dlatego stanowiska, które wydajemy, każdorazowo muszą być poparte ofensywą medialną. To jest coś, z czym władza jeszcze się liczy.

Priorytetem musi być działanie medialne skierowane do pacjentów. Trzeba wyjść poza nasze środowisko i szeroko nagłaśniać problemy, o których mówimy. A żeby to było skuteczne, musimy zabierać głos w sprawach naprawdę ważnych i wtedy krzyczeć głośno.

Od 1 lipca wejdą w życie wyższe wynagrodzenia minimalne dla medyków, w tym dla lekarzy. Rząd mówi, że to sukces.

W wielu niedofinansowanych placówkach płaca minimalna staje się, z konieczności, płacą realną. Jeżeli, tak jak jest w tym projekcie ustawy, realne wynagrodzenie lekarza specjalisty ma wynosić 1,45 średniej krajowej i być niższe niż to, co wynegocjowali rezydenci w 2018 r. – wtedy to było 1,6 średniej krajowej – to taka propozycja absolutnie zasługuje na ocenę negatywną.

Trzeba być realistą i zdawać sobie sprawę z tego, że w tej chwili na pewno trudno byłoby wywalczyć postulat samorządu trzech średnich krajowych dla specjalistów, ale oczekujemy zarysowania drogi dojścia do takiego wynagrodzenia, a nie uznania, że temat jest zakończony na poziomie 1,45 średniej i zabetonowania takiej pensji na lata.

Nie tędy droga. Tak nie zahamuje się odpływu kadry do innych krajów Europy. Z taką wysokością realnych zarobków, bo do tego sprowadza się ustawa o płacy minimalnej, jesteśmy niekonkurencyjni wobec innych krajów i nie będziemy mieć w Polsce lekarzy. Oni odpłyną za granicę albo będą się przebranżawiać.

Czy wizerunek lekarza trzeba poprawić?

To oczywiste, że tak. Pytanie tylko, jak należy to zrobić. Myślę, że potrzebne są celowane akcje medialne. Jedną z nich, czyli „Jestem lekarzem, jestem człowiekiem”, mamy już za sobą. Naszym zamiarem było pokazanie ludzkiej twarzy lekarza. Chcieliśmy uzmysłowić społeczeństwu, że wykonujemy zawód, który jest ważny, ale mamy również swoje rodziny, problemy.

Uczłowieczenie lekarza jest kluczowe, bo służy m.in. budowaniu zaufania między lekarzem a pacjentem. Będziemy korzystać z medialnej drogi kreowania wizerunku lekarza. Chcemy też uświadamiać społeczeństwu, że za niedoskonałości systemu i trudy pacjenta nie odpowiadają lekarze, lecz politycy.

Jest pan nefrologiem. Dlaczego akurat ta specjalizacja?

Przyznaję, że najpierw wybrałem miejsce pracy, potem specjalizację. Wiedziałem, że idę tam, gdzie jest świetna atmosfera, dlatego rozpocząłem staż w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus w Warszawie. Wiedziałem, że w Klinice Medycyny Transplantacyjnej panują bardzo koleżeńskie relacje. Najpierw wybrałem zespół, potem nefrologię. Nie zawiodłem się. Nie żałuję tego wyboru. Za mną naprawdę piękne lata doświadczeń.

Polecam koleżankom i kolegom, którzy szukają dla siebie przyszłej drogi zawodowej, żeby zwracali uwagę nie tylko na wybór specjalizacji, ale też na to, gdzie będą ją odbywali. Ja mogłem liczyć na pełne wsparcie kierownictwa i prof. Magdaleny Durlik, za które bardzo dziękuję. Na takie wsparcie może liczyć każdy rezydent, który w klinice, gdzie pracuję, będzie odbywał specjalizację. Chciałbym, żeby każdy lekarz miał szczęście pracować w tak przyjaznym zespole.


Kim jest nowy prezes NRL?

Łukasz Jankowski – lekarz, specjalista nefrologii, dotychczasowy prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie (od 2018 r.), członek Naczelnej Rady Lekarskiej. Absolwent podyplomowych studiów menedżerskich „Zarządzanie w Ochronie Zdrowia” na Uniwersytecie Warszawskim. Doktorant I Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Zawodowo związany z Kliniką Medycyny Transplantacyjnej, Nefrologii i Chorób Wewnętrznych w Warszawie.

Członek Rady Polityki Zdrowotnej m.st. Warszawy oraz Sektorowej Rady ds. Kompetencji – Opieka Zdrowotna i Pomoc Społeczna. Organizator kampanii społecznych („Narodowy Kryzys Zdrowia” – 2019 r., „#niezapominaj” – 2020 r., „Jestem lekarzem, jestem człowiekiem” – 2021/2022 r.), zwracających uwagę przede wszystkim na niedomogi systemowe w ochronie zdrowia, a ostatnio głównie na pogłębiający się problem braku dostępu do leczenia dla pacjentów zmagających się z chorobami innymi niż COVID-19.

Cele i priorytety:

  • wprowadzenie systemu no-fault
  • wzmocnienie pionu odpowiedzialności zawodowej
  • słuchanie, angażowanie i skuteczne działanie
  • wsparcie dla członków samorządu i wpływ na opinię publiczną
  • poprawa wizerunku lekarza i prestiżu zawodu
  • stworzenie poczucia wspólnoty i pewności, że lekarz jest członkiem dobrze funkcjonującego samorządu, na który zawsze może liczyć